Motoryzacja

SUV na bogato

Fot. materiały prasowe

SUV-y nie wychodzą z mody, na czym korzystają  producenci niekojarzeni zazwyczaj z tą kategorią aut.  Wprowadzają do swojej oferty nowe, luksusowe modele z mocnymi silnikami i bogatym wyposażeniem. Ceny niektórych przekraczają nawet milion złotych. 

W 2015 r. jedną z największych motoryzacyjnych sensacji był Bentley Bentayga, który po latach zapowiedzi w końcu trafił do seryjnej produkcji. To wielki, masywny samochód o kontrowersyjnej urodzie, co jednak nie przeszkadza jego nabywcom. W Polsce auto kosztuje ponad 1,1 mln zł, a mimo to do maja tego roku zarejestrowano już trzy egzemplarze. Wkrótce pojawią się kolejne, bo zamówień ze strony polskich klientów nie brakuje. Brakuje za to aut. 

Bentayga, najszybszy seryjnie produkowany SUV (może jechać 301 km/godz. i ma silnik o mocy 608 KM), okazał się na świecie spektakularnym  sukcesem. Mimo bardzo wysokiej ceny to produkowane w Wielkiej Brytanii auto sprzedaje się jak świeże bułeczki. Zaplanowana na 2016 r. produkcja ok. 3,5 tys. egzemplarzy została błyskawicznie wyprzedana. Dodano więc kolejne 1,5 tys. aut, które również mają już swoich nabywców. Teraz – w zależności od kraju – można zamawiać Bentaygi z dostawą na 2017 lub nawet 2018 r. 

Klientów przekonuje zapewne szczególny dizajn Bentleya – już na pierwszy rzut oka widać, że tu chodzi o mocny, a przy tym luksusowy model, który zapewne może w ogóle nie opuszczać lewego pasa autostrady. Zresztą SUV Bentleya nie tylko jest bardzo szybki, ale także ma imponujące przyspieszenie – do 100 km/godz. rozpędza się w 4,1 sek., czyli szybciej niż większość wersji Porsche 911. Cóż, dobra konkurencja. 

A wyposażenie? Bentayga ma listę opcji długą niczym encyklopedia PWN. Każdy może zamówić auto uszyte na swoją miarę, decydując się np. na wygodniejsze fotele z podgrzewaniem i wentylacją (za ok. 50 tys. zł, czyli w cenie taniego samochodu kompaktowego) albo pakiet stylizacyjny obejmujący m.in. zmienione zderzaki, progi, a nawet obudowy lusterek i końcówki rury wydechowej (ponad 100 tys. zł). Najciekawszy jest jednak zestaw piknikowy za niemal 130 tys. zł. Za cenę bardzo dobrej limuzyny z mocnym silnikiem otrzymamy trzy skórzane kuferki piknikowe, z których jeden jest przenośną chłodziarką, drugi kryje znakomitej jakości srebrne sztućce i porcelanowe naczynia, trzeci zaś służy po prostu do przewożenia pożywienia i napojów, ale jest w nim też schowany kaszmirowy koc. Inne opcje dostępne dla kupujących Bentaygę to np. 22-calowe koła, system audio firmy Naim czy też lakier w dowolnie wybranym kolorze. 

Mocno i ekskluzywnie

Na SUV-ach ekskluzywnych marek z najwyższej półki (oprócz Bentaygi warto też wspomnieć o takich autach jak Rolls-Royce Cullinan czy Lamborghini Urus – patrz ramka poniżej) nie kończą się jednak wybitnie drogie auta tej klasy. Owszem, podstawowe wersje SUV-ów, takich jak Audi Q7, BMW X5, Mercedes GLE, Lexus RX czy Volvo XC90, można mieć za ok. 250 tys. zł (nieco droższy jest Range Rover Sport, który kosztuje ok. 350 tys. zł), tyle że w przypadku szczególnych wersji niektórych z tych modeli mówimy już u sumach przekraczających milion złotych. 

Na przykład wspomniany Range Rover w wariancie SVAutobiography, z 5-litrowym silnikiem na benzynę o mocy 550 KM, kosztuje w Polsce 1037,5 tys. zł, a w wersji wydłużonej – aż 1,1 mln zł. Różnica jest ogromna. Co więc otrzymujemy, wybierając luksusową wersję? Na pewno wybitne osiągi, bo trudno ich nie oczekiwać po 550-konnym samochodzie, i to nawet jeśli waży grubo ponad 2 t. Range potrafi przyspieszyć do setki w 5,5 sek. i może jechać 250 km/godz. Oczywiście w tej specyfikacji można mieć też nieco tańsze i słabsze wersje, np. hybrydową o mocy 340 KM albo z 4,4-litrowym, 339-konnym dieslem. 

W każdej z nich kabina częściowo wykonana jest ręcznie, przez rzemieślników, którzy poszczególne elementy pieczołowicie kształtują, wykorzystując drewno, skórę i metale. Poza tym taki Range Rover przygotowany jest z myślą o podróżowaniu z szoferem. Z tyłu pasażerowie mają więc do dyspozycji specjalne fotele, które w wydłużonym modelu mają opcję masażu, chłodzenia, podgrzewania, a nawet pochylenia oparcia (uzupełnieniem jest też podnóżek). Z tyłu znajdują się stoliki, panel sterowania multimediami oraz dwa ekrany. Oczywiście nie mogło też zabraknąć dobrej klasy sprzętu audio, w tym przypadku brytyjskiej firmy Meridian. 

Inny koszmarnie drogi samochód terenowy to Mercedes-AMG G 65, który kosztuje w Polsce ponad 1,3 mln zł. Określenie „terenowy” nie pojawia się tu przypadkiem, bo ten samochód potrafi w terenie co najmniej tyle, ile spartańskie Land Rover Defender i Jeep Wrangler. Mercedes jednak gwarantuje o wiele więcej luksusu, choć w specyficznym, kanciastym wydaniu. W parze z luksusem idą też osiągi. Otóż wóz ten ma pod maską potężny silnik V12 o mocy 630 KM. To gigantyczna jednostka z rodzaju tych, których w dobie cięć w emisji spalin już się raczej nie spotyka poza sportowymi supersamochodami (i Bentleyem Bentaygą). Co ciekawe, mimo że wyposażony w tak potężny napęd, Mercedes-AMG G 65 nie jest skory do wyścigów. Owszem, potrafi rozpędzić się do setki w 5,3 sek., ale już prędkość maksymalną ograniczono do zaledwie 230 km/godz. Szybciej byłoby niebezpiecznie. Zresztą, kto chciałby jechać z większą prędkością, mając świadomość, że prowadzi pojazd o aerodynamice szafy gdańskiej i zbliżonych do niej właściwościach jezdnych. Z drugiej strony: kto nie chciałby z kolei  postawić w swoim garażu takiego samochodu? Choćby po to, by co jakiś czas poczuć się na drodze jak król, bo na klasę G, szczególnie w tak silnym wydaniu, po prostu nie ma mocnych. 

Ze sportową nutą

Na tle takich samochodów luksusowe Porsche  Cayenne wypada dość blado. A przecież wersja Tur­bo S z 4,8-litrowym, 570-konnym silnikiem kosztuje ponad 800 tys. zł. Też niemało, choć do okrągłego miliona trochę brakuje. Nie zmienia to faktu, że w tym wariancie Cayenne do setki rozpędza się jak Bentayga, czyli w 4,1 sek., ale przyspieszanie skończy na prędkości 284 km/godz., czyli nieco mniejszej niż w przypadku SUV-a Bentleya. Porsche ma oczywiście, jak przystało na tę markę, silniej zarysowany sportowy charakter. I w sumie wygląda o wiele zgrabniej niż przysadzisty SUV z Wielkiej Brytanii. Ze względu na mniejszą masę i lepiej zestrojony układ jezdny będzie też szybsze na torze wyścigowym. Oczywiście, o ile komuś przyjdzie do głowy jeździć „terenówką” w takim miejscu. 

O dziwo, nie jest to myśl całkiem abstrakcyjna, bo wielu producentów buduje swoje SUV-y właśnie z myślą o dynamicznej, wręcz sportowej jeździe. Przykładów takich wozów jest sporo. To choćby BMW X5 i X6 w wersji z logo „M”, oznaczającym tuningowy oddział bawarskiej marki. Te sporych rozmiarów auta mają pod maską potężne 4,4-litrowe silniki V8, wspomagane dodatkowo turbodoładowaniem, dzięki któremu osiągają moc 575 KM. Cena? Ponad 0,5 mln zł w podstawowej wersji. Tyle że samochody te – z automatyczną skrzynią i napędem na cztery koła – są szybsze na torze niż wiele sportowych coupé. Poza tym prowadząc je, odnosi się wrażenie kierowania mniejszym i o wiele bardziej zwinnym autem. A gdy trzeba wybrać się w długą podróż z rodziną? Cóż, w BMW z logo „M” wystarczy wybrać komfortowy tryb zawieszenia. 

Podobnie jest zresztą z innymi Mercedesami z emblematem „AMG”. Model GLE 63 4Matic ma aż 557 KM, a w wersji z literą S w nazwie – aż 585 KM. Po co tak duża moc w SUV-ie? Raczej nie po to, by pociągnąć cięższą przyczepę. To wozy stworzone, by zaspokoić kaprys zamożnego klienta. Po to, by prowadząc je, mieć świadomość górowania nad innymi samochodami. Wszak w 585-konnym samochodzie, nawet gdy waży ponad 2 t, wystarczy lekko musnąć gaz, by błyskawicznie zwiększyć prędkość. Przykład? Mercedes-AMG GLE 63 S do 100 km/godz. rozpędza się w 4,2 sek., a prędkość 250 km/godz. osiąga w ciągu kolejnych kilkunastu sekund. 

Niewiele wolniejszy jest zresztą najszybszy model z linii Range Rover Sport oznaczony literami SVR. To auto, które kosztuje ponad 700 tys. zł, pod maską ma 5-litrową jednostkę V8 o mocy 550 KM. Ustępuje swym rywalom pod względem przyspieszenia, ale nie ma sobie równych, jeśli chodzi o brzmienie silnika. W sportowym trybie nie sposób nie zorientować się, że akurat przejeżdża obok. Jego dudniący, basowy klang słychać na dobre kilkaset metrów od auta. Model ten zresztą nie tylko brzmi dosadnie, ale też wygląda tak, że większość kierowców zapewne odruchowo zjedzie mu z drogi. To wielki samochód, który – uzbrojony w sportowe akcenty – wygląda naprawdę przekonująco. Pewnie dlatego dla entuzjastów szybkich terenówek wart jest swojej wysokiej ceny. 

Kolejni na horyzoncie

Jakie inne niespodzianki w tym segmencie aut czekają na nas w kolejnych miesiącach? W naszym kraju właśnie wchodzą do sprzedaży kolejne SUV-y marek, które nigdy wcześniej nie miały ich w swojej ofercie. To auta nieco mniejsze niż np. Range Rover lub nawet BMW X5, ale o równie wielkich aspiracjach. Pierwszy z nich to Jaguar F-Pace, drugi natomiast – Maserati Levante. Oba mają być szybkie, zwinne i luksusowe. 

Takie modele jasno pokazują, że SUV to nie jest już pojazd do przewożenia sprzętu sportowego. To auto, które ma przede wszystkim podkreślać status swojego właściciela. Dokładnie tak jak limuzyna. A może nawet bardziej?


Luksusowa przyszłość

W ślad za Bentleyem Bentaygą do sprzedaży trafią inne modele podobnej klasy. W fazie ostatnich testów i przygotowania do seryjnej produkcji jest Rolls-Royce Cullinan, który według przedstawicieli tej marki (należącej do BMW) ma ustanowić „nowe standardy w dziedzinie luksusu dla aut tego segmentu”. Czy uczyni zadość swoim zapewnieniom, przekonamy się pewnie w 2017 r., kiedy odbędzie się pierwsza prezentacja Cullinana. 

Swoje plany dotyczące SUV-a  ma też należąca do Grupy Volkswagena (podobnie zresztą jak Bentley) włoska marka Lamborghini, znana ze znakomitych, sportowych wozów. W ciągu najwyżej  kilku lat ma wejść do sprzedaży Urus, który w niewielkim stop- niu (ok. 20 proc.) wykorzystuje podzespoły zastosowane w Bentaydze. O ile jednak Bentley miał być szybki, lecz luksusowy, to Urus będzie przede wszystkim sportowym SUV-em, który ma równie dobrze radzić sobie w terenie, na autostradzie, a nawet na torze wyścigowym. Niektórzy pewnie sądzą, że terenowe Lamborghini to herezja, warto jednak sięgnąć do historii tej włoskiej marki z siedzibą w miejscowości Sant’Agata Bolognese. Ma ona już na koncie próby stworzenia samochodu 4x4. Pierwszy był prototyp o nazwie  Cheetah zbudowany w 1977 r. z myślą o kontrakcie z armią USA. Niestety, plan się nie powiódł, ale projekty auta zostały wykorzystane w konstrukcji seryjnie produkowanego LM002 – terenówki z potężnym, benzynowym, 5,2-litrowym silnikiem V12. Model ten był produkowany od 1986 do 1993 r. 

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Cztery sposoby na podatki

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!