Ring

RING: Dotacje czy Pożyczki

Od lewej: Miłosz Marczuk, rzecznik prasowy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i Jarosław Kała, dyrektor Departamentu Instrumentów Inżynierii Finansowej w BGK

Nowa finansowa perspektywa unijna różni się od poprzedniej m.in. tym, że oprócz dotacji przewiduje również instrumenty zwrotne. Jak zatem dzielić środki unijne? Obie formy wsparcia mają zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników. Poznajmy racje obu stron.

Miłosz Marczuk, rzecznik prasowy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości

Myśląc o dotacjach, wiele firm uważa, że droga do nich jest długa i wyboista. Tymczasem są takie sytuacje w gospodarce i biznesie, kiedy zasady funkcjonowania bezzwrotnej pomocy są nie do przecenienia. Pamiętajmy, że przedsiębiorcy pod hasłem „pożyczka” rozumieją z reguły proste instrumenty, które w jasny sposób określają kwotę i cenę ich „kupna”. Jednak w przypadku pożyczek udzielanych ze środków unijnych, sytuacja jest bardziej skomplikowana. Zwykle przecież młody biznesmen lub spółka są zobowiązani nie tylko do zwrotu środków, co jest oczywiste, acz nieraz bolesne, lecz także do wykazania, jakie rezultaty osiągnął projekt, który dostał wsparcie. Tymczasem, z badań PARP wynika, że firmy nie zdają sobie z tego sprawy. Nieco na wyrost zakładają, że główną cechą pożyczki ze środków publicznych będzie łatwa obsługa, brak ograniczeń formalnych i proste zasady zwrotu pieniędzy. 

Jeśli chodzi o strategię konkurencyjną firm, w tym zwłaszcza bazującą na absorpcji technologii, i o politykę naszego państwa w stosunku do wdrażania innowacji, to są one dlatego w dużym stopniu oparte na dotacjach, że te wciąż lepiej sprawdzają się w globalnej gospodarce.

Praktyka pokazuje, że to właśnie instrumenty bezzwrotne są lepiej dostosowane do poziomu rozwoju i potrzeb znacznej większości polskich przedsiębiorstw. Oczywiście, nie ma wątpliwości, że polityka inwestowania w rozwój firm, a w innowacje w szczególności, tak szeroko zakrojona, jak ta planowana na najbliższe lata, powinna być odpowiednio zrównoważona i stwarzać możliwość korzystania z różnych instrumentów finansowych. Pożyczki mogą być na przykład pomocne przy wspieraniu stosunkowo prostej działalności, która zapewnia szybsze efekty ekonomiczne, jest mniej ryzykowna i poprawia produktywność przedsiębiorstw. Ale z drugiej strony, musi być mechanizm wsparcia tam, gdzie inwestycja wiąże się z wysokim ryzykiem i kosztami, zwłaszcza że tak właśnie polskie firmy postrzegają inwestowanie w innowacje. Mało kto zdaje sobie choćby sprawę, że wdrożenia są średnio sześcio-, a nawet dziesięciokrotnie droższe od samych badań. Pozytywne efekty ekonomiczne nie są zaś nigdy zagwarantowane. Tu właśnie widać, jak niezastąpiona jest rola pomocy (i, co bardzo ważne, zachęty) w formie dotacji. A poza tym, ilu zdolnych ludzi nie odważyłoby się na założenie firmy i realizację swoich pomysłów, gdyby mieli do dyspozycji tylko pożyczkę, którą trzeba potem zwrócić?  

Potrzebę pomocy i zachęty widać tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę tak częste zapóźnienie technologiczne oraz niską skłonność do innowacji, jakie obserwujemy w wielu rodzimych przedsiębiorstwach. Dotyczy to szczególnie biedniejszych rejonów kraju, a już zwłaszcza Polski Wschodniej. To właśnie w takich przypadkach potrzebne są instrumenty bardziej intensywne niż narzędzia polityki wspierania rozwoju firm i innowacji, z jakich korzysta się w państwach wysoko rozwiniętych.  Dlatego, szczególnie we wschodniej części naszego kraju, dotacja, jako forma pomocy właściwa dla przedsięwzięć o wysokim poziomie ryzyka, powinna być kluczowym narzędziem wspierania procesu innowacyjnego. Również na późniejszych jego etapach, już po fazie badań i rozwoju. 

Jarosław Kała, dyrektor Departamentu Instrumentów Inżynierii Finansowej w BGK

Dług należy zwrócić: to oczywistość, ale jakże dyscyplinująca. Nawet jeśli odsetki są minimalne, do unijnych pożyczek trzeba podchodzić odpowiedzialnie. Tym bardziej że i w ich przypadku niezbędny jest wkład własny – od 5 do 20 proc. Decyzje firm o zaciągnięciu długu są więc zawsze przemyślane. A to dobre i dla nich, i dla gospodarki.

Sześć lat doświadczeń w zarządzaniu programami polegającymi na finansowaniu zwrotnym jedynie utwierdziło nas w przekonaniu, że taka forma finansowania to najlepszy sposób na wspomaganie średnich, mniejszych i początkujących przedsiębiorców. Takie finansowanie nie rodzi pokusy „przejedzenia” cudzych pieniędzy, sięgnięcia po nie tylko dlatego, że „dają”. Przez zbyt nonszalanckie podejście do biznesu można przecież wszystko stracić. A dług działa mobilizująco. Wystarczy powiedzieć, że tzw. szkodowość 26 tys. kredytów UE zaciągniętych u nas przez przedsiębiorców wynosi raptem 3,5 proc. I to w sytuacji, gdy co czwarty z nich, otrzymując od nas pożyczkę, dopiero startował ze swoją firmą.

Zapewne, gdy nasi pożyczkobiorcy zaczynali swą przygodę z biznesem, nieraz przeżywali kłopoty, korzystali z pomocy rodziny czy z oszczędności. A to uczy pokory i poszanowania dla otrzymanego wsparcia. Zwłaszcza, gdy typowy kredyt bankowy jest dla nich w zasadzie nieosiągalny. Wielu drobnych biznesmenów trafia bowiem do luki finansowej: bankowy sektor rynkowy nie ma dla nich oferty, ponieważ działają zbyt krótko, ich przychody są za małe albo mają niewystarczające zabezpieczenie.

Dużo mówi się o innowacyjności, zaawansowanych technologiach itd., szczególnie w przypadku dotacji unijnych, lecz tym, co w polskich realiach często buduje nową jakość, są drobne zmiany i usprawnienia. I właśnie korzystając z unijnych pożyczek, które na dodatek dostępne są w sposób ciągły (a nie od naboru do naboru), można w prosty sposób ulepszyć swój biznes. Czasem wystarczy odnowienie parku maszyn, innym razem  inwestycja w nowoczesną dystrybucję czy wydajniejsze urządzenie, które pozwoli znacząco obniżyć koszty, albo w cokolwiek, co przyczyni się do rozwoju firmy. A atrakcyjne oprocentowanie, które rozpoczyna się od 0 proc. i nie przekracza kilku proc. w skali roku, oraz brak ukrytych opłat zachęcają do zainicjowania zmian.

Kolejna zaleta pożyczek: proste procedury. Niewielkie firmy zwykle nie prowadzą wyrafinowanej działalności, więc ocena wniosków jest szybka i elastyczna. To stwarza duże szanse na otrzymanie wsparcia. Bywa, że w dwa tygodnie przyznajemy kredyt na kilkaset tysięcy złotych. O takim tempie nie ma mowy w przypadku dotacji, gdzie decyzje podejmuje się miesiącami podczas skomplikowanych naborów. Udzielenie finansowania odbywa się oczywiście zgodnie z regułami sztuki: sprawdza się, czy dana idea ma rację bytu, czy firma podoła spłatom. Rzecz jasna, gdy w grę wchodzi wspieranie przedsiębiorców ze wspomnianej luki, poziom akceptowanego ryzyka musi być wyższy. Ale nie dyskryminujemy żadnej formy działalności czy rodzaju prowadzonej księgowości. Zabezpieczeniem mogą być żyranci, majątek prywatny, czasem poręczenie lub kupowany na kredyt środek trwały. I to działa, a skargi na nadmierne obostrzenia są incydentalne. Natomiast wnioski, które są jedynie zbiorem pobożnych życzeń, nie dostają dofinansowania. Statystycznie, odmawiamy co piątemu chętnemu.

I jeszcze jedna, ale bardzo ważna zaleta pożyczek: z punktu widzenia gospodarki, te pieniądze są cały czas w obiegu. W ciągu sześciu lat, mając do dyspozycji 1,7 mld zł, pożyczyliśmy przedsiębiorcom prawie 4,5 mld zł. Kwota ta nie została „przejedzona”, uszczuplona. To wehikuł gospodarki na skalę, której nie można lekceważyć.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?