Nowe Technologie

Twój adres w internecie

© Shutterstock

Wpadłeś na genialny pomysł na adres internetowy, którego jeszcze nie ma w sieci? Koniecznie go zarejestruj. Możliwe, że kiedyś ktoś zaoferuje za niego sporo pieniędzy. A może po prostu przyda się, gdy postanowisz stworzyć innowacyjną witrynę?

Na rynku adresów internetowych nieustannie dużo się dzieje, a 2015 r. obfitował w transakcje liczone w milionach dolarów. Dobre nazwy są w cenie. Aż trudno uwierzyć, że za adresy Le.com i We.com zapłacono ok. 10 mln dol., a za 77.com, 52.com czy Av.com – ponad milion dolarów. Ceny na światowym rynku wtórnym (adresów, które ktoś już zarejestrował i które chce sprzedać) windują teraz firmy chińskie, które nigdy wcześniej nie były aż tak aktywne. Najwyraźniej w Państwie Środka internetowi biznesmeni zwietrzyli dobry interes i możemy się spodziewać kolejnych spektakularnych transakcji. 

Skutki wejścia chińskiego kapitału eksperci z branży porównują z zawirowaniami, jakie kilka lat temu spowodowało wprowadzenie nowych domen najwyższego poziomu (występujących na końcu adresu internetowego), takich jak .town, .hair i wielu innych. Nieznane wcześniej końcówki, nierzadko nietypowe, przyprawiły o ból głowy wszystkich graczy z branży domenowej: od inwestorów przez firmy rejestracyjne aż po właścicieli ważnych marek. Utrudniły też orientację użytkownikom internetu. 

Mimo rewolucyjnego wejścia adresy z nowymi końcówkami wciąż są rzadkością. I przy okazji wielką szansą dla inwestorów – nadal nie wiadomo, które z nowych nazw na dobre zadomowią się w internecie i zdobędą popularność wśród użytkowników. Inwestorzy z dobrą intuicją mogą zyskać, a pechowi – sporo stracić. Co ciekawe, nowymi rozszerzeniami interesują się też wielcy rynkowi gracze, np. firma Alphabet – do której należy marka Google – zarejestrowała już adres Abc.xyz. 

Na giełdzie domen

W Polsce najpopularniejszą domeną wciąż pozostaje .pl, o czym świadczą wyniki opublikowane przez NASK: w trzecim kwartale 2015 r. zanotowano najwyższy od 2012 r. przyrost liczby nazw w polskiej domenie, z dynamiką na poziomie 5 proc. (rok do roku). Wówczas mieliśmy ponad 2,6 mln zarejestrowanych nazw. To ogromna liczba, która też wyraźnie wskazuje, że trudno obecnie zarejestrować jakiś zwyczajny, mało oryginalny adres. Niemal na pewno ktoś już to zrobił przed nami. W takiej sytuacji jedyna możliwość, żeby go pozyskać, to odkupienie go bezpośrednio u obecnego właściciela (by go określić, najlepiej zajrzeć na stronę Whois.pl i wpisać interesującą nas nazwę) lub na giełdzie domen. 

To drugie rozwiązanie wydaje się bezpieczniejszym rozwiązaniem. Sprzedający i kupujący są w tym momencie związani regulaminami i umowami, które akceptują, dołączając do giełdy. A tych jest wiele. Prowadzą je czołowi rejestratorzy, jak Home.pl czy Nazwa.pl, oraz firmy specjalizujące się w handlu wirtualnymi adresami: Aftermarket.pl lub Premium.pl. 

Dobra wiadomość jest taka, że zawsze istnieje minimalna szansa, że nawet wykupiony już adres powróci na rynek pierwotny. Można zaryzykować i śledzić losy upatrzonej domeny, sprawdzając we wspomnianej bazie Whois.pl dokładną datę i godzinę wygaśnięcia okresu abonamentowego. Następnie można samodzielnie sprawdzać, czy domena wróciła do ogólnodostępnej puli, czy nie. Istnieją też firmy, które świadczą usługi przechwytywania adresów. Wystarczy zlecić im taką usługę, a żmudną pracę wykona za nas automat, który będzie próbował wykupić dany adres po zakończeniu okresu poprzedniej rejestracji. 

W promocyjnej cenie

Gdy nasz adres internetowy jest jednak na tyle odkrywczy, że pozostaje wolny, mamy idealną sytuację: wystarczy wybrać rejestratora i uiścić opłatę, która w pierwszym roku najczęściej objęta jest promocją. Trwają one nieustannie i są dość atrakcyjne, jak np. „pięć adresów za darmo przez rok”. Oczywiście później trzeba już regulować rachunki – jeśli mamy na swoje konto zarejestrowanych kilka adresów, może to być znaczący wydatek w bilansie firmy. 

Dlatego też – zanim damy się skusić atrakcyjnej ofercie promocyjnej – warto zwrócić uwagę, jakich opłat żąda rejestrator. Różnice są duże, bo przedłużenie abonamentu na kolejny rok może kosztować od 40 do 100 zł. Na szczęście nawet po dokonaniu rejestracji nie jesteśmy skazani na obsługę przez daną firmę. Regulamin dopuszcza bowiem zmianę rejestratora w dowolnym momencie. 

Najwyższych opłat za przedłużanie rejestracji domeny żądają najczęściej najwięksi rejestratorzy. W zamian za to otrzymujemy jednak wsparcie techniczne, lepiej zaprojektowany interfejs i więcej usług dodatkowych. Tyle że dla niektórych ważniejsza od jakości obsługi będzie po prostu cena. Jeśli tak, wystarczy znaleźć w internecie aktualny ranking rejestratorów, wpisując w wyszukiwarce Google frazę „ceny rejestracji domen” lub podobną. Takich zestawień jest mnóstwo. 

Prosto i czytelnie

Innym sposobem na zdobycie wymyślonej domeny jest... nieznaczne zmodyfikowanie jej nazwy, np. poprzez dodanie liczby „24” czy słówka „online” lub innych podobnych uzupełnień, które nie wpłyną na łatwość zapamiętywania adresu. Rejestrując go, warto jednak pamiętać o kilku zasadach. Po pierwsze, powinien jasno i bezpośrednio nawiązywać do rodzaju prowadzonej działalności. Nazwa powinna się kojarzyć z tym, co robi firma. Lepiej – jeśli to tylko możliwe – żeby adres nie zawierał łącznika, cyfr (chyba, że to część nazwy firmy), mało znanych w naszym kraju wyrazów w obcym języku, zestawień liter trudnych do wymówienia, a także polskich znaków (choć ich użycie w nazwie jest możliwe, prawie nikt tego nie robi). Adresy nie muszą być przy tym krótkie, o ile są łatwe do zapamiętania (np. Ladnemieszkanie.pl). I jeszcze jedna uwaga: jeśli prowadzimy działalność w Polsce, adres powinien mieć końcówkę .pl lub ewentualnie .com. Inne, jak .org.pl czy .com.pl, to ostateczność. 

Oczywiście w ramach posiadanej przez siebie domeny możemy za darmo tworzyć dowolną liczbę tzw. subdomen, czyli adresów w rodzaju Pogoda.onet.pl, czy też Kursywalut.mojedewizy.pl. Subdomeną jest również przedrostek www, niegdyś przypisywany do wszystkich witryn działających w ramach World Wide Web. Obecnie, budując swoje strony, firmy coraz częściej rezygnują z dodawania go do nazwy. 

Zarobić na domenach

Mając niebywałą fantazję i świetną intuicję, można też rejestrować domeny nie tylko dla siebie, ale też z myślą o późniejszym odsprzedaniu na giełdzie. Jeśli rzeczywiście chcemy spróbować sił na tym polu, na początku warto poświęcić trochę czasu na śledzenie giełd domen i wychwycenie trendów: jakie adresy najlepiej się sprzedają, jakie są ceny w poszczególnych branżach, jakie słowa kluczowe cieszą się największym powodzeniem. 

Entuzjazm chętnych niestety trzeba jednak ostudzić. W internecie nie brakuje wprawdzie historii o osobach, które zarejestrowały domenę za 10 zł i po krótkim czasie sprzedały ją za kilka tysięcy złotych. Osiągnięcie większych zarobków w tej branży to jednak loteria i kwestia szczęśliwego trafu. Bo czy ktoś, kto zarejestrował przed laty domenę Play.pl, wiedział, że powstanie operator telefonii komórkowej o tej właśnie nazwie?


Wybór jak w supermarkecie

Kiedyś, rejestrując domenę, mieliśmy  do wyboru kilka typowych rozszerzeń, jak .net, .biz czy .org. Ewentualnie wraz z lokalnym rozszerzeniem .pl. Dziś jednak w grupach domen można przebierać do woli. Do wyboru są domeny przeznaczone dla stron mobilnych (.mobi), informacyjnych (.info), firmowych (.company) czy eksperckich (.expert). Inne przykłady to końcówki .network, .center, .market, .bike, .holiday, .media, .global, .work i wiele, wiele innych. Ceny rocznego utrzymania adresu w tych domenach to przeciętnie 100–400 zł (nazwa w domenie .expert może kosztować rocznie ponad 200 zł, a poświęcona stronom o tematyce erotycznej .xxx – nawet ponad 350 zł). Jednym z najdroższych jest rozszerzenie .money (ok. 450 zł rocznie), a absolutny rekord należy do do­- meny .restaurant (kosztuje nawet ponad 1800 zł rocznie). 

Oferty polskich rejestratorów domen obejmują również rejestracje adresów w innych krajach. Za niektóre, jak niemiecka .de lub francuska .fr, zapłacimy niewiele ponad 100 zł rocznie, ale np. często stosowana przez radiostacje domena .fm (to końcówka Mikronezji) kosztuje ponad 200 zł, a popularne .co – nawet około 400 zł. 


Domeny za miliony

Nie jest łatwo znaleźć dobre, łatwe do zapamiętania domeny. Właściwie wszystkie nazwy dwuliterowe oraz jednowyrazowe zostały już przez kogoś zarejestrowane. Za prawo do ich używania nierzadko trzeba zapłacić bardzo wysoką cenę. 

Nie wszyscy ujawniają szczegóły konkretnych transakcji, dlatego trudno jest przygotować ranking najdrożej sprzedanych domen. W Polsce jednak za taką uważa się zakup przez operatora komórkowego adresu Play.pl za ok. 2 mln zł. Wcześniej był to sklep z grami komputerowymi. Z kolei adres Opony.pl został zakupiony za ok. 950 tys. zł. Kolejne na liście są adresy Saturn.pl (600 tys. zł), Urlopy.pl i Gg.pl (po ok. 400 tys. zł) oraz Budownictwo.pl  i Nk.pl (po ponad 200 tys. zł). 

W porównaniu ze światowymi transakcjami te polskie wydają się jednak śmieszne, bo np. adres Lasvegas.com kupiono za 90 mln dol., Carinsurance.com – za 49,7 mln dol., a Insurance.com – za 35,6 mln dol. Generalnie na liście najbardziej dochodowych domen dominują te o nazwach związanych z hazardem, ubezpieczeniami, bankami oraz seksem. I oczywiście przede wszystkim z rozszerzeniem .com, czyli zarejestrowane w USA. 


Ostrożność wysoce wskazana

Jeśli mamy już wymyślony idealny adres internetowy, najlepiej jak najszybciej go zarejestrować. Jeśli wpiszemy nazwę w okienku wyszukiwania wolnych adresów na stronie rejestratora i nie klikniemy natychmiast opcji „rejestruj”, musimy się liczyć z tym, że ktoś przechwyci ją i zarezerwuje na miesiąc. Najpewniej znajdziemy ją potem na giełdzie domen i będziemy mogli odkupić za nieco większe pieniądze. 

Jest jednak szansa, że tak nieopatrznie straconą nazwę odzyskamy. Przechwytuje ją bowiem automat, ale potem  domenę trzeba opłacić, a o tym decyduje już człowiek. Jeśli uzna, że nie jest to interesująca nazwa albo zwyczajnie ją przeoczy, to po 30 dniach, gdy ponownie trafi do puli ogólnodostępnej, mamy szansę ją odzyskać. Trzeba  tylko sprawdzić dokładny moment jej powrotu (np. przez witrynę Whois.pl)  i w odpowiednim momencie zlecić przechwycenie rejestratorowi, który wykonuje takie usługi. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty