Liderzy

W awangardzie gestu i głębi

materiały prasowe

Jeden jest pesymistą, drugi optymistą, jeden kocha muzykę, drugi sport, ale potrafią się dogadać i rozwijać świetną młodą firmę. Chcą pomagać ludziom i kręci ich to, że technologia, którą się zajmują, ma tu potencjalnie ogromne pole do popisu. 

W szkole podstawowej Marcin Kowcz miał kapitalnego nauczyciela techniki. Kiedyś zapytał on swoich uczniów, czy chcą się uczyć szydełkowania, czy elektroniki. Dla Marcina był to moment, który przesądził o jego zainteresowaniach i późniejszych losach zawodowych. Poszedł do Technikum Elektronicznego w Zielonej Górze, a później – na Uniwersytecie Zielonogórskim – na Wydział Elektrotechniki, Informatyki i Telekomunikacji. 

Po studiach trafił do korporacji, gdzie przeszedł ścieżkę od funkcji inżyniera projektu po kierownika serwisu na Polskę. Wtedy stwierdził, że czas spróbować czegoś własnego. 

Wspólna fascynacja Kinectem

W 2013 r., wraz z Mateuszem Semegenem, informatykiem poznanym w Akademickim Inkubatorze Przedsiębiorczości, ściągnęli inwestora Marka Jakubowskiego i razem założyli startup Monster & Devices zajmujący się technologią analizy obrazu i analizy głębi. Zainwestowali też własne, niewielkie oszczędności. Po dwóch latach Marcin został prezesem firmy. Mateusz zajął się w niej kwestiami technicznymi. 

Dziś Marcin ma 37 lat i określa siebie jako optymistę, ale takiego, który twardo stąpa po ziemi. Zawsze szuka realnych rozwiązań, choć czasem popuszcza też wodze fantazji, bo to pomaga patrzeć w przyszłość. Młodszy o dziewięć lat Mateusz mówi o sobie, że jest pesymistą, lecz takim, który jest otwarty na świat. Potrafi spojrzeć na wszystko z zupełnie innego, niż Marcin, punktu widzenia. Nieraz się więc spierają, ale potrafią się zawsze dogadać. Trzeci ze współzałożycieli firmy, Marek, nie bierze udziału w jej działalności operacyjnej i woli pozostawać w cieniu, z dala od mediów. Zdradza jedynie, że jest biznesmenem, który ma pragmatyczne podejście do życia i interesów. W Monster & Devices zainwestował, bo lubi nowe wyzwania, pomysły, a tu zobaczył, że warto. 

– Wszystko potoczyło się bardzo szybko – wspomina Marcin. – Jednym z naszych firmowych produktów stał się ekran dotykowy, pokłosie pracy magisterskiej Mateusza. Drugim – system sterowania za pomocą gestów. Czyli nasze pomysły, które zaczęliśmy przekuwać w realne rozwiązania. 

Był to też efekt ich fascynacji X-boxem, który jest wyposażony w sensor Microsoft Kinect umożliwiający obserwowanie przestrzeni. Za pomocą sensorów tego typu (również wytwarzanych przez innych producentów) można zeskanować dany obraz w formacie 3D, co pozwala dokonać pomiarów w celu analizy ruchu czy gestów obserwowanego obiektu. 

Dzięki połączonemu z sensorem głębi autorskiemu oprogramowaniu Monster & Devices (Touch Anywhere), zainstalowanemu na komputerze, do którego podpięty jest projektor, zamienia się ten obraz w wielki ekran dotykowy na ścianie czy jakiejkolwiek innej twardej powierzchni. Korzysta się z niego jak z tabletu. Założyciele firmy twierdzą, że stworzyła ona najlepsze, najszybsze algorytmy do wykrywania gestów, dające wyraźne poczucie trójwymiarowości. 

Liderzy innowacji

W przypadku tego rodzaju technologii jesteśmy dopiero na początku drogi, ale tkwi w niej ogromny potencjał, a Monster & Devices znajduje się w światowej awangardzie. – Poza grami, taki wielki ekran dotykowy to świetny sposób prezentacji, przede wszystkim rozmaitych treści edukacyjnych – opowiada z błyskiem w oku Marcin. – Z kolei nasze drugie rozwiązanie, system sterowania gestami, można będzie wykorzystać w inteligentnym domu, choćby w przypadku osób niepełnosprawnych, np. do otwierania drzwi, bram. Proszę sobie też wyobrazić, że wchodzi pan do domu i zamiast za pomocą przycisku ruchem dłoni włącza pan światło, uruchamia telewizor, a nawet zaparza ulubioną kawę. 

Sterowanie gestami może okazać się bardzo użyteczne także w przemyśle czy medycynie. Znajdzie zastosowanie wszędzie tam, gdzie ze względu na panujące warunki człowiek nie może dotykać rozmaitych przedmiotów. Między innymi w przemyśle farmaceutycznym, w supersterylnych pomieszczeniach, w których chodzi o zachowanie czystości, a także o unikanie kontaktu z różnymi substancjami chemicznymi. Wykorzystując tę technologię, można np. sterować pracą robota. 

Twórcy Monster & Devices zdają sobie sprawę, że konkurencja nie śpi, dlatego od razu, dwa lata temu, zgłosili swój system sterowania za pomocą gestów do Europejskiego Urzędu Patentowego. Zakończenia procedury spodziewają się jesienią tego roku. 

Dwa lata temu posypały się też wyróżnienia. Szczególnie dumni są z pierwszej nagrody i tytułu Lidera Innowacji w V Ogólnopolskim Konkursie Przedsiębiorczości Akademickiej (wtedy byli jeszcze w uniwersyteckim inkubatorze). 

Pora w świat

– Stwierdziliśmy wówczas, że zmienia się nasza sytuacja – mówi Marcin – że potrzebujemy nowego inwestora. Mieliśmy już jasno określoną wizję: Monster ma być najlepszym na świecie biurem badawczo-rozwojowym w dziedzinie analizy obrazu i analizy głębi. W 2015 r. pozyskaliśmy pieniądze z funduszy zarządzanych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Kwota była niewielka, ale pozwoliła nam działać przez określony czas i zrealizować wstępne cele. 

Przed nimi kolejne wyzwanie: stworzyli świetne rozwiązanie i trzeba je skomercjalizować, sprzedawać na masową skalę na całym świecie. A na to potrzebne są ogromne pieniądze, przede wszystkim na marketing. Szukają kolejnego inwestora. 

Duże znaczenie miał dla nich udział w pierwszej edycji Google Exchange Program (w grudniu 2015 r.), który uważają za fantastyczne miejsce do wymiany doświadczeń. Dzięki uczestnictwu w nim dostrzegli m.in. swoje błędy w podejściu do sprzedaży i marketingu. Tę pierwszą rozpoczęli zresztą jeszcze w ubiegłym roku. – Nasze wdrożenie dla pewnej niemieckiej korporacji (niestety,  na razie nie mogę zdradzać szczegółów) wyszło naprawdę świetnie – mówi Marcin. 

Poszli za ciosem: rozwiązanie trzeba promować. Stąd ich udział w największych światowych targach CES w Las Vegas w styczniu, a potem – w marcu – w targach CeBIT w Hanowerze. 

– Te wyjazdy były kosztowne, ale udane. Zaowocowały kontaktami z kilkudziesięcioma firmami z całego świata. Efekt naszej wizyty w USA to m.in. podpisanie umowy kooperacyjnej z producentem sensorów głębi WMI. Z kilkoma dużymi partnerami polskimi i niemieckimi rozmawiamy na temat kontraktów dystrybucyjnych. Negocjujemy też umowę z dystrybutorem słowackim na wyłączność w tym kraju – wylicza Dawid Kość, dyrektor marketingu i sprzedaży Monster & Devices, który dołączył do nich w styczniu. Zabiega o klientów, ale ma też wiele innych pomysłów, jak np. stworzenie Lubuskiej Akademii Startupów wspierającej młodych ludzi z pomysłami. 

Rzecz jasna w 2015 r. wyniki finansowe zielonogórskiej firmy nie były jeszcze imponujące. Jednak plan na ten rok przewiduje już przychody rzędu kilku milionów złotych, choć jest to ciągle uwarunkowane wieloma niewiadomymi. Wysoko ustawili sobie poprzeczkę, ale przecież do odważnych świat należy. 


Marcin Kowcz

Współzałożyciel i prezes zielonogórskiego startupu Monster & Devices. 

Absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego, ówczesny Wydział Elektroniki, Informatyki i Telekomunikacji

Żonaty, dwójka dzieci. 

W wolnych chwilach trenuje koreańską sztukę walki taekwondo. 

Uwielbia pływać i spędzać czas z dziećmi na basenie. Jest też „morsem” i uważa, że to rewelacyjnie wpływa na samopoczucie. Tej zimy przepłynął Odrę wpław. 

Ma 37 lat. 

Mateusz Semegen

Współzałożyciel Monster & Devices i wiceprezes tej firmy ds. technologicznych. 

Absolwent Uniwersytetu Zielonogórskiego, ówczesny Wydział Elektroniki, Informatyki i Telekomunikacji

Ma narzeczoną. 

Interesuje się muzyką, chodzi na kurs gry na perkusji i oczywiście najbardziej lubi ten instrument. Uwielbia głośną muzykę. 

Kocha też filmy science fiction, podróże i mocną kawę. 

Ma 28 lat. 

 

MyCompany Polska 11/2018
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!