Liderzy

Fan otwartości

Fot. Rafał Masłow

Mur. Jest długi i wysoki. Pod nim tłum. Wszyscy podskakują, bo chcą pokonać ścianę przed sobą. Udaje się nielicznym. Michał Sadowski jest już po drugiej stronie. 

Ten mur to dla Michała Sadowskiego, szefa Brand24, sukces globalny, o którym marzy wielu pomysłowych, odważnych Polaków.  – Tylko czasem ktoś z nas przeskoczy go samodzielnie. Ale gdybyśmy pomagali sobie i ten, kto jest na szczycie, wyciągałby rękę do tego, który jeszcze się nie odbił, na świecie byłoby o nas o wiele głośniej – mówi. – Nie mamy się czego wstydzić, żadnych kompleksów, no, może jedynie tego, że się wstydzimy.

Jestem dumny z sympatii w sieci 

Dlatego jego siłą napędową i prowadzonej przez niego firmy stała się otwartość. Przede wszystkim na klientów, współpracowników, także na konkurencję, cały biznes i w ogóle na międzyludzkie relacje.  – Jest taka szkoła, która mówi, że lepiej siedzieć cicho i robić swoje, bo jak za dużo się powie, to wykorzysta to konkurencja. Ale diabeł tkwi w szczegółach i tych naszych, oryginalnych, nikt nie skopiuje. To właśnie wyróżniające nas szczegóły sprawią, że pewne rozwiązania przyniosą nam wartość, a komuś innemu przeciętniactwo albo nic – dodaje Sadowski. Brand24 to, jak mówi, „fan otwartości”. Dzięki temu jest liderem w Polsce, w branży monitoringu internetu i mediów społecznościowych oraz analizy marki w sieci.

To zafiksowanie na byciu otwartym wzięło się z dwóch źródeł. Po pierwsze – mama. Po niej odziedziczył umiejętność nawiązywania kontaktów. Po drugie – Dolina Krzemowa: nawet najwięksi tamtejsi rywale potrafią spotkać się, przybić piątkę i pomyśleć, jak rozwinąć rynek, żeby tort urósł, a każdy z nich mógł mieć w nim udział większy niż dotąd. 

Sadowski jest dynamiczny, pracowity i uważny. Stara się tak szybko, jak to możliwe, odpisywać na e-maile i SMS-y. Nie może być tak, że ktoś tkwi przed monitorem i wyczekuje na jego odpowiedź: – Dostaję palpitacji, wyobrażając sobie, że nie mogę odpisać klientowi w ciągu kilkunastu, a w porywach kilkudziesięciu, minut. 

Dba, żeby nie stracić bezpośredniego kontaktu z odbiorcami. Mimo że jego zespół liczy już ponad 30 osób, zarząd musi czasem włączać się w tak prozaiczne czynności, jak właśnie odpisywanie na e-maile klientów w opałach (na przykład w sobotni wieczór). 

Przyznaje, że w żadnej ze specjalności swojej firmy (programowanie, grafika, marketing) nie jest „super-, hiperwirtuozem, ale jest przyzwoity”. Niemniej połączenie tych kompetencji plus relacje z innymi tworzą coś unikalnego. 

– Gdybym z ostatnich trzech, czterech lat, gdy firma nabrała rozpędu, miał wybrać jedną wartość, z której jestem najbardziej dumny, byłaby to rzesza naszych sympatyków – zauważa Sadowski. Sympatycy byli wtedy, kiedy Brand24 stawiała pierwsze kroczki, gdy zyskała pierwszą setkę klientów, i nadal cały czas ją obserwują, kibicują jej, jak dobre ciocie i wujkowie. 

Dzięki za Wasz megafon!

To oni, wykorzystując najróżniejsze drogi dotarcia, zwłaszcza w sieci, polecają innym Brand24. Wśród jej przyjaciół i przyjaciół-klientów są osoby bardzo wpływowe w mediach społecznościowych. Przekonane, że wskazują na firmę godną zaufania, fachową, przyjazną, mogą ponieść ją ku tzw. mainstreamowemu odbiorcy. I robią to. Brand24 informuje na swojej stronie, że monitoruje w tej chwili 30 tys. marek i zgromadziła 3 mld wzmianek z mediów społecznościowych i „klasycznego” internetu (fora, blogi, serwisy informacyjne i inne). Wśród jej klientów są wielkie, średnie i małe przedsiębiorstwa z wielu branż, w tym wiele międzynarodowych marek. Firma zbliża się do tysiąca klientów w Polsce.

Od 2014 r. działa globalnie, na Zachodzie i na Wschodzie. O skali tych zdobyczy świadczą jej przyczółki – amerykański i indonezyjski. W sumie, jest już w ponad 30 krajach. – To się dopiero zaczyna, dobijamy do setki klientów za granicą. Najbardziej cieszymy się z tego, że produkt się podoba, że jest korzystny cenowo. Teraz musimy w sposób rentowny i skalowalny dotrzeć nie do setek, ale tysięcy odbiorców  – mówi Sadowski. Podkreśla, z jak ogromną sympatią i konkretnym wsparciem spotkał się ze strony amerykańskiej Polonii: – Nasi rodacy, pracownicy Facebooka, Google, LinkedIn, robili nam intra do potencjalnych klientów.

Uważa, że polskie spółki, które chcą zaistnieć za granicą i zaczynają od organizowania tam biura, popełniają błąd. Brand24 nie ma placówki w Stanach Zjednoczonych. Z Polski obsługuje wszystkich klientów zagranicznych. – Nie spotkałem się z brakiem zaufania do nas z tego powodu, a nam odpada problem zatrudniania ludzi gdzieś tam, na miejscu, którzy najczęściej są piekielnie drodzy – wyjaśnia.

Ma być prosto i wygodnie

Poza otwartością, kolejnym konceptem, dzięki któremu Brand24 zawojowała branżę monitoringu internetu, jest to, jakie mają być jej usługi i jak je świadczyć. Idée fixe Michała Sadowskiego jest bowiem również wygoda i prostota. Korzystanie z Brand24 musi przynosić pożytek i frajdę każdemu, niezależnie od tego, czy pracuje w korporacji  czy w małym zakładzie fryzjerskim. Jego odbiorców łączy jedno: chcą szybko wiedzieć, co się o nich mówi, dobrego i złego, działać lepiej, usprawniać obsługę klientów, wspierać swą sprzedaż. Dlatego Brand24 oferuje prosty, intuicyjnie zrozumiały interfejs, dane w postaci infografik i pełną samoobsługę. Zachęca wyborem rozwiązań. Proponuje 14-dniową próbę za darmo. Daje możliwość zmiany pakietu, rezygnacji, proponuje różnorodne formy płatności, pomoc przez 24 godziny na dobę, przygotowuje raporty, no i nie ma ukrytych kosztów. 

Firma pracuje w modelu subskrypcyjnym. Według Michała Sadowskiego, jest on optymalny. Klienci za rozwiązanie swego problemu wnoszą często niewielką opłatę co miesiąc. W tej chwili bardzo dużo firm, które stosowały rozmaite modele biznesowe, przechodzi właśnie na subskrypcję.

Wszystko przed nami 

Niektórzy już teraz widzą w Michale Sadowskim i jego firmie symbol polskiego sukcesu, lecz on ich powstrzymuje: – To jeszcze nie ten poziom. Nie sukces, ale raczej sukcesiki. Poziom sukcesu, jaki się nam przypisuje, świadczy o tym, jak spragniona jest zwycięstw nasza społeczność internetowa, w tym startupowa. Ze swoim raptem kilkumilionowym przychodem, jesteśmy zapraszani na prelekcje i udzielamy wywiadów. 

Sadowski podkreśla, że prawdziwy sukces jest jeszcze przed nimi, ale są zmotywowani, by z Brand24 go osiągnąć. Mówi, że chciałby w znaczący sposób zmienić życie wielu ludzi i przedsiębiorstw na całym świecie. Zmienić, znaczy poprawić, usprawnić, ułatwić. Być użytecznym. Dla niego symbolem polskiego sukcesu w jego sektorze, takim branżowym benchmarkiem, jest LiveChat Software, spółka informatyczna działająca na rynku globalnym, oferująca usługi wspierające sprzedaż i obsługę klientów. 

Przyznaje, że nie planuje dalej niż na rok, a „dwa lata to już po omacku”. Niemniej  do końca 2016 r., może 2017 r., chciałby dobić do 10 tys. klientów. Najważniejsze, to zdobyć pierwszy tysiąc, a to jest tuż-tuż. Potem pojawi się efekt kuli śnieżnej. Ma nadzieję, że za dwa, trzy lata o Brand24 będzie można śmiało mówić jako o dojrzałym, globalnym biznesie, generującym duże pieniądze. Okoliczności sprzyjają. Według raportu LinkedIn monitoring mediów społecznościowych jest w tej chwili najbardziej rozchwytywaną kompetencją specjalistów od marketingu czy PR. 

Jedną z głównych postaci, które współtworzyły narzędzie Brand24, jest ojciec Michała Sadowskiego, Mirosław. Pomógł synowi rozwinąć jego pasję. Ma 56 lat. – Ludzie z pokolenia moich rodziców często wyłapują nowinki, bo dzięki swojemu doświadczeniu wiedzą, że świat się zmienia, a wielu młodszym wydaje się, że wystarczy samo przebywanie w środowisku swoich rówieśników, żeby być na bieżąco. Tymczasem nowinki trzeba odkrywać, uczyć się ich i używać ich do swoich celów. 

Sadowski też ciągle się uczy. I nie lubi się chwalić: – Jestem swoim największym trollem.


Michał Sadowski

  • Prezes i założyciel Brand24 – firmy oferującej narzędzie do monitoringu internetu i mediów społecznościowych. 
  • Ma 31 lat, pochodzi z Brzegu Opolskiego.
  • Skończył Wydział Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej (w 2006 r.). 
  • To tu poznał swoich przyszłych partnerów biznesowych. 
  • Programista, grafik, menedżer, bloger i komentator zjawisk związanych z internetem.
  • Współtworzył serwisy: Patrz.pl, PinoTV.pl, Moblo.pl, Slajdzik.pl, Livesite.pl.
  • Autor książki „Rewolucja social media”.
  • Najchętniej odpoczywa aktywnie: sport, spacery z żoną i córeczką.
  • Ma poczucie humoru i dystans do siebie. Lubi zaskakiwać. Promuje firmę, rapując (grupa „Bitsy Boys”, która nagrała teledysk „Internety robię”). Gitarzysta.  

 Robimy startupy prosto z kanapy

Trzech założycieli Brand24 w komplecie. Od lewej: Karol Wnukiewicz, Michał Sadowski i Piotr Wierzejewski.

Na swoich wieloletnich już wspólników i partnerów biznesowych, Piotra Wierzejewskiego i Karola Wnukiewicza, Michał Sadowski trafił dzięki studiom na Wydziale Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej. Michał poznał się z Karolem w stołówce studenckiej, a potem obaj zetknęli się z Piotrem w wydziałowej drużynie koszykówki. W 2011 r. założyli Brand24, ale jeszcze podczas studiów, w 2006 r., postawili pierwszy krok w biznesie, choć wstępnie miał to być projekt na zaliczenie przedmiotu. Od początku wiedzieli, że chcą pracować nad czymś użytecznym. Powstał więc portal patrz.pl – gdzie można podzielić się filmami, fotografiami, teledyskami. Już po kilku tygodniach miał ponad milion użytkowników. Potem była porównywarka produktów finansowych Finansosfera.pl.

Twórcy Brand24 zgodnie twierdzą, że w rozkręcaniu biznesu ważniejsze od pieniędzy na start są wiedza i umiejętności oraz pasja i przekonanie, co się chce osiągnąć. Ludzie – to największa wartość, jaką wynieśli z okresu studiów. Trafili w dziesiątkę. W biznesie rzadko można usłyszeć opinię o partnerach, że się im ufa w stu procentach i że „ze świecą takich szukać”, a założyciele Brand24 tak właśnie opowiadają o sobie.

– Po sprzedaży serwisu patrz.pl nie było u mnie różowo. Szukałem zatrudnienia. Wielu znajomych okazało się fałszywymi przyjaciółmi. Rok przeżyłem bez wynagrodzenia. Pomogła mi jedna osoba. Zrobiliśmy Brand24 – wspomina Sadowski.  Dziś jest prezesem wartej 30 mln firmy, a Wierzejewski i Wnukiewicz są w jej radzie nadzorczej. Piotr uważany jest za najbardziej racjonalnego, praktycznego w tym triumwiracie, a Karol i Michał to bardziej marzyciele i wizjonerzy.  Dali się szerzej poznać swym klientom dzięki zabawnemu teledyskowi „Internety robię”: „Robie startupy/prosto z kanapy./Internety robie/ imponuje tobie./O startupy…/śliczne klimaty…” Pokazali w nim dystans do siebie oraz talenty artystyczne i… gimnastyczne.

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Cztery sposoby na podatki

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!

Moda na single