Pasje

Sztuka łapania dystansu

© Patryk Hardziej

Stres jest generalnie zdrowy, dopiero w nadmiarze niszczy, zamiast mobilizować do życia i działania. Przedsiębiorcy, zwłaszcza z pewnym stażem, często już wiedzą, jak go trzymać na wodzy. Co jednak, gdy stare,  sprawdzone sposoby przestają wystarczać?

Patryk Arłamowski, pomysłodawca modułów BleBox do inteligentnego domu i założyciel firmy Arlamowski Investment, uważa, że jego praca – wynalazcy i zarazem przedsiębiorcy, który sukces biznesu opiera na innowacjach, jakich nikt dotychczas nie próbował stworzyć – to istny „rollercoaster emocji”. Wynikający stąd nieustanny stres najchętniej zwalcza stresem, a zmęczenie – zmęczeniem. Tylko innego rodzaju. – Podczas pracy mój stres ma charakter statyczny („czy to zadziała?”, „jak zareagują klienci?”, „czy jest tak dobre, jak powinno?”), a zmęczenie – intelektualny: praca przy komputerze, wielogodzinne rozmowy z zespołem. Niweluję je stresem dynamicznym. Ucieczką w ryzyko, adrenalinę – opowiada. Jego zdaniem ta adrenalina idealnie łagodzi stres. 

Arłamowski uprawia sporty ekstremalne: jeździectwo, nurkowanie, narciarstwo alpejskie, lotnictwo. – Po kilkunastu godzinach pracy umysłowej i rozwiązywaniu problemów technicznych nic tak nie relaksuje, jak ostry galop przez las na kilkusetkilogramowym koniu, który w każdej chwili może się zakończyć poważnym wypadkiem czy śmiercią – stwierdza i dodaje, że woda go wycisza, śnieg sprawia, że „wszystko staje się jaśniejsze”, a latając, nabiera dystansu, bo wszystko na Ziemi robi się mniejsze, traci na znaczeniu. 

Odróżnia też jeszcze inny rodzaj stresu – związany z ludźmi – który, jak podkreśla, „czasem wyjątkowo silnie daje się we znaki”. A wtedy nie szuka adrenaliny, lecz sięga po coś, co sprawi, że odzyska pozytywne nastawienie do innych, znowu zacznie im ufać. Dla niego czymś takim jest taniec – wywodząca się z Dominikany bachata. Napięcie znika w kilka minut. 

Tu i teraz

Trudne sytuacje związane z ludźmi zazwyczaj fundują silny stres, który należy do najtrudniejszych do opanowania. A do tego nieraz trzeba z nim sobie poradzić jak najszybciej, żeby móc dalej efektywnie funkcjonować albo po prostu kontynuować ważne spotkanie. Pewien dyrektor finansowy dużej łódzkiej spółki, który ma w pracy sporo tego typu sytuacji, opowiadał mi kiedyś, że gdy pojawia się ostra różnica zdań czy bardzo trudny problem, zmierza do rzeczowej rozmowy w poszukiwaniu rozwiązania. Już sam fakt, że taka rozmowa się odbywa, redukuje jego napięcie, bo widzi światełko w tunelu. Czasem jednak rzeczowy dialog nie jest możliwy. Wtedy wyobraża sobie swego interlokutora jako np. Batmana albo pocieszne zwierzątko – i jakoś łapie potrzebny dystans. 

Z kolei Jan Pörksen, dyrektor ds. marketingu i innowacji firmy Diageo na Niemcy i Austrię, który ogólnie rzadko się stresuje, ale silne napięcie dopada go, gdy ma do czynienia z „osobami nieproduktywnymi”, zachowującymi się egoistycznie lub nie fair, od lat stosuje bardzo proste ćwiczenie. Świadomie kontroluje swoje oddychanie (np. na moment wstrzymuje oddech albo bierze głęboki wdech, po którym następuje powolny wydech), jednocześnie koncentrując się na swoim rozmówcy. Też z miejsca się uspokaja i łapie dystans. 

Marcin Lewandowski, prezes Firmy Zielarskiej Lewandowski (FZL), z tych samych powodów (dystans) stara się być w relacjach międzyludzkich empatyczny, rozumieć potrzeby i emocje drugiej strony. Przywołuje przykład sytuacji, gdy trzeba zwolnić pracownika, którą, podobnie jak wielu innych prowadzących firmy, zalicza do najcięższych: – Jest to niemal taka sama trauma dla szefa jak dla zwalnianej osoby – mówi. Według niego „choćby szczątkowa empatia” może w niełatwych momentach nie tylko zmniejszyć napięcie, ale czasem mu nawet zapobiec. 

W silnie stresujących sytuacjach, gdy trzeba opanować skok adrenaliny i dobrze wykonać swoje zadanie, kluczowe jest właśnie złapanie dystansu. Przy okazji unika się też kumulowania napięcia, które, nierozładowywane wystarczająco sprawnie, z czasem prowadzi do obciążenia całego organizmu. Dr Mirosława Huflejt-Łukasik z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego zaleca wręcz, by przede wszystkim postarać się o dystans, tu i teraz, od ręki. I dodaje zarazem, że nie ma na to uniwersalnych sposobów, choć, rzecz jasna, uniwersalne są same mechanizmy psychologiczne. 

Każdy ma własny skarbczyk

Bo to, co pomaga jednym, innym nie pomaga wcale, a u jeszcze innych może nawet napięcie wzmóc. Dotyczy to także słynnego zamknięcia oczu i policzenia do dziesięciu czy zalecanego przez wielu psychologów noszenia gumki recepturki jako swoistej bransoletki i strzelania nią w przegub ręki w chwilach, gdy emocje sięgają zenitu. 

Bardzo często psychologowie odradzają redukowanie codziennego, nakładającego się stresu czy silnego jednorazowego napięcia za pomocą aktywności sportowych (czy innych) wywołujących poczucie rywalizacji. Zalecają raczej jogę, bieganie, pływanie albo podnoszenie ciężarów, zamiast np. gry w piłkę nożną czy koszykówkę. I faktycznie w przypadku wielu przedsiębiorców i menedżerów dodatkowa dawka rywalizacji to ostatnia rzecz, jakiej po pracy potrzebują. W dodatku nie jest im łatwo jej unikać, gdyż ją lubią i łatwo ich podpuścić. Wiedząc o tym, niektórzy nawet znajomych dobierają sobie takich, by w ich towarzystwie się „nie ścigać” i nie „wykazywać”. 

Ale innym, możliwe, że w mniejszości, potrzebna jest właśnie ostra sportowa rywalizacja. Adam Kierecki, wiceprezes ds. finansowych Maxi Zoo Polska, gra np. w hokeja i, jak mówi, w jodze by się raczej nie odnalazł. Kiedy w pracy jest nieustannie skoncentrowany, w biegu, świadomy odpowiedzialności za ogromne kwoty pieniędzy, wychodzi z niej z głową pełną myśli o problemach do rozwiązania. Podczas meczu hokeja liczy się czysta energia, więc wyładowuje własny nadmiar energii, czasem złość, i do wszystkiego się dystansuje (podobny efekt daje w jego przypadku także dynamiczna jazda na nartach). To trochę jak z galopadą Patryka Arłamowskiego na koniu – choć jednak mniej ryzykownie. 

Mirosława Huflejt-Łukasik zauważa, że każdy ma własny, osobisty skarbczyk sposobów, które na niego działają. To może być też spacer, telefon do bliskiej osoby, pół godziny spędzone na dobrej lekturze itd. Przy czym niektóre metody działają łatwiej, szybciej i bardziej niezawodnie. A nawet działają zawsze. Warto je odkryć. Tyle że na te najlepsze wcale nie jest łatwo wpaść czy nauczyć się ich na kursie walki ze stresem. Oczywiście wielu pożytecznych rzeczy można się na takim szkoleniu dowiedzieć, lecz ktoś, kto ma już doświadczenie w prowadzeniu firmy albo wysoko zaszedł w jej strukturach, często ma tego rodzaju podstawy w małym palcu. Inaczej po drodze dawno zjadłyby go nerwy. 

– Doświadczenie na swoim stanowisku, w swoim dziale, w swojej branży bardzo pomaga działać w momencie stresu. Przez ostatnie 15 lat miewałem już powtarzające się, stresujące sytuacje i łatwiej przez nie przebrnąć, jeśli jest to któraś z kolei reklamacja, któryś z kolei problem z opóźnioną dostawą – ujmuje rzecz Marcin Lewandowski. 

Zdarza się jednak „na szczytach władzy”, że wypróbowane metody nie pomagają. Nie wystarcza też dobra organizacja pracy i otaczanie się kompetentnymi ludźmi. Pojawia się nagle obciążenie, z którym nie sposób sobie poradzić, złapać dystansu wystarczająco szybko, przez co można się niewłaściwie zachować, być mniej efektywnym czy odczuwać fizyczny ból. Takim trudnym przeżyciem może być choćby konieczność publicznego wystąpienia albo zawalenie się kosztownego projektu. To wtedy przydają się turbosposoby ze skarbczyka. Czasami w ich odnalezieniu może pomóc coach, jeśli specjalizuje się w walce ze stresem. A to dlatego, że zna ich nieporównanie więcej niż jakikolwiek jego klient-laik mógłby wymyślić (choćby te wynalezione przez aktorów, mężów stanu czy chirurgów) i można je pod jego okiem testować, aż znajdzie się ten magiczny, czyli, mówiąc biznesowym językiem – optymalny. Istnieje nawet całkiem popularna wśród szefów firm i menedżerów wyższego szczebla usługa – coaching interwencyjny, skoncentrowany na szybkim rozwinięciu przez klienta nowych sposobów radzenia sobie w przeżywanej właśnie trudnej sytuacji. 

Stres kobiecy i męski

Badacze wskazują, że kobiety mają tu ogólnie trochę z górki. Są biologicznie lepiej przygotowane do współczesności, która nie toleruje w pracy „brania się za łby”, gdyż odziedziczyły po naszych przodkach częściową reakcję na stres w postaci wydzielania oksytocyny. Ich tętno wtedy zwalnia, a ciśnienie i poziom cholesterolu spadają. Działa to uspokajająco oraz sprawia, że kobiety chętniej wchodzą w bardziej otwarte relacje z innymi i rozmawiają z nimi o swoich problemach. Często niemal natychmiast po trudnej dla nich czy ekscytującej sytuacji (która tak samo potrafi mocno zestresować) dzwonią do kogoś, by się „wygadać”. To zaś dodatkowo redukuje ich napięcie i utrudnia jego długotrwałą i szkodliwą kumulację. 

Natomiast u mężczyzn w stresie następuje po prostu wyrzut adrenaliny, który ma wywołać postawę „walcz lub uciekaj”. Całe ciało jest na wysokich obrotach. Tylko że w dzisiejszym świecie mało kto może sobie pozwolić na taką reakcję. Adrenalina skacze, jak u dalekich przodków, ale wywołane nią reakcje nie znajdują ujścia, więc mężczyzna czuje się bezsilny. Tłumi emocje, zamyka się w sobie. W poważniejszych przypadkach, gdy trudne sytuacje zdarzają się często, wpada w spiralę zaprzeczenia, zanika jego energia, rośnie poczucie niskiej wartości i o stres i jego kumulację jeszcze łatwiej. Mężczyźni więc tym bardziej potrzebują dobrego skarbczyka... 

-------------------------

Bolesław Drapella, innowator, pionier rozwiązań mobilnych dla branży nieruchomości, właściciel serwisów RoomAuction, recamp oraz AirHelp

W moim przypadku bardzo dobrze działa czasem zwyczajne zatrzymanie się. Relaks w saunie czy dobry masaż. Przez moment, z dala od spotkań, komputerów, telefonu. Po prostu oczyszczenie ducha. Czas spędzony z czterema kreatywnymi młodymi synami również zdecydowanie potrafi odciągnąć od natłoku spraw zawodowych. A także dobra książka. Polecam!

W szczególnie trudnych, czasem nagłych sytuacjach w pracy pomaga spacer i spokojna rozmowa z kimś bliskim, ale spoza kręgu obecnej stresującej sytuacji. Czasem to jest rozmowa z coachem, z przyjacielem, z kimś z rodziny. 

Warto też w sytuacjach wzmożonego napięcia trzy razy zastanowić się nad swoją reakcją. Jeśli wzburzeni chcemy wysłać do kogoś e-mail, dobrze jest przed wysłaniem zapisać go w „roboczych” i wrócić do niego dopiero po minimum kilku godzinach. To pozwala uniknąć kumulacji napięć. 

-------------------------

Marcin Lewandowski, prezes Firmy Zielarskiej Lewandowski (FZL)

Żaden klient, żaden produkt, żaden dostawca i żaden kontrakt nie powinien przekraczać 10 proc. naszych obrotów. Dywersyfikacja jest lekiem na stres. 

-------------------------

Anna Konieczna, dyrektor ds. rozwoju Concept Design 95 Ltd.

W sytuacjach najwyższego stresu mam wrażenie, że czas zwalnia, moja koncentracja rośnie, a zmysły się wyostrzają. To chyba działanie adrenaliny, która pozwala mi z kamienną twarzą i stoickim spokojem radzić sobie z najtrudniejszymi sytuacjami. Oczywiście każdą z takich sytuacji trzeba odreagować, przepracować w sobie, wyciągnąć z niej wnioski i... iść dalej. 

Myślę, że w biznesie i w naszym niejednokrotnie niestabilnym życiu zawodowym kluczowa jest profilaktyka, dbałość o utrzymanie harmonii między pracą a tym, co mamy poza nią, oraz utrzymywanie odpowiedniego dystansu i perspektywy. 

Każdy problem, każda sytuacja biznesowa jest tylko sytuacją biznesową. Najważniejsze jest nasze zdrowie, bliscy itd. Musimy o tym pamiętać, mierząc się ze stresami w pracy. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?