Trendy

Byle nie wylać dziecka z kąpielą

© Shutterstock

W Polsce, w przeciętnym prywatnym portfelu inwestycyjnym, brakuje dziś co najmniej kilku grup aktywów – takich, które w przyszłości z łatwością uzasadnią swoją przydatność.

Jeśli chodzi o świat inwestycji, czasy mamy dziś nietypowe. Odpowiedzią na nie powinny być alternatywne strategie inwestycyjne. Alternatywne zwłaszcza w stosunku do tych, które sprawdzały się poprzednio, w bardziej „normalnych” czasach. Trudno sobie bowiem wyobrazić, żeby tak fundamentalne zmiany, jak choćby pojawienie się ujemnych stóp procentowych (i to na taką skalę!), nie wymusiły daleko idących modyfikacji w naszym myśleniu o alokacji aktywów.

Pragnę przy tym podkreślić, że sytuacja na międzynarodowym rynku obligacji (który zadziwiająco cierpliwie znosi oczekiwanie na inflacyjną gilotynę!) powoduje, iż konserwatywni inwestorzy, przez to, że nie szukają alternatywnych aktywów, stają się po prostu krótkowzrocznymi spekulantami. Nie zdają sobie bowiem sprawy, jakie będą konsekwencje wyższych stóp procentowych dla wyceny ich rzekomo najbardziej bezpiecznych aktywów. A mało kto ich przed tym otwarcie ostrzega. Przy czym problem potencjalnego powrotu inflacji dotyczy nie tylko rynku obligacji. Wszystkie pozostałe aktywa inwestycyjne w obrocie publicznym są, z historycznego punktu widzenia, równie drogie, ze względu na ich wycenę w stosunku do stopy zwrotu oferowanej przez najbardziej płynne papiery dłużne.

Powinniśmy więc z większym zainteresowaniem i tolerancją dla różnych form ryzyka poszukiwać inwestycji bezpośrednich na rynku prywatnym lub obiecujących projektów na rynku pierwotnym. I mieć świadomość, że w obecnej grze inwestycyjnej na rynkach publicznych nie chodzi przede wszystkim o to, ile akurat dzisiaj zarobimy, ale jaka będzie łączna (totalna) opłacalność posiadanych lub nabywanych przez nas aktywów, uwzględniając – obok przychodowości – także ich przyszłą wycenę.

Szczególną rolę w naszym portfelu powinny teraz odegrać trwałe aktywa jak nieruchomości lub zasoby infrastrukturalne. Zwłaszcza takie, które oferują ruchomą stopę zwrotu lub proporcjonalne uczestnictwo w nominalnej wartości korzyści, wypracowanych dzięki nim w ramach konkurencyjnej działalności komercyjnej.

Zdaję sobie jednak sprawę, że zdecydowana większość polskich inwestorów nie odwróci się plecami do aktywów, które są w obrocie na rynkach publicznych. Niemniej proszę, by poszukali kogoś, kto weźmie na siebie odpowiedzialność za całość ich portfelowego ryzyka. Kogoś, kto zadba o zdecydowanie bardziej adaptacyjną alokację ich aktywów inwestycyjnych, kierując się sygnałami nieuchronnego, prędzej czy później, powrotu napięć inflacyjnych. Należy przy tym alokować bardzo ostrożnie, zwłaszcza że lokalny wybór jest wciąż jeszcze mocno ograniczony, a zdecydowana większość najlepszych zagranicznych rozwiązań produktowych znacznie przekracza zdolności inwestycyjne polskich portfeli.

Postępując w ten sposób, musimy się jednak zmierzyć z jeszcze jednym poważnym dylematem. Tradycyjnie, mistrzami aktywnej gry inwestycyjnej byli zarządzający hedgingowymi funduszami inwestycyjnymi, tacy jak George Soros, Chris Rogers czy Paul Tudor. Agresywnie inwestujący klienci oczekiwali, że kierując się swymi opiniami na temat makrogospodarki, będą oni brawurowo obstawiać i uzyskiwać ponadprzeciętne zwroty (czytaj: opłacalnie zarabiać na ryzyku). Później do klientów tych funduszy dołączyli inwestorzy instytucjonalni. Skusiły ich (i to pomimo znacznie wyższych kosztów zarządzania!) najbardziej rynkowo neutralne strategie inwestycyjne, które obiecywały więcej niż coraz niższe stopy procentowe, oferowane przez tradycyjne aktywa.

Z czasem jednak podaż spragnionego dochodu kapitału znacznie przekroczyła dostępny wolumen neutralnych strategii, co oczywiście wpłynęło na poziom osiąganych wyników. Stąd głównie wzięła się obecna masowa ucieczka inwestorów instytucjonalnych z funduszy hedgingowych, chętnie relacjonowana przez media, i to nie tylko finansowe. Ale pamiętajmy, że ci inwestorzy „skorumpowali” wcześniej mentalność zarządzających, powierzając im środki zbyt wielkie w stosunku do potencjału rynku.

Podsumowując, wybierajmy tylko takie rozwiązania, których charakter stwarza faktyczną szansę na realne zwroty, i to właśnie w obecnej sytuacji rynkowej. Niekoniecznie odrzucając przy tym wszystko, co nietradycyjne, hedgingowe (nawet wbrew negatywnym komentarzom Warrena Buffetta!) lub alternatywne. Nie zapominajmy też, że aby osiągnąć ponadprzeciętne zwroty z naszego kapitału inwestycyjnego, musimy się pośrednio angażować w nieprzeciętne strategie rynkowe lub bezpośrednio – w wyjątkowe przedsięwzięcia biznesowe.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty