Strategie

Miłość do ojczyzny popłaca

© Shutterstock

Metka „made in Poland” jest dziś modna i prestiżowa, a gospodarczy i konsumencki patriotyzm, narastający od kliku lat w narodzie, przekłada się na rozkręcanie dochodowych biznesów, szczególnie w branży odzieżowej. 

Tego, że produkty „made in Poland” stały się modne, dowodzi choćby raport „Zaangażowanie Polaków w działania lokalnych społeczności”, opracowany przez 4P Research Mix. Okazuje się, że aż 53 proc. rodzimych klientów podejmuje decyzję o zakupie danego produktu, kierując się m.in. tym, czy powstał on w ojczyźnie. Z kolei z badania Ceneo.pl wynika, że aż 67 proc. Polaków kupowałoby częściej rodzime towary, gdyby były odpowiednio oznaczone. Co trzeci konsument jest też w stanie wydać o 10 proc. więcej na produkt z polską metką niż za taki sam wyrób cudzoziemskiej konkurencji. 

Tę zmianę trendu dostrzegają przedsiębiorcy, którzy coraz chętniej nie tylko głośno obwieszczają, że ich produkty są polskie, ale wręcz cały biznes opierają na miłości do ojczyzny. Wśród tych ostatnich są zwłaszcza producenci tzw. odzieży patriotycznej, ale także handlowcy czy promotorzy gospodarczego patriotyzmu. 

Odzież polska

Na rynku odzieży patriotycznej królują przede wszystkim dwie firmy: łódzka Red is Bad (o jej twórcach, Kubie Iwańskim i Pawle Szopie, szerzej pisaliśmy w grudniowym „My Company Polska”) oraz wrocławska Surge Polonia (co znaczy „powstań Polsko”) założona przez Mateusza Staronia i Wojciecha Setnego. Sprzedają miesięcznie po kilka tysięcy sztuk swoich ubrań, głównie z motywami historyczno-patriotycznymi. W wywiadach, artykułach, na swoich firmowych stronach www właściciele obu przedsiębiorstw podkreślają, że materiały i komponenty do swych produktów, nawet najmniejsze, kupują w kraju, tu płacą podatki i nie biorą państwowych, ani tym bardziej unijnych, dotacji. – Naszą odzież projektują polscy dizajnerzy, cała produkcja odbywa się w kraju – mówi Wojciech Setny, prezes Surge Polonia, która nawet założona została w symbolicznym dniu,  bo 11 listopada 2011 r. 

Życie pokazuje, że klienci rzeczywiście gotowi są zapłacić więcej za wyrób wyprodukowany drożej, ale w Polsce. Najwyraźniej przemawia do nich argument, że ich pieniądze wspierają rodzime tkalnie, szwalnie i projektantów, a pośrednio – naszą gospodarkę, i podoba im się bezkompromisowa postawa producentów (choć zapewne także motywy na wytwarzanych przez nich ubraniach). Red is Bad w cztery lata od swego powstania jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek odzieży patriotycznej w kraju. Tylko na Facebooku śledzi ją już ponad 230 tys. internautów. Obok sklepu internetowego firma uruchomiła też dwie placówki stacjonarne: w Warszawie i wiosną – w Krakowie. Z kolei Surge Polonia rośnie co roku w trzycyfrowym tempie. Do niedawna jej produkty można było kupić tylko w sieci, ale w lutym otworzyła swój pierwszy stacjonarny sklep we Wrocławiu. Do końca roku ma być ich już 10 w największych miastach Polski, przy najbardziej prestiżowych ulicach i w dużych centrach handlowych. Drugi ruszył na początku czerwca w Warszawie. Wojciech Setny zapowiada też eksport do największych skupisk Polonii takich jak Londyn czy Chicago. 

Patriotyczni kupują sezonowo

Wśród handlowców zarabiających na tym, co „dobre, bo polskie”, jest m.in. Marek Bigajski, właściciel sklepu internetowego Patrioty.pl, oferującego koszulki, bluzy, dresy czy kurtki. Bigajski kilkanaście lat przepracował w korporacji i w końcu zdecydował się na własny biznes, gdy zauważył, że Polacy zaczynają być konsumenckimi patriotami. Wskazuje też na kolejne zmiany w mentalności klientów: przez ostatnie lata największą popularnością wśród nich cieszyła się odzież z wyrazistymi i raczej agresywnymi grafikami, ale dziś królują bardziej subtelne wzory i dyskretne emblematy. Pojawili się bowiem odbiorcy oczekujący przesłania połączonego z elegancją i dobrym smakiem. Poza tym ofertą patriotyczną zainteresowały się kobiety. – Jeszcze dwa, trzy lata temu modele męskie stanowiły ok. 90 proc. sprzedaży, a teraz zdecydowanie rośnie udział odzieży kobiecej. Najwyraźniej i panie przekonały się do patriotycznych wzorów i dostrzegają tu możliwość wyróżnienia się i zamanifestowania swoich poglądów – mówi Bigajski, który dodaje, że branża odzieży patriotycznej nie tylko ciągle się zmienia, ale również jest niezwykle podatna na sezonowość. – Większą sprzedaż widzimy zarówno w okresie przedgwiazdkowym, jak i podczas zbliżających się świąt narodowych, ważnych rocznic czy wydarzeń sportowych z udziałem naszych reprezentacji. Na sprzedaż wpływają również wydarzenia i spory polityczne, a także wybory – wylicza. A Wojciech Setny ocenia, że np. przy okazji świąt narodowych sprzedaż jego firmy, w stosunku do przeciętnej w ciągu roku, podwaja się. 

W starciu z chińszczyzną i nie tylko

Łukasz Błażyczek, twórca założonego w 2011 r. portalu Wyprodukowanowpolsce.pl, postanowił zrobić biznes na pomaganiu klientom w dotarciu do wszelkich wyrobów z polskim rodowodem (od odzieży po siłowniki hydrauliczne) i na wspieraniu tych, którzy je produkują. – Promujemy kupowanie polskich produktów, bo dzięki temu rodzimi przedsiębiorcy mogą łatwiej sprzedać swój towar, dać w kraju pracę i godziwie za nią zapłacić. Obecnie jest tak, że wielu właścicieli firm musi obniżać swoje ceny, aby konkurować z towarem sprowadzonym np. z Chin. W efekcie muszą również obniżać płace swoim pracownikom. To szkodzi całej gospodarce – wyjaśnia Łukasz Błażyczek, którego portal wspiera rodzime wyroby w starciu nie tylko z tanią azjatycką konkurencją, ale i z tą drogą, opatrzoną metkami znanych marek. – Pokazujemy, że polskie produkty, np. buty czy ubrania, są dużo wygodniejsze, mocniejsze i lepszej jakości. Na naszą stronę nie trafią firmy, które np. tylko przepakowują i metkują produkty sprowadzone z Chin i sprzedają jako polskie – podkreśla Błażyczek. 

Jego portal zarabia na tym, że przedsiębiorstwa płacą za możliwość zaprezentowania na nim swojej oferty, a także za posługiwanie się logiem „Wyprodukowane w Polsce”. I wygląda na to, że im się to opłaca, bo z platformą współpracuje już 100 firm. Błażyczek wprawdzie przyznaje, że jego biznes nie przynosi kokosów, ale też do niego nie dokłada. – Stworzyliśmy go głównie dla idei – wyjaśnia. 

Podobna idea przyświecała powstaniu darmowej aplikacji mobilnej Pola autorstwa członków Klubu Jagiellońskiego. Pomaga w identyfikacji: wystarczy zeskanować kod kresowy wyrobu ze sklepowej półki i już wiemy, czy firma, która za nim stoi, jest w polskich rękach, czy zarejestrowana jest w naszym kraju, czy nad Wisłą prowadzi produkcję. – Dajemy konsumentom do ręki konkretne narzędzie, które ułatwia im świadome podejmowanie decyzji zakupowych – mówi Piotr Trudnowski, rzecznik Klubu Jagiellońskiego, i zdradza, że od 11 listopada 2015 r. do końca kwietnia tego roku aplikację pobrało ponad 220 tys. osób, a jej użytkownicy zeskanowali już prawie 3 mln kodów kreskowych. 

Lubimy swoje korzenie

Michała Toczyńskiego z agencji marketingowej Scorise.com to rosnące zainteresowanie markami, które podkreślają swoją polskość, nie dziwi. Po zachłyśnięciu się zachodnim stylem życia i dostępnością produktów nowe pokolenie Polaków zaczyna mocniej interesować się swoimi korzeniami i odczuwać dumę narodową. – Coraz chętniej przypominamy sobie nasz silny kraj z ubiegłych stuleci. Wspominamy husarię budzącą postrach wśród wrogów – tłumaczy Toczyński, zwracając uwagę, że obecne bycie patriotą jest dobrze postrzegane. – Chcąc podkreślić swoją przynależność do takiej społeczności, kupujemy odzież, flagi i inne produkty, które pokazują naszą postawę, poglądy. 

Toczyński uważa, że firmy, które oparły swój biznes na miłości do ojczyzny, powinny budować świadomość swojej marki, choćby poprzez edukowanie odbiorców swych wyrobów, przedstawiając np. na swej stronie www ciekawostki historyczne, o których nie uczą w szkole. – Mając markę nawiązującą do patriotyzmu, warto prowadzić bloga firmowego, vloga na YouTube lub współpracować ze znanym youtuberem, a przede wszystkim – stworzyć charakterystyczne gadżety, które klienci będą sobie polecali i o których będzie się mówiło – radzi Toczyński, mając na myśli np. serię oryginalnych pod względem wzornictwa koszulek, opowiadających jakąś historię związaną ze zwycięskimi bitwami czy innymi naszymi osiągnięciami. – Takie produkty często służą do pokazywania ich innym. Warto to wykorzystać. 

Liderzy rynku rozumieją marketingowe znaczenie takich działań, tym bardziej że jest ono zbieżne z ich pasją. Dla właścicieli marki Red is Bad sprzedawana przez nich odzież to także np. okazja do szerzenia wiedzy historycznej: do koszulek dołączane są informacje, kto jest na nich przedstawiony i co wyjątkowego zrobił dla Polski. Firma wspiera również konkursy historyczne czy marsze ku czci, które odbywają się w wielu miejscowościach w naszym kraju. 

Surge Polonia na swym profilu na Facebooku publikuje patriotyczne kartki z kalendarza, które nawiązują do najważniejszych wydarzeń i postaci z naszej historii. Na firmowym blogu zamieszcza artykuły z ciekawostkami (jak np. „10 wielkich polskich wynalazców”), a na YouTube – filmy edukacyjne dotyczące polskich twierdz i zamków. W kwietniu wystartowała też z kilkumiesięczną kampanią społeczno-edukacyjną „Poczuj dumę”, promującą ludzi, wydarzenia czy organizacje, którymi moglibyśmy się chlubić. Biorą w niej udział nasi szczypiorniści, m.in. Karol Bielecki i Sławomir Szmal. W sklepach Surge Polonia pojawiły się także specjalne koszulki – cały zysk z ich sprzedaży idzie na „Poczuj dumę”. 

 


W odzieżówce patrioci gospodarczy to MSP

Stuprocentowo polskie, rozpoznawalne marki odzieżowe to nie tylko te drogich projektantów czy wytwórców odzieży patriotycznej, lecz także związane ze świetnie sobie radzącymi lokalnymi producentami, jak np. Bialcon czy Rabarbar na Podlasiu (specjalizują się w ubraniach dla pań).

Najwięcej całkowicie polskich firm w branży (rodzimy kapitał i produkcja) znajduje się w województwie łódzkim, które jest skupiskiem wytwórców tkanin. Dominują jednak sklepy sprzedające lokalnie lub w internecie i zatrudniające do 10 osób.

Źródło: Ministerstwo Rozwoju

 


Absurdalne gadżety

Moda na ostentacyjnie manifestowany patriotyzm zainspirowała też niektórych nadwiślańskich przedsiębiorców do produkcji wyrobów co najmniej kontrowersyjnych, jeśli nie absurdalnych czy wręcz wbijających w ziemię jako trudne do przyjęcia potworki. Portal Fpiec.pl zestawił ich listę, którą otwiera seria klocków Cobi „Powstanie Warszawskie”. „Warto się zastanowić, czy informacja o upamiętnieniu historycznego Powstania zamieszczona na pudełku zabawki dobrze konweniuje z uśmiechniętymi figurkami hitlerowców i powstańców. Szczęśliwe dzieciństwo gwarantowane” – piszą autorzy portalu.

Kolejne niesmaczne pomysły to np. koszulki z „krwią powstańca”, wielka naklejka na ścianę „Polska Walcząca” czy też pościel patriotyczna „splamiona krwią bohaterów” i opatrzona napisem „Wielka Polska” albo ozdobiona wizerunkami żołnierzy wyklętych. Pojawił się też T-shirt „Wołyń 43” z rysunkiem krzyża i rozstrzelanego niemowlęcia. Na tym tle koszulka termoaktywna „Zbroja husarska” czy „niepodległościowa” fasola z orzełkiem (na ziarnach) wydają się jedynie śmieszne. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty