Dookoła świata

W Krainie Kanału Elbląskiego

© Travelphoto

Kołysanie szuwarów, dyskretny szum wody uderzającej o brzegi, pomruk silnika, wolno przesuwające się krajobrazy – rejs Kanałem Elbląskim dostarcza wielu wzruszeń estetycznych, przynosząc również zaskakujące niespodzianki. 

Rejs, choć nie przypomina filmu przygodowego, wciąga. Do mimowolnego zachwytu przyrodą i ogromem przedsięwzięcia szybko dołącza przekonanie, że uczestniczy się w czymś wyjątkowym. Ostateczny dowód na to, że ma się do czynienia z cudem techniki pojawia się wraz z pierwszą przeszkodą w postaci pagórka, który... statek dzielnie pokonuje. Niczym obiekt-widmo bezszelestnie sunie pod górę wśród zarośli, wzbudzając zdziwienie pasażerów oraz pozorną obojętność żab i ważek. Tak zaczyna się jedyny na świecie rejs i w poziomie, i w pionie. 

Brzuchem po trawie

W pokonywaniu pochylni jest odrobina magii, ale reszta to czysta hydromechanika i fizyka połączone z inżynierską pasją do eksperymentowania. Bez wdawania się w szczegóły techniczne pokonywanie podjazdu wygląda tak: najpierw statek dopływa do końca odcinka kanału i przeciska się przez przesmyk obok dużych niebieskich kół (do czego służą – o tym za chwilę). Cumuje przy dziwnym pomoście, który w rzeczywistości jest wagonem-platformą o podwyższonych burtach. Gdy cumowniczy uderzy w gong, platforma zaczyna się przemieszczać razem ze statkiem. Szum, zgrzyt, potem już tylko szmer przesuwającej się liny. Wózek ze statkiem na grzbiecie wynurza się i sunie po szynach, a pasażerowie patrzą z niedowierzaniem. Czyli to jednak prawda, że statki jadą po trawie. Pasażerowie, którzy wsiedli w Elblągu, wspinają się pięcioma pochylniami, na odcinku zaledwie 10 km, na wysokość 100 m n.p.m. Pierwszą pochylnią na trasie z Elbląga są Całuny Nowe. Jeśli zaś zaokrętowali się w Ostródzie lub Miłomłynie, zjeżdżają prawie do poziomu morza, począwszy od pochylni Buczyniec. 

Podczas wspinaczki stają się świadkami cudu przemiany energii spadającej wody w pracę. Bez silnika, bez paliwa, bez hałasu i magicznych zaklęć 50-tonowy statek wjeżdża na pochylnię i pokonuje ponad 20-metrową różnicę poziomów pomiędzy kolejnymi odcinkami kanału. Wagon napędzany jest wodą poruszającą od dołu wielkie koło przypominające koło młyńskie, choć bardziej skomplikowane i wydajniejsze, znajdujące się w maszynowni na szczycie, a te za pośrednictwem przekładni napędza bęben nawijający linę bez końca ciągnącą dwa wagony (dla równowagi) w dwóch przeciwnych kierunkach. Niebieskie koła spotykane przed wjazdem na pochylnie to pętle, na których lina zawraca. Powoli, jednostajnym rytmem lina wciąga statek na wzniesienie lub spuszcza w dół zbocza. Wagon ponownie się zanurza, a statek po uzyskaniu pływalności odcumowuje i rusza do następnej pochylni. I tak pięć razy. Cała ta maszyneria działa bez prądu – całkowicie unplugged – nieprzerwanie od ponad 150 lat, niczym samonapędzająca się atrakcja. Po pokonaniu pochylni reszta rejsu, już w poziomie, upływa pasażerom na rozmyślaniach nad tym cudem techniki i zamęczaniu kapitana pytaniami, jak to w ogóle możliwe, żeby statek sunął po trawie i dlaczego było tak cicho. 

Wszystko przez sosnę

Skomplikowany system hydrotechniczny Kanału Elbląskiego – z pochylniami, przekopami, śluzami i wrotami bezpieczeństwa pilnującymi, żeby woda nie wylała się na pola lub nie spłynęła do morza  – jest dziełem niemieckiego inżyniera Georga Jacoba Steenkego. W 1844 r. podjął się on rozwikłania zadania dręczącego od stuleci mieszkańców Prus Wschodnich, w tym także Krzyżaków – znalezienia najkrótszej drogi wodnej nad Bałtyk, którą można by szybko przetransportować drewno, zboże i buraki. Burakami tak bardzo się nie przejmowano, ale problemem była cenna, choć zwyczajna sosna odmiany mazurskiej, zwana sosną taborską. Od stuleci rosła w towarzystwie buków i dębów, nabierając cech niespotykanych u innych sosen – wytwarzając drewno najwyższej jakości, bezsęczne i proste. 

Jak to zrobić, żeby ten wartościowy surowiec szkutniczy i meblarski pozyskiwany dosłownie kilkadziesiąt kilometrów od wybrzeża mógł dotrzeć do portu szybciej niż w ciągu kilku miesięcy potrzebnych do pokonania starego, 400-kilometrowego szlaku Drwęcy i Wisły do Gdańska? Wody w regionie niby nie brakowało, bo były jeziora i rzeki, należało jedynie wykopać ok. 40 km kanału wprost do Elbląga. Ale jak zniwelować stumetrową różnicę poziomów pomiędzy Żuławami a Mazurami za jeziorem Piniewo? Jedynym stosowanym wówczas powszechnie rozwiązaniem służącym do transportowania statków w pionie były śluzy. Miały jednak kilka wad. Po pierwsze, śluzowanie trwało bardzo długo, po drugie, za każdym razem traciło się mnóstwo wody, niezależnie od wielkości łodzi. A tu trzeba by było wybudować aż 30 śluz. To nie było ani opłacalne, ani racjonalne. Potrzeba było czegoś zupełnie nowego albo przynajmniej odświeżonego pomysłu sprzed wieków. I taki się pojawił. Kanał Oberlandzki, bo tak pierwotnie się nazywał, został uroczyście otwarty 31 sierpnia 1860 r. 

Mówi się, że projektując go, Steenke podpatrzył gotowe rozwiązania na kanale Morrisa w Stanach Zjednoczonych, gdzie zamiast śluz zastosowano pochylnie do przenoszenia statków na coraz to wyższe poziomy, ale nie jest to do końca prawdą. Owszem, podziwiał rozmach i pomysłowość amerykańskich inżynierów, ale nie podobało mu się zbytnie skomplikowanie przeprawy i konieczność budowy śluzy przy każdej pochylni. No i był jeszcze problem przełamywania się kadłubów statków podczas spływania z pochylni, co zdarzało się w Stanach. Steenke szukał rozwiązań prostszych, tańszych i bardziej niezawodnych. I znalazł je podczas drogi powrotnej przez Atlantyk. Jego pomysł maszynowni, przekładni, pętli, kół wodnych, a przede wszystkim sposób wodowania statku bez przeciążeń zagrażających kadłubowi, były absolutnie unikatowe, niespotykane nigdzie indziej na świecie i genialne w swoje prostocie. Historię kanału i dokładną zasadę działania maszynerii częściowo ukrytej pod wodą można poznać w muzeum na pochylni Buczyniec. 

Kanał jako tanią arterię wodną do transportu towarów zrodziła XIX-wieczna rewolucja przemysłowa i to ona po 20 latach doprowadziła do jego upadku jako szlaku handlowego. Rozwój kolei  żelaznej sprawił, że spław kanałem sosny i buraków przestał się opłacać. Nieoczekiwanie dla jego twórcy ta sama rewolucja spowodowała, że pojawiła się nowa szansa wykorzystania unikalnej drogi wodnej – jako obiektu turystycznego dla rozrywki, uciechy i zabicia czasu. Szybko okazało się, że na turystyce można zarabiać tak samo jak na transporcie towarów. W 1912 r. stateczek, a w zasadzie motorówka Lilia Wodna zabrała na pokład pierwszych uradowanych wczasowiczów. Potem już było z górki. 

Wąski jestem

Kanał Elbląski to system, a nie pojedyncza droga wodna. Zaczyna się – lub kończy, bo zależy, z której strony się patrzy – w Miłomłynie lub na jeziorze Druzno i ma długość 52 km. Reszta to wody jezior, kanały lub odgałęzienia mające inne lub podobne nazwy i liczące w sumie niemal 152 km. Główny szlak jest wąski, kręty, zarośnięty, ocieniony starymi wierzbami i topolami i bardziej dziki, niż może się wydawać. Biegnie jeziorami (m.in. Ruda Woda, Ilińsk, Piniewo, Druzno), rzekami (Liwa, Elbląg) i wreszcie sztucznie wykopanymi przekopami i nasypami-groblami. Pchają się nim statki, jachty, kajaki, motorówki, pontony, dętki i wszystko, co ma dodatnią pływalność. Najpopularniejsze wśród szczurów lądowych są statki wycieczkowe o wdzięcznych, choć mało oryginalnych ptasich nazwach: Łabędź, Żuraw, Pingwin, Perkoz, ale prawdziwi wodniacy wybierają raczej małe czarterowe łodzie, by wraz z rodziną cieszyć się kojącym spokojem, ciszą i pięknem przyrody. Nigdzie nie trzeba się spieszyć, a im dłużej trwa podróż, tym bardziej zmienia się w wakacyjną przygodę. Na szczęście jest gdzie się zapuszczać. 

Boczna zachodnia odnoga szlaku prowadzi przez Park Krajobrazowy Pojezierza Iławskiego, jeden z atrakcyjniejszych krajobrazowo i przyrodniczo rejonów województwa warmińsko-mazurskiego. Prawdziwym skarbem parku są 43 śródleśne jeziora, z najdłuższym w Polsce Jeziorakiem mającym ponad 27 km długości i jeziorem Jasnym, którego woda jest tak czysta, że widać piaszczyste dno położone 15 m niżej. Na wschód od Ostródy rozłożyło się jezioro Szeląg Wielki, a na północ – słynne Lasy Taborskie objęte ochroną jako rezerwat ciągle wspaniałych 250-letnich sosen, a także kilka mniejszych rezerwatów leśnych i bagiennych. Cała strefa wzdłuż kanału żyje dzięki przyrodzie i naturze. Gdy Georg Jacob Steenke rysował kanał, wykorzystał wszystkie ich atuty. Rzut oka na mapę Pojezierza Iławskiego, zachodniego fragmentu Mazur i skraju Żuław, czyli terenów, przez które biegnie szlak, wystarczy, by uświadomić sobie, że takiego krajobrazu i tak sprzyjającego ułożenia jezior i rzek po prostu nie można było nie wykorzystać jako drogi wodnej. Lądolód wytopił ułożone południkowo niecki, które stały się jeziorami, stworzył koryta rzek wprost wymarzone do żeglugi, a potem Stwórca dorzucił pagórki, lasy, łąki, rośliny i zwierzęta. Tak powstała Kraina Kanału Elbląskiego, z kanałem jako główną arterią. Ale nie jedyną. 

Na lądowym szlaku

W tym miejscu pora zostawić łodzie i przesiąść się na rower lub do samochodu, by poznać atrakcje niedostępne z wody, a wchodzące w skład utworzonego niedawno drogowego Szlaku Kanału Elbląskiego. Biegnie on z Ostródy do Elbląga i z powrotem, z odgałęzieniem na wschód od kanału w stronę Morąga oraz z trzema pętlami po zachodniej stronie. Jedna z nich okrąża jezioro Druzno, druga prowadzi do pałacu w Drulitach, a trzecia, największa, zatacza krąg wokół jeziora Jeziorak. Cały szlak ma ponad 270 km długości, więc warto poświęcić przynajmniej jeden weekend na przejechanie go i obejrzenie wszystkich atrakcji. A jest tego sporo. 

Wizytówką szlaku są pałace i dwory arystokracji pruskiej, których zachowało się tu ok. 40. Spora część zabytkowych budowli i otaczających je parków została już wyremontowana lub zaadaptowana na hotele i pensjonaty. Wśród nich są takie perełki jak efektowny neogotycki pałac w Karnitach, należący onegdaj do rodu von Albedyhll, piękny pałac w Drulitach, późnobarokowy dwór w Powodowie, neorenesansowy pałac w Dobrocinie, pałac w typie włoskim w Budwitach, secesyjny dwór o charakterze wiejskiej willi w Marwicy czy klasycystyczny dwór w Bożęcinie. Oprócz nich dwory w Piniewie, Pozortach, Nowych Kusach, Bądkach, Jaśkowie i pałac w Dziśnitach. 

Zwiedzanie dworów i pałaców łagodnie wprowadza w bogatą historię regionu, którą najbardziej obrazowo opowiadają średniowieczne zamczyska. Spośród kilku budowli na szlaku największe wrażenie robią imponujące, wręcz filmowe ruiny zamku w Szymbarku, ustępujące tylko warowni malborskiej. Oprócz wielkości od razu rzuca się w oczy oryginalna architektura szymbarskiej twierdzy – elegancka, wyszukana, tajemnicza i jednocześnie bajkowa. Inna niż znane gotyckie zamki Warmii i Mazur. Fosa z jednym zwodzonym mostem i wysokie mury uzupełnione dziesięcioma wieżami strzegły ogromnego dziedzińca niczym obozu warownego. To cudo architektury ukończone zostało w 1386 r. Przez stulecia zamek miał wielu właścicieli, ale najdłużej, bo od 1699 do 1945 r. pozostawał własnością hrabiów von Finckenstein. Niewiele brakowało, aby budowla dotrwała w stanie nienaruszonym do dziś. Przetrwała ofensywę Armii Czerwonej, ale w kwietniu 1945 r. spłonęła, podpalona przez radzieckich maruderów lub poszukiwaczy skarbów. Finckensteinowie uciekli już w styczniu, ale nie zdążyli wywieźć wszystkich kosztowności. Ponoć wrócili po nie w latach 50. XX w., choć i tak część pozostała zakopana gdzieś w parku.  

XIV-wieczny krzyżacki zamek w Ostródzie został pięknie odbudowany po zniszczeniach wojennych i dziś jest dumą miasta. Nie ma może tajemniczości szymbarskich ruin, ale historii nie musi się wstydzić. W 1807 r. kwaterował w nim Napoleon. Choć narzekał na zimno i brak wygód, wytrzymał w nim prawie dwa miesiące, zanim przeniósł się do pałacu w Kamieńcu koło Susza. Dziś w zamku mieści się muzeum, odbywają się festyny i turnieje rycerskie, a nieopodal murów, w porcie, ma swój początek Kanał Elbląski. W Ostródzie oprócz zamku i fragmentu murów obronnych średniowieczny rodowód ma także kościół św. Dominika Savio. 

Zamkiem krzyżackim i średniowiecznymi murami chwali się też Pasłęk. Choć otynkowana budowla nie przypomina ani groźnej, ani bajkowej warowni z poprzednich miejscowości, ma asa w rękawie – choć bardziej precyzyjnie należałoby powiedzieć, że w podziemiach. Jest nim legenda o ukrytej tu Bursztynowej Komnacie. Żyje ona od 1945 r., gdy podobno znaleziono tu część skrzyń ze skarbami, i nie jest jej w stanie uśmiercić nawet mizerny efekt wykopalisk. Ale i bez bursztynowego skarbu Pasłęk zachwyca urokiem, malowniczym położeniem i pozostałymi zabytkami – niezwykle proporcjonalnym gotycko-renesansowym ratuszem (rzadkim obiektem na Mazurach), a także średniowiecznym kościołem parafialnym i resztami murów obronnych z bramami. 

W Miłomłynie, ważnym punkcie na Szlaku Kanału Elbląskiego, nie zachowały się ślady zamku krzyżackiego, a jedynym średniowiecznym zabytkiem jest gotycka wieża obronna, pozostałość po kościele rozebranym w XIX w. Za to Morąg może się poszczycić aż dwoma zamkami – krzyżackim w formie resztek skrzydła bramnego oraz słynnym Zameczkiem Dohnów mieszczącym dziś Muzeum Warmii i Mazur. 

Pozostają jeszcze Elbląg, Iława z nowym portem, domy podcieniowe, wiatraki holenderskie oraz mnóstwo innych atrakcji. I kanał, który wije się raz po lewej, raz po prawej. Po takiej porcji historii widok jego spokojnych wód, które przecinają drogi szlaku, budzi uczucie ulgi i przywołuje miłe wspomnienia z rejsu. Tu, w Krainie Kanału Elbląskiego, nie da się o nim zapomnieć. I całe szczęście. 

 


Kanał Elbląski

Długość (ze wszystkimi odgałęzieniami): 152 km.

Dostępne rejsy:

Statkiem po trawie: Elbląg–Buczyniec/Buczyniec–Elbląg; czas trwania: 4 godz. i 40 min. 

Szlakiem Kanału Elbląskiego: Ostróda–Miłomłyn/Miłomłyn– –Ostróda; czas trwania: 2 godz.  30 min. 

Szlak Szeląga: Ostróda–Stare  Jabłonki/Stare Jabłonki–Ostróda; czas trwania: 2 godz. 30 min. 

Również krótsze rejsy na zamówienie i rejsy spacerowe po jeziorach Druzno, Drwęcki, Jeziorak, a także po Nogacie. 

Kanał jest czynny od 30 kwietnia  do 16 października. 

W sezonie (lipiec–sierpień) rejsy odbywają się codziennie, poza sezonem – w soboty i niedziele. 

Więcej informacji: www.zegluga.com.pl

 


Szlak Kanału Elbląskiego

Długość: 278 km

Szlak drogowy, znakowany

Trasa szlaku: Ostróda – Miłomłyn – Morąg – Małdyty – Pasłęk – Elbląg – Raczki Elbląskie – Jelonki – Drulity – Zalewo – Susz – Kisielice – Szymbark – Iława – Tynwałd – Boreczno – Miłomłyn – Ostróda

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty