Felieton na koniec

Bankructwo dla zdrowia

© Shutterstock

Wczesna profilaktyka, czyli zapobieganie chorobom przez  zdrowy styl życia, jest zwykle postrzegana jako zbędny wydatek konkurujący z bieżącymi potrzebami. Ale postępujące trudności finansowe państwa opiekuńczego, którego po prostu nie stać  dziś na naszą rosnącą długowieczność i związane z nią choroby,  nadaje tej zapobiegliwości niezwykłą wartość. 

Pod koniec lat 90., analizując globalne trendy na potrzeby dialogu z inwestorami, stworzyłem „teorię różowej pigułki”. Można ją ująć tak: idziemy do zaprzyjaźnionego lekarza, który opiekuje się nami od lat, żeby poskarżyć się na coraz bardziej dokuczliwe bóle brzucha. 

– Na pewno nie ma powodu do niepokoju – mówi – ale na wszelki wypadek zrobimy niezbędne badania. 

Po kilku dniach dostajemy od niego telefon: – Mam dwie wiadomości: dobrą i złą. 

– No to zacznijmy od tej złej...

– Słuchaj, naprawdę bardzo mi przykro, ale masz nowotwór żołądka. Nie martw się jednak – i to jest ta dobra wiadomość – bo mamy na to doskonałą różową pigułkę. Jedyny problem polega na tym, że jedna tabletka kosztuje aż 500 dol. i trzeba ją brać codziennie przez trzy miesiące, a twoje medyczne ubezpieczenie nie zwraca kosztów tej terapii. 

– OK, pomyślę – odpowiadamy, a po powrocie do domu ze ściśniętym sercem podliczamy swoje oszczędności. Na szczęście wystarczy! Następnego dnia dzwonimy do gabinetu i z radością zaczynamy terapię. 

Mija kilka kolejnych lat, aż któregoś dnia pojawiają się coraz bardziej dokuczliwe bóle głowy. Wracamy więc do naszego lekarza, robimy badania i po dwóch dniach dostajemy telefon: – Słuchaj, naprawdę bardzo mi przykro, ale tym razem to guz mózgu. Nie martw się jednak, bo mamy na to inną różową pigułkę. Jedyny problem polega na tym, że tabletka kosztuje aż 1 tys. dol. i trzeba ją brać codziennie przez sześć miesięcy, a twoje medyczne ubezpieczenie nie zwraca kosztów tej kuracji. 

– OK, pomyślę... – a wieczorem ponownie podliczamy swe uszczuplone już oszczędności. Niestety, nie wystarczy!

Wtedy, w latach 90., pomysł, że pojedyncza pigułka mogłaby kosztować 1 tys. dol., a cała kuracja kilkaset tysięcy, wydawał się mym rozmówcom kompletnie  abstrakcyjny. Niestety, to nie oni mieli rację. Mamy  już bowiem coraz więcej dowodów na analityczną  efektywność i trendową skuteczność mojej teorii, poczynając od leku na wirusowe zapalenie wątroby typu C, pierwszego w historii na liście „cenowych tysięczników”. 

Tematem jednej z pierwszych lekcji na kursach relatywnie bezpiecznego inwestowania na rynkach akcji była od zawsze zasada stawiania na firmy farmaceutyczne, z ich przewidywalnymi wzrostami zysków i wypłacanych dywidend. No bo kto nie przełknie nawet szybko rosnących cen różowych pigułek, byle tylko wrócić do zdrowia? Aby się przekonać o żywotności tej zasady, wystarczy spojrzeć na dodatnie wskaźniki inflacyjne w przypadku cen usług medycznych i farmaceutyków na tle globalnie nam panującej deflacji!

Konsekwencją tego stanu rzeczy jest oczywiście skreślanie kolejnych drogich leków z list refundowanych terapii, rosnące dopłaty z prywatnej kieszeni do recept i zabiegów oraz pnące się w górę i tak już wysokie składki wymagane przez medycznych ubezpieczycieli zarówno prywatnych, jak i państwowych. Z kwitkiem od aptecznego okienka odchodzą jednak nie tylko polscy emeryci! Coraz częściej z terapii, także onkologicznych, rezygnują Amerykanie, i to nawet ci ubezpieczeni, a budżet przeciętnego Szwajcara coraz boleśniej odczuwa opłacanie kosztów obowiązkowego w tym kraju prywatnego ubezpieczenia medycznego. 

Rodzi się pytanie: czy opieka medyczna, która skazuje nas na „finansowe dożywocie”, spełnia swój społeczny cel? I jakie mamy wyjścia alternatywne? Ograniczenie nakładów na badania? Nałożenie cenowego kagańca na firmy farmaceutyczne i szpitale? Strajk przeciwko kolejnym ograniczeniom w modelu państwa opiekuńczego? Traktowanie tych bardziej chorych jak trędowatych?

Chciałbym wierzyć, że przedsiębiorczość i postępujący rozwój technologiczny przyniosą nam wkrótce jakieś systemowe rozwiązanie. Ale na razie nie rezygnuję z prozdrowotnej diety i pilnuję swego profilaktycznego stylu życia w nadziei, że konieczność wykupienia pigułki, która okaże się śmiertelna dla moich rodzinnych finansów, pojawi się jak najpóźniej. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty