Gorący temat

Państwo w roli głównej: jak to się robi w Korei

© Tony Law/Redux/East News

Wizytówką Korei jest telekomunikacja. Superszybkie światłowodowe sieci dostępowe są tam powszechne. Według FTTH Council Europe docierają do 75 proc. gospodarstw domowych i korzysta z nich niemal 70 proc. z 19,5 mln użytkowników szybkiego internetu. To sprawia, że we wszelkich statystykach koreański internet stacjonarny zaliczany jest do najszybszych na świecie. Nie inaczej jest z internetem mobilnym. 

Na ulicy i w metrze w Seulu rzuca się w oczy to, że wszyscy są jakby przyklejeni do smartfonów. Rozmawiają, oglądają wideo, używają aplikacji, gier online. I mimo tego wielkiego obciążenia – sieci komórkowe działają sprawnie i szybko. 

Koreańczycy praktycznie nie używają już technologii GSM. Jej wyłączanie zaczęło się w 2012 r. Uwolnione częstotliwości przeznaczono dla LTE. Wszystko wskazuje na to, że wkrótce operatorzy zaczną wygaszać też sieci 3G, by i te częstotliwości przeznaczyć dla LTE, a w kolejny kroku – dla sieci działających w nadciągającej technologii 5G. Jak jednak zaznaczają eksperci, całkowite wyłączenie 3G nie nastąpi szybko: sieć będzie utrzymywana do obsługi turystów i biznesmenów przybywających do Korei z państw bardziej zacofanych technologicznie. 

W ocenie Stéphane’a Térala z firmy badawczej IHS Technology, Korea (podobnie jak Japonia), wyłączając 2G, zyskuje reputację kraju, który szybko wdraża nowinki technologiczne. Co prawda sieci 3G ruszyły tam dopiero w 2007 r., ale za to, jeśli chodzi o adaptację kolejnej mobilnej technologii – LTE, znanej też jako 4G – Korea należy do światowej czołówki. 

Podobnie będzie zapewne z 5G, która to technologia nie dość, że ma przynieść znaczące przyspieszenie transmisji danych w sieciach mobilnych i wzrost pojemności tych ostatnich, to jeszcze ma je przekształcić ze skoncentrowanych na użytkownikach-ludziach, na nastawione na obsługę urządzeń podłączonych do internetu. Zgodnie z prognozami komercyjne sieci 5G pojawią się na świecie nie wcześniej niż w 2020 r., po zestandaryzowaniu tej technologii. Tymczasem koreańscy operatorzy zapowiadają, że w 2018 r., podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Pyeongchang, przedstawią swoją wersję 5G. I można być niemal pewnym, że im się to uda, oraz że poza infrastrukturą będą wówczas dostępne terminale do usług 5G – wyprodukowane oczywiście przez tamtejsze firmy. 

Patentowy lider

Koreańska telekomunikacja to nie tylko szybkie  sieci czy smartfony Samsunga i LG, ale także patenty. Jak podaje bostońska firma badawcza TechIPm, najwięcej na świecie tzw. istotnych patentów związanych z technologią LTE mają LG (16 proc.) i Samsung (14 proc.). Trzeci jest amerykański Qualcomm (9 proc.), wytwórca procesorów wykorzystywanych w smartfonach. Tak znani producenci sprzętu telekomunikacyjnego, jak szwedzki Ericsson, fińska Nokia czy chińskie Huawei i ZTE, mają w sumie tyle samo istotnych patentów związanych z LTE, co LG. 

Pamiętajmy, że patenty to jedna z miar innowacyjności gospodarki. I tu generalnie Korea wypada dobrze. W 2014 r. naliczono w niej blisko 5,5 tys. zgłoszeń patentowych z sektora technologii teleinformatycznych. To czwarty wynik na świecie. W dziedzinie biotechnologii, z 488 zgłoszeniami, była piąta. 

Patenty łączą się ściśle z nakładami na badania i rozwój (R&D). Od 2013 r. Korea – według danych OECD – ma największy na świecie udział R&D w PKB. W 2014 r. wynosił on 4,29 proc. Koreańskie firmy przeznaczają na ten cel 78,2 proc. łącznych nakładów, a resztę, niemal w całości, państwo (głównie wyższe uczelnie i instytucje badawcze). Badaniami i rozwojem w liczącej ok. 50 mln mieszkańców Korei zajmuje się armia 430 tys. naukowców i inżynierów. 

Ciekawa jest struktura wydatków na R&D. Większość pieniędzy idzie – podobnie jak w Izraelu i Japonii – na wdrożenia, a jedynie stosunkowo niewielka część na badania podstawowe i stosowane. 

Kraina czeboli

Korea to kraj czeboli. Największym jest Samsung. W 2014 r. jego przychody równe były ponad 20 proc. tamtejszego PKB. Przychody kolejnych czterech  (Hyundai, SK, LG i Lotte) odpowiadały łącznie za niemal 35 proc. PKB. 

Czebole wywodzą się z rodzinnych firm, które miały ścisłe powiązania ze światem polityki. Struktura własności i sposób zarządzania opierają się w nich nadal na „familii”. Co prawda, to się zmienia, choć pod względem jakości ładu korporacyjnego wciąż im daleko do zachodnich koncernów. Zmiany było widać choćby podczas ostatniego zgromadzenia akcjonariuszy Samsunga. Trwało kilka godzin, a nie kilkadziesiąt minut, jak do tej pory, bo udziałowcy, w tym zagraniczni, skorzystali tym razem z uprawnień, jakie dają im posiadane akcje, i domagali się informacji od zarządu. Samsung chce też zmienić styl pracy w firmie i wzorować go na startupach. A to by oznaczało m.in. spłaszczenie struktury zarządzania, premiowanie za innowacyjność i produktywność oraz większą równowagę między czasem pracownika poświęcanym korporacji a jego życiem osobistym. 

Dzięki czebolom Korea w ciągu kilku dekad zmieniła się z kraju rolniczego w wysoko uprzemysłowione państwo z gospodarką nastawioną na sprzedaż  za granicę. Jest szóstym światowym eksporterem  (za 80 proc. eksportu odpowiadają czebole) i mimo że musi importować większość surowców, ma nadwyżkę handlową. 

Czebole są, z jednej strony, podstawą gospodarki, ale z drugiej zaczynają jej ciążyć. Odczuwa ona natychmiast wszelkie nękające je problemy. To właśnie ich kłopoty finansowe w 1997 r. wpędziły kraj w kryzys, który rozlał się na całą Azję Południowo-Wschodnią. 

Jednak problemy te przyniosły też twórczą destrukcję i zmieniły kształt koreańskiego przemysłu. Z nastawienia na wytwarzanie tanich wyrobów stosunkowo niskiej jakości przeszedł na zaawansowane technologicznie, wysokiej jakości produkty. Sama zaś gospodarka, w tym sektor finansowy, otworzyła się szerzej na zagraniczne inwestycje. 

Koreańskie wyroby mają coraz lepszą renomę, a komponenty elektroniczne wytwarzane w należących do czeboli fabrykach można znaleźć w produktach takich marek jak Apple. Tamtejsze firmy aktywnie uczestniczą w wyznaczaniu nowych technologicznych trendów, takich jak galanteria elektroniczna (wearables), wirtualna i rozszerzona rzeczywistość, internet rzeczy, elektryczne i autonomiczne auta czy telemedycyna. 

Państwo wyznacza kierunek

W Korei od dziesięcioleci wszelkie duże zmiany to efekt państwowych decyzji, interwencji i planowania. W latach 60. prezydent Park Chung Hee nakazał czebolom nastawienie się na eksport i rozwój w takich dziedzinach, jak motoryzacja, elektronika użytkowa, przemysł chemiczny i stoczniowy. Jednocześnie zapewnił ochronę rodzimego rynku i państwowe wsparcie finansowe. 

Lata 70. to – sterowane przez rząd – wejście czeboli w budownictwo. Rok 2013 znów przyniósł zainicjowany przez władze zwrot. Tym razem ku startupom i gospodarce opartej na nowoczesnych technologiach. Prezydent Park Geun Hye uznała,  że rozwój małych i średnich firm zrównoważy gospodarkę i uodporni ją na kłopoty czeboli. Przyznała przy tym pośrednio, że dotychczasowe wsparcie dla małych przedsiębiorstw, m.in. poprzez preferencyjne kredyty, było nieskuteczne. 

Program prezydent Park wykorzystuje rozwiązania znane z USA i Izraela. Buduje się ekosystem sprzyjający rozwojowi startupów, poczynając od mentorów, inkubatorów i akceleratorów przez cały system finansowania (jego elementem jest stworzony przez rząd fundusz venture capital Growth Ladder Fund, wzorowany na państwowym izraelskim Yozma Fund powołanym w 1993 r., który cztery lata później przeszedł w prywatne ręce) po specjalny rynek giełdowy Konex. Żeby na nim zadebiutować, wystarczy, by 20 proc. akcji spółki posiadali kwalifikowani inwestorzy finansowi. 

Po ogłoszeniu swego planu rząd zainicjował związki czeboli z centrami innowacyjności, w których lokalizowane są startupy, zaś prezydent Park zwróciła dodatkowo uwagę, że innowacyjne firmy powinny komercjalizować dorobek badawczy instytutów naukowych i uczelni. 

W tym roku rząd znów wskazał kierunek. Ogłosił, że do 2020 r. państwo zainwestuje 1 bln wonów (840 mln dol.) w badania nad sztuczną inteligencją prowadzone przez nowo powstały Intelligence Information Technology Research Institute. W ślad za rządem sześć firm, w tym Samsung, Hyundai i LG zadeklarowało, że każda wesprze instytut kwotą ok. 3 bln wonów. 

Imponująca dynamika

Jak na razie wymierne efekty rządowego planu to przede wszystkim skok inwestycji w startupy. Według Korea Venture Capital Association w 2015 r. fundusze VC – krajowe i zagraniczne – zainwestowały w nie 2,1 bln wonów. To o ponad 27 proc. więcej niż w 2014 r. i o przeszło 50 proc. więcej niż w 2013 r. Te dane mogą być zresztą zaniżone, bo – jak zauważają eksperci – część transakcji nie jest ujawniana albo nie podaje się ich wartości. 

Tech in Asia szacuje, że w 2015 r. blisko 87 proc. pieniędzy zainwestowanych w koreańskie startupy trafiło do firm z sektora e-commerce, a więc wykorzystujących w swej działalności internet. To głównie zasługa jednej dużej transakcji: japoński Softbank zainwestował 1 mld dol. w zajmującą się e-handlem detalicznym spółkę Coupang. Poza tym pieniądze płynęły m.in. do startupów wykorzystujących aplikacje jako interfejs do zamawiania usług, a także do firm tworzących usługi finansowe konkurujące z ofertą online banków. 

Czy plan prezydent Park przyniesie zamierzone efekty, trudno powiedzieć. Do tej pory słabością wielu koreańskich firm było to, że rządzili nimi inżynierowie, którzy nie doceniali znaczenia marketingu. Uważali, że dobry technologicznie produkt, o ile będzie miał właściwą cenę, sam się sprzeda. A jeśli wydawali pieniądze na marketing, to nie zawsze efektywnie. Ale i tu widać zmianę. Podczas tegorocznych targów CES w Las Vegas Samsung pokazał lodówkę podłączoną do internetu. Dziennikarze byli zachwyceni innowacyjnością Koreańczyków. Nikt już nie pamiętał, że w 2000 r. internetową lodówkę zbudowały szwedzkie firmy Ericsson i Electrolux. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty