Wypatrzone przez ŚWIDERKA

Szukanie nowego koła zamachowego

© Andrzej Wieteszka

Producenci elektroniki użytkowej szukają czegoś, co pozwoliłoby im podtrzymać dotychczasową dynamikę sprzedaży. Bez tego czegoś trudno będzie im przekonać inwestorów, że nadal są wzrostowym biznesem. 

Od początku roku w świat płyną niepokojące komunikaty. Po styczniowych, odbywających się w Las Vegas, targach CES eksperci orzekli, że w najbliższym czasie nic ciekawego nie będzie się działo na rynku inteligentnych zegarków. Kilka tygodni później okazało się, że rosnący przez kilka lat w imponującym tempie rynek smartfonów wyhamował i trudno jest liczyć na jego dalszy znaczący wzrost. Nadeszły też wiadomości, że rynek tabletów utrzymuje spadkowy trend. Wszystko to zapowiada trudniejsze czasy dla tych, którzy żyją z produkcji elektronicznych gadżetów.  

Podobno jednak nie wszystko stracone. Już na CES ogłoszono, że 2016 r. będzie przełomowy dla gadżetów wykorzystujących rozszerzoną i wirtualną rzeczywistość (AR i VR). Jedne i drugie nie są niczym nowym – najsłynniejszy przykład to Google Glass. Przynajmniej od kilku lat technologie te rozwijają wielcy producenci, a także dziesiątki, jeśli nie setki, małych i średnich firm, z których każda liczy na sukces. W to, że im się powiedzie, wierzą również inwestorzy finansowi, którzy całkiem hojnie obdarzają je gotówką. W lutym np. w portfelu Rothenberg Ventures & River Accelerator były 32 spółki  AR/VR, Intel Capital zainwestował w siedem takich  firm, a Samsung Venture w cztery. 

Dobrym przykładem zainteresowania inwestorów tego rodzaju technologiami jest pozyskanie przez spółkę Magic Leap niemal 794 mln dol. W tegorocznej rundzie finansowania wyceniono ją na 4,5 mld dol., a zainwestowały w nią m.in. Alibaba, Google, Qualcomm i Time Warner. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że w chwili dokonania tej wielkiej inwestycji Magic Leap nie miała żadnego finalnego produktu. 

Jakie będą efekty nadziei związanych z AR/VR, dowiemy się za jakiś czas. Wiadomo za to, że smartfonowa fala, która zmiotła z rynku telefonów komórkowych takie niegdysiejsze potęgi, jak BlackBerry, Motorola czy Nokia, pozwoliła wypłynąć na szerokie, międzynarodowe wody firmom, których jeszcze kilka lat temu nie było. Najbardziej znany jest chiński producent Xiaomi, istniejący od 2010 r. 

Wiemy też, że gwiazdą rynku inteligentnych zegarków jest założona w 2011 r. Pebble Technology. Na początku rozwijała się za 375 tys. dol. pozyskane od aniołów biznesu. Gdy po pieniądze skierowała się do funduszy venture capital, te ich odmówiły, bo uznały, że jest to zbyt ryzykowna inwestycja. Pebble zdecydowała się więc na finansowanie społecznościowe i w 2012 r. od niemal 70 tys. osób zdobyła 10,3 mln dol. na uruchomienie produkcji pierwszego zegarka. Ten sukces przekonał fundusze VC do zainwestowania w spółkę 15 mln dol. Firma nie zrezygnowała jednak ze społecznościowego finansowania i także w zeszłym roku skorzystała z usług serwisu crowdfundingowego Kickstarter, by od 78,5 tys. osób zainteresowanych kolejnym modelem zegarka zebrać 20,3 mln dol. 

Lecz cóż... Xiaomi w zeszłym roku sprzedała mniej smartfonów niż planowała (70 mln zamiast 100 mln). Pebble w 2015 r. sprzedała – według szacunków analityków – 2,1 mln zegarków (trzy razy więcej niż w 2014 r.), ale firma badawcza IDC uważa, że kolejnego skoku sprzedaży nie będzie. W czasach, gdy liczy się wzrost i jego wysoka dynamika, oznacza to konieczność poszukiwania nowych produktów. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?