Trendy

Nie spłacajcie tych wszystkich długów

© Shutterstock

Zastanawiając się nad trendami w gospodarce i finansach,  nie wolno ignorować starej rynkowej maksymy,  że „żadne drzewo nie rośnie do samego nieba”.

Tymczasem dzisiejszy inwestycyjny las pełen jest trendów, które już dawno urosły za wysoko i grozi im w każdej chwili załamanie. A drzewem, które dominuje nad wszystkimi innymi i obok którego nie wolno przechodzić obojętnie, jest zadłużenie najbogatszych gospodarek. 

Jakiś czas temu umówiliśmy się, po analizach, że bezpieczny poziom zadłużenia Skarbu Państwa w przypadku rozwiniętych gospodarek, liczony jako odsetek dochodu narodowego, wynosi ok. 60 proc. Jednak w 2010 r. Carmen M. Reinhart i Kenneth S. Rogoff mocno tę poprzeczkę obniżyli. Przekonywali nas w swej głośnej i bardzo wówczas kontrowersyjnej publikacji, że zadłużenie rządu nieprzekraczające poziomu 90 proc. dochodu narodowego nie wpływa negatywnie na wzrost gospodarczy. 

Jednak potem minęło kilka lat pokryzysowego popuszczania pasa i wiele ważnych gospodarek znalazło się w tej ulgowej strefie zadłużeniowego zagrożenia: Japonia (230 proc.), Włochy (133 proc.), USA (103 proc.), Hiszpania (101 proc.), Francja (96 proc.), strefa euro (94 proc.), Wielka Brytania i Kanada (po 87 proc.). 

A to dopiero początek. W celu spłaty zadłużenia rządy nie dysponują pełną wartością dochodu narodowego, lecz jedynie jej częścią opodatkowaną. Okazuje się, że jeśli przeliczymy zobowiązania skarbowe w stosunku do rzeczywistych dochodów państwa, Japonia jest już na poziomie ok.  900 proc.! A za nią mamy Grecję (475 proc.), USA (408 proc.) oraz Islandię, Portugalię i Włochy (od 300 do 310 proc.). 

Prawdziwy horror statystyczny zaczyna się jednak, gdy na zadłużenie danego państwa spojrzymy pod kątem jego przyszłych zobowiązań zdrowotnych i emerytalnych. Bo wtedy USA, chociaż wciąż „tylko” na trzecim miejscu, dobijają do 688 proc. 

Możemy też połączyć w jednym wskaźniku zobowiązania rządu z długiem prywatnym. A wtedy poziom USA to 370 proc., strefy euro – 460 proc., Chin – 300 proc., a Japonii – lidera w starzeniu się populacji i tempie zadłużania się – 650 proc. I pomyśleć, że rynek obligacji, ze względu na ujemne stopy procentowe nowych 10-letnich papierów, dopłaca dzisiaj rządowi w Tokio za prawo do pożyczenia mu swoich wolnych środków!

Jednym słowem, coraz bardziej i szybciej zadłużamy nasze gospodarki, finansując w ten sposób dotychczasowy styl życia. A zważywszy na skalę zjawiska – dług ten jest niespłacalny. Pamiętajmy bowiem nie tylko o starzeniu się społeczeństw, lecz także o postępującej globalizacji czy wreszcie o rosnących przyszłych kosztach obsługi długu, jeśli bankom centralnym uda się przywrócić inflację. 

Co w tej sytuacji? Ano, możemy być strusiem i udawać, że nie ma problemu. Możemy też sięgnąć po akademicką wymówkę i obiecać, że spokojnie to wszystko spłacimy, gdy tylko wróci szybszy wzrost gospodarczy. Możemy wreszcie ogłosić rządową upadłość, ale wtedy ucierpią inwestorzy posiadający nasze obligacje skarbowe, co doprowadzi do bankructwa lokalne fundusze emerytalne i nie tylko. 

Dlatego, drodzy Prezydenci i Premierzy najbardziej zadłużonych gospodarek świata, gdybym był na waszym miejscu i naprawdę troszczył się o przyszłość obywateli, już dziś przyznałbym, przynajmniej sam przed sobą, że konieczne będzie alternatywne rozwiązanie. Ale nie martwcie się: mam dla was dobrze przemyślany gotowiec. 

Od dzisiaj nowe emisje waszego skarbowego długu będą obejmowane wyłącznie przez lokalne banki centralne korzystające z przyzwolenia rynków na ich nieograniczoną monetarną agresję. Banki te finansować również będą, bez żadnych limitów, wykup wyemitowanych wcześniej obligacji, które posiadają prywatni lub instytucjonalni inwestorzy, krajowi i zagraniczni. Sięgnijcie też po dodatkowe elektroniczne pieniądze, aby sfinansować funkcję państwa opiekuńczego i zainwestujcie, oczywiście na monetarną krechę, w niezbędną infrastrukturę. 

A na koniec wspaniałomyślny bank centralny za jednym naciśnięciem monetarnego klawisza umorzy te wszystkie długi, przywracając wam, z dnia na dzień, wolnorynkową zdolność kredytową. Jako efekt uboczny pojawi się tak pożądana inflacja. 

Tylko błagam, nie ujawniajcie tych planów inwestorom, bo wywołacie największą w historii hossę na rynkach kapitałowych. Niby po co?

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty