Gospodarka

Kraje Bliskiego Wschodu szansą na zbyt polskich ekologicznych produktów

SHUTTERSTOCK

Wymiana handlowa z krajami Półwyspu Arabskiego i Afryki wciąż stanowi ułamek polskiego eksportu i importu. Według ostatnich danych wartość handlu z większością krajów z tych regionów zaokrąglała się do zera. Stosunkowo największy był eksport do Zjednoczonych Emiratów Arabskich (0,5 proc.) oraz Algierii, RPA i Arabii Saudyjskiej (po 0,3 proc.). Jednak w obliczu przeciągającego się rosyjskiego embarga na produkty z Unii, w tym z Polski, rynki te mogą stać się atrakcyjnym i wypłacalnym odbiorcą polskich produktów rolnych, zwłaszcza ekologicznych. 

– Inwestorzy z krajów arabskich poszukują wszelkiego rodzaju innowacji i elementów związanych ze zdrową żywnością. Mam na myśli wszystko, co wiąże się ze zdrowym życiem, żywnością i jakością życia. W Emiratach Arabskich wprowadzono szczególnie dużo obostrzeń i elementów związanych z tym, żeby ludzie byli zdrowi, żeby zdrowo żyli – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Aleksander Kwiatkowski z Treasury Gate. 

Na razie obroty, choć rosną w tempie kilkudziesięciu procent rocznie, są niewielkiej skali. W 2014 roku eksport Polski do Zjednoczonych Emiratów Arabskich miał wartość 3,5 mld zł, czyli 0,5 proc. całego polskiego wywozu dóbr, i był to rekord w tym regionie. Jak podkreśla Aleksander Kwiatkowski, polskie produkty najczęściej trafiają na bliskowschodnie rynki za pośrednictwem przedsiębiorców z innych krajów, którzy zbudowali już tam swoje kanały dystrybucji. Szansą nie tylko na sprzedaż, ale i wyrobienie własnej marki, jest nawiązanie bezpośrednich kontaktów. 

– Wiadomo, że tamte rynki mają duże pieniądze, więc wszyscy ustawiają się w kolejce, żeby z nimi kooperować i budować relacje. U nas wygląda to inaczej. Czekamy, aż ktoś przyjdzie, powie, co by od nas chciał i w jaki sposób by chciał z nami kooperować. – wskazuje Kwiatkowski. – Trzeba to podejście zmienić. Mamy masę atrakcyjnych potencjalnych inwestycji, np. w innowacjach w rolnictwie. Trzeba tylko to odpowiednio pokazać inwestorom i przekonać ich, że warto w to zainwestować. W tej chwili rozmawiamy z nimi nawet o budowie funduszu, który byłby w stanie połączyć potrzeby ich i możliwości produkcyjne naszego regionu. 

Jak podkreśla, Polska jest w tym regionie postrzegana jako kraj rolniczy, produkujący żywność dobrej jakości i w naturalny sposób. Jednak nie brakuje konkurentów, bo rosyjskie embargo dotknęło nie tylko Polskę, a siła nabywcza mieszkańców Bliskiego Wschodu, a nawet i samej Afryki rośnie. Według światowego zestawienia CIA w 2015 roku najwyższe PKB na głowę mieszkańca miał Katar – 145 tys. dol. Kraj ten znalazł się tym samym przed Luksemburgiem i Liechtensteinem. Kuwejt zajął miejsce dziesiąte, a Zjednoczone Emiraty Arabskie – dwunaste. Przedzieliła je Norwegia. 

– Sądzę, że wsparcie rządu i wszelkiego rodzaju agencji rządowych jest jak najbardziej potrzebne. Wiadomo, że jeżeli jest zielone światło od najwyższych władz państwa, to automatycznie wszelkiego rodzaju inwestycje nabierają innych kolorów. Myślę, że bardzo ważny jest też dobry PR naszego kraju – podkreśla Kwiatkowski. – To duża szansa, ponieważ jeżeli zbudujemy własne brandy na tamtym rynku, to automatycznie więcej profitu zostaje w Polsce. 

W połowie kwietnia w Warszawie odbędzie się Światowy Szczyt Handlowy, który skupi przedsiębiorców z Bliskiego Wschodu, Afryki i Europy. Wezmą w nim udział m.in. polscy producenci, którzy skorzystali ze wsparcia rządowego przy eksporcie produktów na rynki afrykańskie, tacy jak np. Ursus. Wydarzenie objęte jest patronatem prezydenta RP. 

Zdaniem Aleksandra Kwiatkowskiego, który od ponad dekady zajmuje się współpracą z Bliskim Wschodem, dobrym pomysłem byłoby dla polskich firm zawiązanie współpracy z afrykańskimi i bliskowschodnimi dystrybutorami w celu stworzenia kanałów przepływu towarów w obie strony.                                                   

– Oni bardzo mocno inwestują w produkcję żywności i w produkcję ekologiczną. Za chwilę w wielu obszarach mogą stać się potencjalnym konkurentem i lepiej, żeby stali się naszym kooperantem – przekonuje Aleksander Kwiatkowski z Treasury Gate. – Tzn., żebyśmy też dystrybuowali produkty, w których nie istniejemy, np. produkcja daktyli w Polsce jest możliwa, choć jest bardzo droga. Chodzi o to, żeby byli naszymi partnerami i żebyśmy wspólnie budowali kanały dystrybucji. Jeżeli będziemy mieli wspólny brand, który będzie sprzedawał się zarówno w Europie, jak i w Afryce i w krajach arabskich, to wygramy. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty