Dookoła świata

Na planecie Tatooine

© Shutterstock

Wakacje w Tunezji mogą być świetne i bez plaż. Tylko trzeba oczyścić głowę z wyuczonych latami schematów myślenia.  Po „jaśminowej rewolucji”  atrakcji jest nawet jeszcze więcej. 

Wakacje all inclusive i wygrzewanie się na plaży – takie jest zwykle pierwsze skojarzenie, kiedy ktoś mówi nam, że jedzie na wczasy do Tunezji (swoją drogą, tamtejsze plaże są rzeczywiście wspaniałe). Zaraz potem wielu myśli: arabski kraj, brak swobody obyczajowej poza oazami dla turystów. Ostatnio doszło jeszcze wspomnienie o ubiegłorocznych zamachach, w których tych ostatnich zaatakowano. W Tunezji były dwa – tyle samo, co potem w Paryżu. 

Jednak Tunezja to, po pierwsze, zdecydowanie najbardziej liberalny i areligijny kraj arabski. Z funkcjonującą demokracją (choć niewolną np. od silnych niepokojów z powodu bezrobocia wśród młodych) i wolnościami obywatelskimi. No i z mocną pozycją kobiet w społeczeństwie. Cieszą się tam ogromną swobodą. Pomijając niektóre dość konserwatywne rejony na południu, ubierają się po europejsku, przesiadują wraz z mężczyznami w barach i klubach, studiują na uniwersytetach, gdzie zresztą stanowią większość. Tunezyjscy politycy wręcz przekonują, że różnica między Europą a Tunezją to jedynie „kilkadziesiąt kilometrów” – bo właśnie tyle dzieli wybrzeże ich kraju od najbliższego terytorium należącego do Włoch. 

Kolejny demontaż stereotypów dotyczy planów wakacyjnych. Otóż wiosna to dużo lepszy czas, żeby zobaczyć Tunezję, niż miesiące letnie. Jest już bardzo ciepło, ale nie ma upałów. Turyści są, lecz nie ma mowy o tłumach. I dlatego dostęp do wszelkich atrakcji jest znacznie łatwiejszy. 

Wspaniałości z przeszłości

Przebierać w ofercie mogą zwłaszcza miłośnicy sztuki i starożytności. Na uwagę na pewno zasługuje Muzeum Narodowe Bardo w stołecznym Tunisie.  W zeszłym roku tutaj właśnie doszło do pierwszego z dwóch zamachów, w którym zginęło ponad 20 osób, w tym trzech Polaków. Ich nazwiska, wraz z podaniem narodowości, znajdują się na pomniku ku ich czci postawionym tuż przy wejściu do muzeum. Dziś Bardo jest zupełnie inne: budynek jest pilnie strzeżony, a drobiazgowa kontrola przy wejściu przypomina odprawę na lotnisku. 

Tylko zbiory się nie zmieniły – nadal zachwycają. Muzeum szczyci się choćby jednym z dwóch najstarszych zachowanych wizerunków Wergiliusza, rzymskiego poety, autora słynnej „Eneidy”, uwiecznionego na mozaice z III w. Oko przykuwa też nietknięta zębem czasu mozaika pokazująca scenę z Homerowej „Odysei”, kiedy to Odyseusz wraz z towarzyszami przepływa obok syren śpiewem wabiących marynarzy na zgubę. 

Polecam też mozaiki z charakterystycznym znakiem: P wpisanym w X (litery z alfabetu greckiego, początkowe w słowie Χρίστος, czyli Chrystus). Są to symbole wiary powstałe w domach pierwszych chrześcijan. Uświadomienie sobie, że tak powszechnie spotykany w naszym kraju symbol w istocie pamięta niemal czasy opisane w Sienkiewiczowskim „Quo vadis”, było dla mnie nie lada przeżyciem i pewnym zaskoczeniem. 

Poruszył mnie też widok cel, w których więziono niegdyś chrześcijan i niewolników. Wyprowadzano ich stąd lub wynoszono na arenę, by ich nierówny bój z wygłodniałymi lwami zapewnił rozrywkę tłumom. Takie wrażenia czekają każdego, kto wybierze się do Al-Dżamm, gdzie znajduje się jedna z najlepiej zachowanych rzymskich aren na świecie. Jej stan jest tak dobry, że nie tylko wspomniane cele są „jak żywe”. Tutejszy amfiteatr grał rzymskie Koloseum w filmach Ridleya Scotta i Jerzego Kawalerowicza. Al-Dżamm robi wrażenie zwłaszcza poza sezonem, w godzinach popołudniowych, kiedy słońce rzuca długi cień na piasek, a zamiast zorganizowanych wycieczek po ogromnej budowli snują się tylko nieliczni turyści. 

Wspaniałości kuchni

Ale nie tylko pamiątki starożytności, a nawet paleolitu, potrafią w Tunezji oczarować (kraj ma tu do zaproponowania mnóstwo – w tym świetnie zachowane miasto Thugga czy ruiny Kartaginy na przedmieściach Tunisu). Raj dla siebie znajdą też poszukiwacze nowych smaków i egzotycznych kuchni. I nieważne, czy zdecydują się na sprzedawane na ulicy przekąski, czy pójdą na obiad do jednej z wielu eleganckich restauracji – zawsze będzie dobrze. Dla Tunezyjczyków stół jest bowiem ważnym elementem ich kultury, także tej związanej z codziennym obyczajem. Jeśli mamy wśród miejscowych kogoś znajomego i zaprosi nas na obiad, to przygotujmy się na prawdziwe ucztowanie. Niejednokrotnie zwykły posiłek składa się z czterech lub więcej dań. 

Zwykle zaczyna się niewinnie, od „czekadełka”: oliwek, tuńczyka i przeróżnych past, z których najważniejsza jest harissa (bardzo pikantna, na bazie papryki, czosnku i oliwy). Potem pojawia się brik, chyba najbardziej charakterystyczna potrawa Tunezji. Spotyka się ją wszędzie, w rozmaitych wersjach. Brik to bardzo cienkie ciasto, przypominające nieco francuskie, w które zawija się różne rzeczy, ale najczęściej tuńczyka i surowe jajko. Całość smaży się w głębokim tłuszczu. Sztuka polega na tym, że jajko w środku nie może się ściąć. Gotowy brik można skropić sokiem ze świeżej limonki, a potem najlepiej tak go zjeść, by nie uronić ani odrobiny żółtka. 

Tunezyjczycy nie stronią też od zup przyrządzanych w formie gęstego kremu (wielbiciele dyni będą zachwyceni, gdyż miejscowi bardzo ją sobie cenią). Co do bardziej „treściwych” propozycji, wiele zależy od regionu. Na północy i na wyspie Dżerba zjemy świetne owoce morza. Bardzo często hotelarze zatrudniają własnych rybaków, którzy codziennie zapewniają świeżą dostawę. Południe kraju to królestwo jagnięciny. Znajdziemy tam miejsca, gdzie mięso to przyrządza się według tradycyjnych receptur, piekąc je przez 24 godz. w glinianym garnku, który umieszcza się w wykopanym dole z rozżarzonymi węglami. Przyprawia się je rozmarynem i czosnkiem, dodaje pomidory i różne warzywa. 

Zarówno jagnięcinę, jak i ryby podaje się z kuskusem, który też jest serwowany na wiele sposobów. Może  być z jakimś sosem (najczęściej pomidorowym) albo  na słodko z daktylami. Bo też Tunezyjczycy są mistrzami w ich przyrządzaniu i w powszechnej opinii to właśnie tam te owoce smakują najlepiej. 

I kolejna rzecz, która może zaskoczyć: ucztując, warto skosztować któregoś z tunezyjskich win lub likierów. Mimo że społeczeństwo jest muzułmańskie, wina wytwarza się tu nieprzerwanie od czasów rzymskich. Są bardzo dobre i mogą być oryginalnym prezentem – bo w Polsce są praktycznie niedostępne. 

Śladami Skywalkera

Kiedy już odejdziemy od stołu, czas wrócić do zwiedzania. W momencie pisania tego tekstu w kinach wciąż jeszcze można było zobaczyć najnowszą odsłonę „Gwiezdnych wojen”. Tak się składa, że z pierwszych sześciu części słynnej serii aż pięć kręcono w Tunezji. Dekoracje do filmu stoją do dziś i stanowią niezłą atrakcję. Możemy zafundować sobie kilkugodzinny rajd jeepem po pustyni – która sama w sobie jest bardzo ciekawa – podczas którego obejrzymy najważniejsze miejsca związane z kultowym dziełem (dekoracje rozrzucone są po całym kraju). 

Jedną z nowych atrakcji, po rewolucji z 2011 r., jest festiwal Les Dunes Electroniques (czyli Elektroniczne Wydmy) – święto fanów muzyki elektro, które odbywa się nieco wcześniej, bo w lutym, wśród dekoracji, które „grały” miasto na pustynnej planecie Tatooine. W tym roku Tunezyjczycy i ludzie z całego świata bawili się na nim po raz trzeci. Wielu jego uczestników przebiera się za postacie z „Gwiezdnych wojen”, a noclegi zapewniają namioty w okolicznych oazach (z tym że standardem bliżej im do porządnego hotelu). 

Medyna, piłka i golf

Tym, co szczególnie zapada w pamięć podczas podróży po Tunezji, są jej miasta. Zwłaszcza kosmopolityczny Tunis, który jest tętniącą życiem metropolią. Ma kilka twarzy. Jedną z nich jest dzielnica El Marsa, ulubione miejsce tunezyjskiej bohemy, z hipsterskim klimatem. Jakby na przeciwległym biegunie znajduje się stare miasto (czyli medyna), wpisane na listę UNESCO (jak wiele zabytków w tym kraju). W jego centrum, ciągle w tych samych alejach, sprzedaje się w dużej mierze to samo, co przed wiekami. Specjalizacje poszczególnych sklepików zmieniają się rzadko, choć asortyment, którego bogactwo przyprawia o zawrót głowy, z czasem ewoluował. Furorę wśród turystów robią np. papierosy smakowe, odradzane przez miejscowych jako „algierskie podróbki”. 

Medyna w każdym mieście to także doskonała okazja, by porozmawiać z jego mieszkańcami o... Henryku Kasperczaku, jednym z „orłów Górskiego”. Już po raz kolejny jest on trenerem narodowej reprezentacji tego kraju i w historii jego piłki nożnej zapisał się złotymi zgłoskami, gdy w 1998 r. tunezyjska drużyna awansowała do mundialu. 

A skoro o sporcie mowa, nie sposób nie wspomnieć o tutejszych polach golfowych. Podobno to jedne z naj­lepszych terenów tego typu (choć ja nie jestem zapalonym golfistą). Te tłumy turystów, które ciągną za sobą worki z charakterystycznymi kijami, nie mogą być kwestią przypadku. 

Pozostaje jeszcze sprawa bezpieczeństwa. Po zeszłorocznych zamachach rząd ostro wziął się za potencjalnych dżihadystów, autokary z turystami przemieszczają się pod bacznym okiem policji, a hotele i otaczające je tereny chronione są przez wyszkolony personel i bramki z wykrywaczami metalu. Niejeden Tunezyjczyk za punkt honoru stawia sobie przekonanie cudzoziemców, że terroryzm to coś, co przyszło do jego kraju z „zewnątrz” (i poniekąd to racja – tunezyjska demokracja jest solą w oku konserwatystów w całym świecie arabskim). Oczywiście, nie gwarantuje to, że znowu nie będzie zamachu, ale dzisiaj żadne państwo nie może tego zapewnić w stu procentach. Trzeba przywyknąć do myśli, że nasze czasy są coraz bardziej smutne. 

 


Przydatne linki

www.kitesurfdjerba.com – odpowiada na pytania zadawane po angielsku

www.bardomuseum.tn

www.patrimoinedetunisie.com.tn – doskonała rządowa strona o tunezyjskich zabytkach

www.dunes-electroniques.com

www.facebook.com/polkawtunezji

YouTube – kanał Discover Tunisia – filmy o Tunezji przygotowane przez tunezyjski urząd ds. turystyki (dostępne polskie napisy)

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty