Motoryzacja

Każdemu według potrzeb

Fot. materiały prasowe

Sprzedawca, menedżer, dyrektor regionu, członek zarządu – każdy z nich może jeździć służbowym samochodem. Ale, oczywiście, każdy innym. Różnice w jakości i cenie aut są zwykle zbliżone do rozpiętości płac na poszczególnych stanowiskach. 

Średnie i duże firmy coraz częściej stosują przemyślany i precyzyjnie opisany system przydzielania samochodów. To ułatwia życie, zmniejsza koszty utrzymania floty, ale też – a może nawet przede wszystkim  – zmniejsza ryzyko sporów między pracownikami o to, kto ma do dyspozycji lepszy pojazd i dlaczego. Nie jest bowiem dobrze, gdy dwóch pracowników zajmujących podobne stanowiska ma samochody całkiem innej klasy. 

W grupie siła

Trudniej odpowiedzieć na pytanie, czy wybierając modele do firmowej floty, powinniśmy postawić tylko na jedną markę czy może zdecydować się na szerszą ofertę. W przypadku pierwszej opcji możemy liczyć na spore rabaty przy zakupie i późniejszą tańszą eksploatację pojazdów (zaważy tutaj prosty efekt skali). Z drugiej strony, przywiązując się do jednej marki, skazujemy się na łaskę i niełaskę jej importera, a w dłuższym terminie możemy zauważyć nieprzewidziany wcześniej wzrost kosztów użytkowania aut, np. przeglądów. Oczywiście zawsze można zerwać współpracę i rozpocząć nową, z innym producentem, ale proces ten zwykle trwa kilka miesięcy, bo przecież coś trzeba zrobić z wcześniej zakupionymi samochodami. To zresztą zmiana na tyle kosztowna, że stać na nią jedynie duże przedsiębiorstwa. 

Jednym z kompromisowych rozwiązań może być skorzystanie z oferty koncernów, które mają pod swoim szyldem różne marki. Największa jest grupa Volks­wagena, która w Polsce obejmuje Audi, Seata, Škodę i Volkswagena, ale też Porsche, Bentleya, a nawet Lamborghini. Nie ma innego producenta oferującego modele tak wielu marek należących do różnych grup rynkowych: od najtańszych miejskich aut po ogromne SUV-y i sportowe supersamochody. W praktyce może wyglądać to tak, że do sprzedawców trafią tanie auta z oferty Škody (np. Citigo, Fabia albo Rapid), menedżerowie średniego szczebla dostaną Passaty Volkswagena, a członkowie zarządu albo właściciele będą jeździli limuzynami Audi (a może nawet Porsche). Podobną, choć skromniejszą ofertę znajdziemy też w Fiacie (obejmującym marki Alfa Romeo, Jeep i Abarth), Renault (Dacia), BMW (Mini i Rolls-Royce), Mercedesie (Smart, AMG i Maybach) oraz grupie PSA (Citroën, Peugeot, DS). 

Różnorodna oferta

Istotny jest jednak nie tylko wybór marek i modeli, lecz także dobór odpowiedniego wyposażenia. – Zazwyczaj małe samochody mają tylko to podstawowe, w skład którego wchodzą najczęściej klimatyzacja i radio – mówi Marcin Wysocki, kierownik sprzedaży flotowej w Volkswagenie. Zgodnie z unijnymi przepisami na pokładzie każdego modelu muszą być też systemy ESP, ABS oraz komplet poduszek gazowych. 

– Bezpieczeństwo to coraz częściej nadrzędna kwestia przy wyborze pojazdów przez klienta – przyznaje Grzegorz Sokalski, szef działu sprzedaży flotowej w Hyundaiu. Najbardziej popularne systemy poprawiające bezpieczeństwo na drodze, oprócz wspomnianych wyżej, to aktywny tempomat i czujniki parkowania. Ten pierwszy często idzie w parze z systemem uruchamiającym awaryjne hamowanie w sytuacji, gdy pojawia się prawdopodobieństwo kolizji. 

Więcej w standardzie mają samochody kompaktowe przypisywane zwykle kierownictwu niższego szczebla. W tym segmencie, zwanym klasą Golfa, można mieć alarm, czujniki parkowania oraz fabryczny Bluetooth. Przedstawiciel Volks­wagena twierdzi, że wielu flotowych menedżerów dodatkowo wybiera m.in. biksenonowe reflektory. Ceny „ksenonów” są już dość niskie (np. w Golfie to 1,4 tys. zł), a ich skuteczność o wiele większa niż tradycyjnych reflektorów halogenowych. 

Na jeszcze bogatsze seryjne wyposażenie można liczyć, kupując limuzyny klasy średniej takie jak choćby Volkswagen Passat albo niedawno wprowadzone do oferty Renault Talisman albo Ford Mondeo (w szczególnej wersji Vignale). – W samochodach tej grupy obecnie promujemy reflektory LED – mówi przedstawiciel Volkswagena. – Jakość tych świateł jest nie do przecenienia na polskich drogach, które są wprawdzie coraz lepsze, ale jeszcze daleko im do ideału. Pewnie dlatego LED-y wybiera ponad 95 proc. naszych klientów. 

Ostatnio w samochodach klasy średniej pojawia się też więcej dodatków znanych dotąd z najbardziej luksusowych modeli. Weźmy choćby masaż tułowia bezcenny dla osób spędzających za kierownicą długie godziny. Kiedyś była to domena limuzyn pokroju Mercedesa klasy S, dziś funkcję tę można mieć m.in. w Renault Talismanie lub Fordzie Mondeo. 

Rynek przedsiębiorców

Bogate wyposażenie to oczywiście jeden z wielu sposobów na przyciągnięcie nabywców. Producenci często z niego korzystają, wiedząc doskonale, że w Polsce trzeba brać udział w wyścigu o flotowego klienta. Dlaczego? Otóż w 2015 r. w naszym kraju sprzedano ponad 352 tys. aut. Z tej liczby niemal 230 tys. (czyli ponad 60 proc.) przypada na zakupy firmowe, a tylko 123 tys. trafiło do klientów indywidualnych. Jest więc o co zabiegać. Szczególnie że w tej drugiej grupie znajdują się też osoby prowadzące działalność gospodarczą. Co więcej, jak wynika z danych udostępnianych przez firmę Samar, flotowe samochody są zwykle droższe i lepiej wyposażone niż te trafiające do osób prywatnych. Prosty przykład: w 2015 r. firmy kupiły ponad 2 tys. samochodów z silnikami benzynowymi o pojemności skokowej 3 litrów i więcej, natomiast klienci indywidualni – nieco ponad 300. I jeszcze ciekawostka: w minionym roku do firm trafiło aż 113 samochodów elektrycznych, podczas gdy do osób prywatnych – tylko trzy. 

Takie realia rynkowe sprawiają, że importerzy poszczególnych marek zrobią wiele, by przekonać do siebie ważnego odbiorcę: udzielą rabatów, przedstawią korzystną ofertę leasingu i rozsądne koszty serwisowania, a nawet dorzucą darmowe elementy wyposażenia. Warto twardo negocjować, bo póki polski rynek klientów indywidualnych kuleje, to właśnie przedsiębiorcy są górą. 

Samochód na miarę

A jakie konkretnie modele sprawdzą się w firmowej flocie na poszczególnych stanowiskach? Wprost nie da się odpowiedzieć, bo oczywiście wszystko zależy od realnych potrzeb firmy. Handlowcowi poruszającemu się po mieście bez towaru, którego zadaniem jest jedynie przyjmowanie zamówień, wystarczy nawet wspomniana wcześniej mała Škoda Citigo, którą łatwo zaparkować w zatłoczonym centrum. Z drugiej strony każdy pewnie czułby się doceniony, mając do dyspozycji wygodniejszego i bardziej przestronnego Forda Focusa lub Volkswagena Golfa. Albo spalinowo-elektryczną Toyotę Auris, która najlepiej sprawdzi się w mieście. Napęd hybrydowy w korkach potrzebuje mniej paliwa niż pojazdy z silnikami diesla czy benzynowymi. W „szarpanym” miejskim ruchu wygodniej też będzie prowadzić auto z automatyczną skrzynią biegów, która akurat w hybrydach jest standardem. 

Na tym przykładzie doskonale widać, że dobór służbowego samochodu do zajmowanego stanowiska wymaga dokładnego określenia potrzeb. W firmie nie ma miejsca na kierowanie się emocjami. Do zakupu trzeba podejść pragmatycznie. Co oczywiście nie oznacza, że bez znaczenia jest np. dizajn. Nieatrakcyjny samochód oklejony firmowym logo może przecież budzić złe skojarzenia. 

Na elegancki wygląd zwrócą też uwagę menedżerowie wyższego szczebla, których zwykle nie obowiązują ograniczenia narzucane szeregowym pracownikom. Członkowie zarządu najczęściej mogą swobodnie wybierać markę, model i wersje auta, kierując się jedynie wyznaczonym limitem ceny (albo wysokością raty leasingowej). W konsekwencji obok służbowych limuzyn pokroju Audi A6 albo Mercedesa klasy E pojawiają się też firmowe Porsche 911. Z danych firmy Samar wynika, że takie modele w niemal stu procentach są kupowane przez firmy, a formą finansowania jest leasing lub najem długoterminowy. 

Jak widać, zakup samochodu przez firmę nie sprowadza się jedynie do wyboru koloru lakieru i wyposażenia. Menedżerowie flot mają w dzisiejszych czasach o wiele trudniejsze zadanie. By się z niego wywiązać, muszą być po trochu entuzjastami motoryzacji, inżynierami i księgowymi. 

 


To był dobry rok dla aut firmowych

W 2015 r. firmy kupiły więcej aut niż w roku poprzednim (w tym samym czasie sprzedaż samochodów dla osób fizycznych, również prowadzących jednoosobową dzia­łalność gospodarczą, zmalała). 

Najbardziej skorzystały marki premium. To zasługa wielu nowych modeli tej klasy, w tym niedużych SUV-ów, np. spektakularny wzrost sprzedaży Lexusa (o ponad 50 proc.) to rezultat wprowadzenia do sprzedaży Lexusa NX – luksusowego, kompaktowego SUV-a, który dostępny jest w wersji hybrydowej. 

W gronie marek popularnych od lat króluje Škoda, której Fabie i Octavie często spotyka się z firmowymi oznaczeniami. Superby z kolei kupują polskie urzędy oraz menedżerowie firm. Wielki sukces w minionym roku odniosły Volkswagen i Toyota. Niemiecka marka skorzystała na wprowadzeniu do sprzedaży nowego Passata, Japończycy z kolei proponowali na swoje samochody bardzo korzystne warunki finansowania. 

 

Grzegorz Sokalski, szef działu firmowej sprzedaży, Hyundai Motor Poland

Jeszcze 10 lat temu nikt poważnie nie brał pod uwagę ofert firm CFM (Car Fleet Management), które  zarządzają ogromnymi flotami samochodów i współpracują nawet z tysiącami klientów. Dziś świadome firmy, mające w swoim parku kilka aut, coraz częściej korzystają właśnie z wynajmu długoterminowego. Full service leasing zawiera ratę finansową, serwis, ubezpieczenie i obsługę zarządzania. Nawet mniejsze firmy zaczynają już liczyć TCO (Total Cost of Ownership), a więc składowe elementy kosztów użytkowania pojazdu. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?