Pasje

Pokaż mi swój gabinet...

© Getty Images

Prezesi, urządzając swoje gabinety, unikają zazwyczaj przepychu, stawiając za to na dobrze rozumianą indywidualność. To właściwy kierunek – chwalą eksperci. 

W latach 90. słynną ozdobą kieleckiej siedziby Exbudu była... para tukanów sprowadzona za ciężkie pieniądze przez prezesa Witolda Zaraskę. Odwiedzających spółkę gości, wśród których bywały nawet głowy państw, egzotyczne ptaki w klatce zaskakiwały i zadziwiały. Ale były też symbolem przepychu, a nawet rozpasania, jakie panowało wtedy w jednym z najbardziej znanych polskich przedsiębiorstw. 

Kilka lat temu na głośnej aukcji w warszawskim hotelu Sheraton pod młotek poszło kilkadziesiąt obrazów takich mistrzów, jak Beksiński, Chełmoński, Kantor, Matejko, Michałowski, Nowosielski czy Witkacy. Były wśród nich dzieła wiszące dotychczas w gabinetach i na korytarzach należącej do Ryszarda Krauzego spółki Prokom Investments. Chociaż jej przedstawiciele zapewniali, że interesy jednego z najbogatszych wówczas Polaków mają się dobrze, dzisiaj po dawnej świetności Prokomu nie ma śladu. A Exbud jest teraz częścią koncernu Skanska. 

Oczywiście to nie arcybogate wyposażenie biur obu firm było tego powodem. Przyczyny były znacznie bardziej skomplikowane (rozrzutna polityka zarządu, nietrafione inwestycje, błędy w zarządzaniu itd.). Nie zmienia to jednak faktu, że dziś siedziby polskich firm, gabinety ich prezesów i sale spotkań kierownictwa urządzane są zazwyczaj znacznie skromniej. 

Wśród podwładnych

Przykładem bardzo już daleko posuniętej skromności może być biuro Loukasa Notopoulosa, prezesa i założyciel Vivusa, jednej z największych w Polsce firm udzielających pożyczek online (choć nie tylko). W biurowcu na warszawskim Okęciu próżno szukać... gabinetu szefa. Prezes Notopoulos siedzi wśród podwładnych, przy takim samym biurku jak oni, w open space. – Muszę czuć puls swojej firmy, widzieć, co się w niej codziennie dzieje. Gdybym był zamknięty za drzwiami osobnego pomieszczenia, nie wiedziałabym tego, nie byłbym jednym z tych ludzi – wyjaśnia sam zainteresowany. – To, co mi się najbardziej podoba, co mnie wręcz uszczęśliwia, to szum rozmów telefonicznych prowadzonych przez moich pracowników, bo słysząc je, wiem, że dużo się dzieje i że są kolejni klienci – dodaje i zapewnia, że praca w open space wcale nie jest dla niego, jako prezesa, uciążliwością. 

Notopoulos wspomina, jak przed laty pracował w banku i awansował w nim na stanowisko dyrektora jednego z departamentów. Dostał wtedy własny gabinet. Ale wytrzymał w nim ledwie kilka tygodni. Męczył się w odosobnieniu, aż w końcu wrócił tam, gdzie byli jego podwładni, i dopiero wśród nich poczuł się dobrze. – Trzeba słuchać tych, którzy pracują bezpośrednio z klientami, bo są skarbnicą wiedzy – uzasadnia. 

Goście prezesa nie kryją zdziwienia. – Niektórzy nie wierzą, że właśnie tu urzęduję. Sądzą, że to rodzaj mistyfikacji, coś na pokaz – przyznaje Loukas Notopoulos. 

W jego firmie na ścianach wiszą zdjęcia pracowników, którzy – jak podkreśla – budują jej sukces. Powinni się w niej zatem czuć dobrze, jak u siebie.  Stąd „strefa chilloutu”, a w niej zielona kanapa i hamak. – Ludzie naprawdę tu wypoczywają. Mogą się odprężyć, spokojnie z kimś porozmawiać, zadzwonić do bliskich – wyjaśnia szef Vivusa. 

Jednak w opinii prof. Zbigniewa Nęckiego, psychologa społecznego z Uniwersytetu Jagiellońskiego i eksperta w dziedzinie psychologii biznesu, praca w wielkich, gwarnych pomieszczeniach typu open space nie jest najlepszym pomysłem. Co sądzić o szefie, który szuka stałego kontaktu z pracownikami i urzęduje bezpośrednio wśród nich? – Może być oczywiście bardzo demokratycznie towarzyski, ale takie jego zachowanie może również świadczyć o tym, że chce autokratycznie kontrolować całe otoczenie. Śledzić, co kto robi, kiedy wychodzi, wraca – mówi Zbigniew Nęcki. – Dla wielu osób w open space już sama praca pod społeczną kontrolą koleżanek i kolegów jest męczącą przesadą, a tym bardziej pod taką kontrolą szefa. Nie jestem zwolennikiem tego rodzaju rozwiązań – podsumowuje profesor. 

Pasje i charakter

Jarosław Jaworski, prezes spółki finansowej Coface Polska, ma osobny gabinet, a w nim akcenty marynistyczno-żeglarskie. – Tą pasją zaraził mnie kolega z firmy. Żeglarstwo stało się zresztą hobby wielu pracowników – mówi. – Właśnie dlatego pozwoliłem sobie umieścić w gabinecie kilka medali świadczących o udziale w różnych zawodach, w tym także trofeum za zajęcie przez drużynę naszej spółki III miejsca w zeszłorocznych regatach załóg firm ubezpieczeniowych. 

W pomieszczeniu jest też zegar jachtowy w kole sterowym i parę innych drobiazgów, niemniej wszystko bez nadmiernej przesady. Z kolei sąsiedni pokój innego członka zarządu firmy, który jest pasjonatem biegania, udekorowany jest nagrodami za udział w zawodach dla biegaczy. 

– Jestem jak najbardziej za tym, żeby eksponować to, co pokazuje charakter ludzi, którzy urzędują w gabinetach – mówi prof. Nęcki. – Im więcej indywidualności i osobowości, a mniej monotonii, banału i anonimowej szarości komputerów, tym lepiej. 

Psycholog uważa, że nie należy w żaden sposób ograniczać możliwości wyrażania siebie. – Masz swoją przestrzeń, pokaż swoje hobby, zamiłowania czy idee, którymi się kierujesz. Kiedyś w gabinecie, który zajmował pewien menedżer o proekologicznych poglądach, widziałem wielkie hasło „Cała władza w płetwy wieloryba” – wspomina profesor. Według niego nic nie stoi też na przeszkodzie, by zawiesić krzyż, półksiężyc albo gwiazdę Dawida. 

Generalnie, ten, kto urzęduje w takim „osobistym” pomieszczeniu, zwyczajnie lepiej się w pracy czuje, a jego goście mają szansę go trochę bliżej poznać i zapamiętać jako kogoś z charakterem. W pamięci dziennikarzy piszących o rynku reklamy zapisał się np. gabinet Jakuba Bierzyńskiego, prezesa domu mediowego OMD. Przeszklone biuro pozwala szefowi dosłownie mieć firmę na oku, zaś jego pracownicy i goście odwiedzający siedzibę OMD mogą podziwić wspaniały zbiór sztuki ludowej z najróżniejszych zakątków świata, głównie jednak z Azji. Osobista kolekcja Bierzyńskiego powstaje już od ponad 20 lat. 

Elementy marynistyczne znajdziemy też w siedzibie firmy reklamowej Jet Line. Sale konferencyjne zdobią tam wielkie zdjęcia żaglowca Fryderyk Chopin zrobione podczas jednego z rejsów, który zorganizowała powołana przez szefów spółki fundacja. Morskie wyprawy są nagrodą, ale i szkołą życia, dla wychowanków m.in. domów dziecka i ośrodków opiekuńczo-wychowawczych oraz uczniów liceum polonijnego, którymi opiekuje się charytatywna organizacja. 

Także w gabinetach szefów spółki jest „żeglarsko”: modele statków, fotografie, książki... – Taki klimat towarzyszy nam na każdym kroku i jest bliski prawie wszystkim. Wielu naszych pracowników ma patenty żeglarskie – mówi Agnieszka Maszewska z Jet Line. 

– Salka w biurze czy ściana w gabinecie, na której eksponowane są dowody działalności charytatywnej firmy lub jej właścicieli z pewnością poprawia samopoczucie. Dlatego nie jestem temu przeciwny – mówi prof. Nęcki. Przestrzega jednak: – Łatwo popaść w przesadę. W jednym z biur na wszystkich ścianach w gabinetach i na korytarzach widziałem setki listów dziękczynnych. To już nie były dowody dobroczynności, ale niesmaczne karmienie własnego ego. 

Biuro to firma

W nieco inną stronę poszła spółka Pfleiderer Grajewo, znany producent płyt wiórowych. Otóż niedawno cały swój biurowiec, od gabinetów członków zarządu poczynając, a na pomieszczeniach gospodarczych i łazienkach kończąc, urządziła, bazując głównie na własnych produktach. – Od lat jesteśmy zanurzeni w dizajnie, współpracujemy z projektantami mebli, architektami wnętrz. Doszliśmy więc do wniosku, że urządzając nowe biura, najkorzystniej będzie pokazać pewne rozwiązania i możliwości aranżacji wnętrz, jakie stwarzają nasze wyroby – wyjaśnia Wojciech Gątkiewicz, członek zarządu Pfleiderer Grajewo. W biurowcu są meble i okładziny ścienne wykonane z płyt produkowanych przez jego firmę. – Ich wyeksponowanie w takich warunkach to coś zupełnie innego niż tradycyjna wystawa czy showroom. Ściana 3 x 5 m robi na klientach inne wrażenie niż najlepsza choćby próbka – dodaje Gątkiewicz. Pomysł podobno się sprawdza – goście nie kryją zaskoczenia i są zaintrygowani. I o to między innymi chodzi!

 


Gabinet funkcjonalny

Gabinet prezesa powinien wyróżniać się z biura, lecz nie odstawać od niego diametralnie. – Jest prestiżowym miejscem, musi mieć więc spore gabaryty, oczywiście stosownie do możliwości. Najlepiej od początku podzielić go na strefy funkcyjne – uważa architektka Katarzyna Kłos. 

Najważniejsza będzie strefa pracy wyposażona w duże, ale proporcjonalne do wielkości pomieszczenia biurko. – Ustawiamy je w takim miejscu, by osoba przy nim urzędująca mogła bez trudu zobaczyć wchodzącego gościa, nigdy tuż przy ścianie, ani tyłem do drzwi. Na trasie między wejściem a biurkiem nie powinno być żadnych przedmiotów, które trzeba omijać – radzi architektka. Lampy przy biurku powinny nie tylko dostatecznie oświetlać blat roboczy i zabezpieczać wzrok przed tzw. olśnieniem, ale też stanowić ładny akcent plastyczny. W gabinecie prezesa warto również znaleźć miejsce do przechowywania rzadziej używanych dokumentów i publikacji, czyli regał pełniący funkcję biblioteki. W pomieszczeniu tym dobrze jest poza tym eksponować osiągnięcia, a więc – wygospodarować przestrzeń na różnego rodzaju trofea, puchary czy dyplomy, których, o czym trzeba pamiętać, z czasem będzie przybywać. 

Gabinet to również miejsce rozmów z gośćmi i pracownikami. Tę drugą strefę dobrze jest umieścić nieco z boku (w stosunku do drzwi). Należy zdecydować, czy wolimy mały stół konferencyjny czy kameralne rozmowy na wygodnych fotelach przy stoliku kawowym. – Jeśli decydujemy się na stół konferencyjny, polecałabym meble o okrągłym lub owalnym obrysie lub chociaż posiadające zaokrąglone narożniki – mówi Katarzyna Kłos. 

W swoich projektach architektka wyodrębnia też trzecią strefę, czyli „część prywatną gospodarza”, w której jest łazienka, szafa na ubrania, dzięki czemu można się odświeżyć i przebrać w ciągu dnia, a także barek z lodówką. 

Oprac. Joanna Monastyruk

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty