Liderzy

Przekonuję Polki do biżuterii

Ania Kruk. Fot. materiały prasowe

Uosabia swoją markę. Daje jej nie tylko znane nazwisko, ale też swą witalność i nowe, nieco buntownicze podejście do biżuterii. – Na 200 procent – tak o swoim zaangażowaniu w firmę mówi Ania Kruk.

Bywa szefową działającą incognito na pierwszej linii frontu. Przychodzi do firmowego butiku i obsługuje klientów. Chce być jak najbliżej nich, w szczerej relacji, gdy nie będzie ich peszyć rozmowa z „kimś ważnym”. Słucha, poznaje gusty, potrzeby, marzenia. Pomaga wybrać biżuterię dla każdego indywidualnie. To klienci są dla niej główną inspiracją, jeśli chodzi o projekty. Podpowiadają jej bezpośrednio i najwięcej. Sztuka, podróże, które uwielbia, przekładają się na nią jako na człowieka i dopiero potem na jej pracę. 

Klienci (przede wszystkim kobiety) reprezentują  odmienne środowiska, z których każde ma własny styl lub dopiero określa swój dress code. Odpowiednią dla siebie biżuterię dobierają przedstawicielki korporacji, prawniczki, panie kreujące swoje codzienne emploi, młode dziewczyny. Dla niektórych grup powinna być ona delikatna, inne chcą poprzez nią wyrażać siebie, swoją – często silną – osobowość. Jeszcze inne właśnie zaczynają przygodę z biżuterią. 

Odpowiadam na głosy z rynku

Dlatego Ania Kruk wykorzystuje każdą sytuację, by dowiedzieć się, czego poszukują potencjalne klientki i z myślą o różnych środowiskach przygotowuje kolejne kolekcje – w ciągu roku do butików trafia ich nawet 20. – Obserwacje z pogranicza socjologii są dla mnie ważniejsze niż piękne widoki na wakacjach – mówi, zachwycona skądinąd swą niedawną wyprawą do Azji. – Nie lubię opowieści w rodzaju „znalazłam natchnienie w Hiszpanii i tak powstał ten wzór”. Na przefiltrowanie dzieła przez własną estetykę mogą sobie pozwolić artyści, a sieć i marka muszą odpowiadać na głosy z rynku, z ulicy, internetu, ze spotkań i rozmów – dodaje. 

W sukurs przychodzi jej jedna z wielu złotych myśli jej ojca Wojciecha Kruka, twórcy wielkiego sukcesu działającej od 1840 r., założonej w Poznaniu, rodzinnej firmy  jubilerskiej, z czasem znanej jako W. Kruk (od imienia pradziadka Ani – Władysława). Otóż Wojciech Kruk mawia, powtarzając zresztą za swoim ojcem Henrykiem: „Jeśli masz sklep, to w nim 80 proc. produktów musi ci się nie podobać”. Ania Kruk konsultuje swoje projekty z wieloma osobami w firmie. Nazywa to „nieformalnymi naradami”. Ceni uwagi pracowników wszystkich szczebli. – Ale to ja,  w roli dyrektor kreatywnej, daję kolekcjom ostateczny stempel i biorę za nie odpowiedzialność – mówi. 

Połączenie talentu z otwartością na klientów okazało się bardzo udane. Wyniki firmy Ania Kruk z roku na rok rosną w trzycyfrowym tempie (ale konkretnych danych nie podaje). O fali wznoszącej świadczą fakty i zamiary. W Polsce pod jej szyldem działa już 10 butików. Niedawno powstał pierwszy za granicą – w Katarze, wkrótce będzie tam otwarty drugi, a w planach są następne w tej części świata, w Emiratach i Arabii Saudyjskiej. Wybrano też jeden europejski kierunek ekspansji, lecz na tym etapie szczegóły nie są ujawniane. W 2016 r. firma chce się też mocno skoncentrować na sprzedaży online. 

O promocji Ania Kruk mówi krótko: „produkt”. I rozwija: – Dobry produkt jest najlepszym rodzajem marketingu. Zadowoleni klienci dają najbardziej długoterminowe efekty. Kupują kolejne wyroby i polecają je innym. 

Siostra i brat

Czy miała wolność wyboru? Chciała kiedyś uciec od profesji rodziny? Odpowiada cytatem: „Zaakceptować rzeczy, których nie można zmienić. Zmienić rzeczy, których nie można zaakceptować. I mieć mądrość odróżniania jednego od drugiego”. 

Nie od razu jednak familijne tradycje jawiły się jako jej przeznaczenie. Po artystycznych studiach w Poznaniu wyjechała do Hiszpanii, do ówczesnego narzeczonego, a dziś męża, gdzie pracowała jako projektantka krojów pisma na zlecenie Google’a. I mogła tam zostać... Ale kiedy rodzina straciła wpływ na działania firmy W. Kruk, na skutek jej wrogiego przejęcia na giełdzie (od 2008 r. spółka jest w Vistula Group – od red.), i Wojciech Kruk wraz z synem Wojciechem juniorem zaczęli zastanawiać się nad przyszłością i założeniem nowej firmy, nie mogła stać z boku. Tym bardziej że z bratem tworzyli zgrany duet. Wojciech Kruk junior – dziś prezes firmy Ania Kruk – miał doświadczenie biznesowe, robił interesy m.in. w Japonii, Hiszpanii, Chinach, a ona – kreatywne. – To trochę za dobrze ze sobą grało, by na poważnie nie rozważać tego pomysłu – wspomina. Rodzina Kruków założyła firmę Ania Kruk w 2012 r. 

Projektantka Ania Kruk postanowiła wtedy poznać cały, także czysto techniczny, proces powstawania biżuterii. Uznała, że ta wiedza wzmocni jej pozycję w branży i doda pewności siebie. Uczyła się więc pracy złotnika na wszystkich etapach, ale wie, że nie można być bardzo dobrym jednocześnie w kilku obszarach, zwłaszcza gdy firma się rozrasta. – Moja wartość polega na projektowaniu i byciu menedżerem – mówi. 

Przez pierwszy rok ojciec-inwestor był bardzo blisko, nadzorował, doradzał. Dziś, wciąż niezwykle czynny w środowisku biznesowym, zwłaszcza w Wielkopolsce, ma do dzieci pełne zaufanie. – Już po roku w firmie Ania Kruk zrozumiałam, że żadna inna praca nie dałaby mi takiej satysfakcji, tym bardziej że choć ze znanym nazwiskiem, ale zaczynaliśmy na nowo. Bycie sukcesorką nie byłoby aż tak zajmujące – wyjaśnia Ania Kruk. 

Czas na nausznice

Kojarzenie przez klientów nowej marki Ania Kruk ze znanym od lat znakiem firmowym W. Kruk uważa za atut: – Ważne, żeby czuli ciągłość tradycji, ale jednocześnie wiedzieli, że u Ani Kruk jest młodziej, dynamiczniej. 

Wnosi do firmy swoją energię, co, według niej, przekłada się na markę, którą charakteryzuje słowami: „lekkość, casual, nonszalancka elegancja”. – Nie odpowiada mi budowanie dystansu przez luksusowe marki. Zachowuję się wobec nich jak buntownik i uważam, że marka powinna być przystępna i dać się lubić – wyjaśnia. 

Dla swojej firmy widzi w Polsce misję. Ania Kruk chciałaby przekonać rodaczki do biżuterii. Uważa, że może ona świetnie dopełnić każdą stylizację, także na co dzień. Ale Polki, przyzwyczajone do powściągliwej elegancji, obawiają się dodawać biżuterię do ubrania. Boją się, że staną się w ten sposób „przebrane”, że będą mieć na sobie czegoś za dużo albo coś przesadnie widocznego. 

Sama nosi biżuterię codziennie i przyznaje, że wśród swoich projektów nie ma stałych faworytów, no, może poza upodobaniem do długich naszyjników. Kolczyki w tej chwili najbardziej lubi tak zwane alternatywne, typu nausznice. Pasują do jej fryzury. Pokazuje je, odchylając włosy, a wtedy lekko połyskują bransoletki. 

 


Ania Kruk

Dyrektor kreatywna firmy Ania Kruk. 

Projektantka, dziś przede wszystkim biżuterii, i strateg;  ma także doświadczenie w grafice projektowej i typografii. 

Absolwentka studiów w Poznaniu (projektowanie – Uniwersytet Artystyczny oraz podyplomowe z zarządzania – Uniwersytet Ekonomiczny), Lyonie (ENBA) i Barcelonie (EINA). 

Pracowała dla Google’a – projektowała kroje pisma opublikowane na Google Webfonts, internetowym  katalogu fontów. 

Dużo podróżuje, często do miejsc położonych z dala od typowych szlaków turystycznych. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty