Moim zdaniem

Porażki traktujmy jako naukę

W Polsce wciąż zbyt szybko i łatwo przypina się łatki ludziom, którym nie powiodło się w biznesie. Od dobrotliwego fajtłapy i pechowca poprzez nieudacznika, który nie zasługuje na drugą szansę, na hochsztaplerze kończąc. Zupełnie inaczej niż w zachodniej kulturze, gdzie prawo do popełniania błędów wpisane jest w scenariusz budowania firmy. Niepowodzenie nie przekreśla szans przedsiębiorcy, a często wręcz je wzmacnia. Pomyłki traktowane są jako etapy biznesowej edukacji. Wiele znanych dziś firm nigdy by nie powstało, gdyby ich twórcy zrazili się pierwszymi niepowodzeniami. Nie wszystkie pomysły biznesowe wypalają, nie wszystkie próby są udane, ale każda służy zdobyciu doświadczenia, które zostanie wykorzystane w kolejnym kroku. Tę filozofię znakomicie streścił cytowany już w „My Company Polska” John C. Maxwell: „Czasami wygrywasz, czasami się uczysz”.

 

Zmiana naszego podejścia do porażek jest tym bardziej pożądana, że wkraczamy w etap, kiedy będą się one zdarzać częściej. W unijnej perspektywie finansowej na lata 2014–2020 przedsiębiorcy otrzymają ogromny zastrzyk gotówki na badania i rozwój, które mają podnieść konkurencyjność ich firm. Jednak nie każda złotówka się zwróci, w naszych instytutach badawczych nie zaczną powstawać tylko przełomowe wynalazki, Polska nie stanie się z dnia na dzień wylęgarnią innowacyjnych pomysłów. Bo badania naukowe obarczone są i ryzykiem, i niepewnością co do rezultatu. Będą zatem porażki i straty, ale nie marnotrawstwo.

 

 

Na fali unijnego wsparcia pojawi się również wiele nowych małych, dynamicznych i innowacyjnych przedsiębiorstw, które będą musiały zdać egzamin na wolnym rynku. Nie wszystkim się uda, ale nie rozpatrujmy tego w kategorii katastrofy. Potraktujmy to właśnie jako naukę. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty