Chiny

Znajdź dobrego partnera

Materiały prasowe

Chińczycy zazdrośnie strzegą swojej gospodarki, bazując w dużej mierze na rodzimych producentach i dystrybutorach oraz stosując praktyki protekcjonistyczne w wielu branżach. Do tego natężenie konkurencji jest za Wielkim Murem dużo większe niż w UE czy USA. Lecz ze względu na skalę tego rynku zdecydowanie warto na nim zaistnieć. 

Szczęście w Chinach może się uśmiechnąć nawet do biznesowych debiutantów, o czym niedawno przekonali się młodzi wrocławianie ze startupu Blebox.eu. Jesienią zaprezentowali się na Międzynarodowej Wystawie Wynalazków i Innowacji w Chengdu, stolicy prowincji Syczuan. Miasto to uważa się za Wielkim Murem za kolebkę tamtejszych wysokich technologii. Na targach nie zabrakło gigantów. Byli m.in. Microsoft, Canon, Panasonic. – Ale to my skupiliśmy uwagę. Trochę dopomógł nam przypadek. W ogromnej hali, poza jednym miejscem – naszym stoiskiem – praktycznie nie działały telefonia, internet i sieć Wi-Fi, udostępnione przez organizatorów – opowiada Patryk Arłamowski, lider Blebox.eu. 

Okazało się, że zakłócała je sama konstrukcja hali, a także kamery i setki tysięcy innych urządzeń, zarówno tych prezentowanych przez wystawców, jak i np. telefony zwiedzających. Tymczasem technologia μWiFi, stworzona przez Blebox.eu i pokazywana na targach, działała bez zarzutu. Było to tak niezwykłe, że gospodarze imprezy poprosili młodych Polaków, aby swoje rozwiązanie zaprezentowali na głównej scenie. – Wokół nas zrobił się tłok – wspomina Arłamowski.

Zespół Blebox.eu opracował μWiFi na potrzeby Internetu Rzeczy. Technologia ta umożliwia łączność pomiędzy różnymi urządzeniami i instalacjami, podobnie jak popularny Bluetooth Low Energy, ale, w przeciwieństwie do niego, nie potrzebuje dodatkowej aparatury. Wystarczy internet.

Program o innowatorach z Wrocławia nakręciła chińska telewizja, a podczas uroczystej kolacji centralne i lokalne władze rozmawiały z nimi o pomyśle polsko-chińskiego inkubatora technologicznego. – Idealnym rozwiązaniem byłoby połączenie kreatywności Polaków ze zdolnościami organizacyjnymi i kapitałem Chińczyków – mówi Arłamowski. Blebox.eu podpisała też swoją pierwszą polsko-chińską umowę – z firmą Jiton produkującą systemy grzewcze. Choć, jak na Państwo Środka, jest ona niewielka, skala jej działania może zadziwić. O ile potentat systemów grzewczych na naszym rynku jest w stanie wykorzystać rocznie  50 tys. sterowników Blebox, to „mała” Jiton szacuje swoje analogiczne zapotrzebowanie na 5 mln sztuk.

Partner otwiera wiele drzwi

Jakby na drugim biegunie w stosunku do wrocławskiego startupu, który w Chinach stawia pierwsze kroki, znajduje się Grupa Kopex – producent sprzętu dla górnictwa. Swoje dostawy na tamtejszy rynek realizowała jeszcze w latach 70. XX w. Strategia Kopeksu polega na znajdowaniu silnych chińskich partnerów branżowych. Dziewięć lat temu grupa otworzyła wraz z Shandong Taishan Jianneng Machinery Group fabrykę Tagao w Taian, w prowincji Shandong. Produkują obudowy hydrauliczne stosowane w górnictwie. Partnerstwo to umocniło pozycję Kopeksu w Chinach, firma dzięki niemu wręcz się tam zadomowiła. „Gabaryty” Tagao są imponujące. Ma pięć wydziałów produkcyjnych o powierzchni 36 tys. m2 i liczący 8 tys. m2 plac montażowy. Z kolei jesienią 2015 r. Kopex podpisał umowę z Xi’an Coal Mining Factory, jednym z największych producentów maszyn górniczych w Chinach, działającym od ponad 50 lat. Przedmiotem kontraktu jest Mikrus – system stalowych konstrukcji ścianowych. Polska firma uzyskała też przy okazji dostęp do obszernej bazy kontrahentów Xi’an, co daje jej olbrzymią przewagę nad zagraniczną konkurencją.

– Mikrus nie tylko umożliwia opłacalną eksploatację cienkich pokładów, ale również radykalnie zwiększa bezpieczeństwo i komfort pracy załogi – wyjaśnia Marek Pogorzelski, reprezentujący Kopex w relacjach z mediami, i dodaje, że nowoczesne technologie wydobywcze są już standardem w chińskich kopalniach, a rząd w Pekinie kładzie duży nacisk na bezpieczeństwo pracy i poszanowanie złoża.

Ale wróćmy do debiutantów, bo tych pewnie będzie przybywać, skoro zainteresowanie polskich firm Chinami wciąż nabiera rumieńców. W 2013 r. w ponaddwudziestomilionowym Szanghaju powstała Strefa Wolnego Handlu. Zarejestrowane w niej przedsiębiorstwa mogą korzystać nie tyle z odliczeń podatkowych, ile z uproszczenia procedur związanych z usługami czy eksportem żywności do Chin. Pierwszą polską firmą, która otrzymała w końcówce 2014 r. licencję na działalność w strefie, jest Happy Horse, zarejestrowana jako chińska spółka z polskim kapitałem. Jej cel to sprzedaż polskich produktów, początkowo artykułów spożywczych i mebli, w hurcie, detalu i przez internet.

Jerzy Bezak, prezes Happy Horse, uważa, że handel w Chinach należy opierać na współpracy z firmami, które już tam są. Wynika to z tego, że wiedza o handlu nabyta w Europie nie wystarczy w kraju rządzącym się własnymi i bardzo odmiennymi obyczajami biznesowymi. W branży spożywczej na efekty inwestycji na tamtejszym rynku trzeba czekać co najmniej dwa, trzy lata, ale jego skala i możliwe zyski zachęcają do wysiłku.

Skądinąd, zanim jeszcze szanghajska Strefa Wolnego Handlu na dobre się rozkręciła, pod koniec 2015 r. jej dyrektor Ai Baojun został objęty śledztwem pod zarzutem „poważnego naruszenia dyscypliny”, o czym poinformowała Centralna Komisja ds. Walki z Korupcją Komunistycznej Partii Chin.

A może by tak pawilon?

Patryk Arłamowski, będąc na targach w Chengdu, miał wrażenie, że naszym głównym towarem eksportowym do Państwa Środka są bursztyny. Policzył, że na kilkanaście polskich stoisk prezentowało je aż osiem. – A tylko dwa, poza nami, innowacyjne rozwiązania. Przecież stać nas na znacznie więcej niż wyzbywanie się tego dobra narodowego – mówi.

Na pociechę opiszmy zatem jeszcze dwie polskie „niebursztynowe” firmy w Chinach, mające całkiem różne specjalizacje i rozmiar.

Grupa Selena, duży, globalny producent i dystrybutor chemii budowlanej, jest tam obecna od 2007 r. Ma dwa zakłady produkcyjne: pianek poliuretanowych (w Nantong, w prowincji Jiangsu) i uszczelniaczy silikonowych (w Foshan, w prowincji Guangdong – zagłębiu przemysłu silikonowego ), trzy centra logistyczne w Foshan, Szanghaju i Pekinie oraz współpracuje z grubo ponad setką dystrybutorów i partnerów handlowych. W 2015 r. jej sprzedaż na chińskim rynku wzrosła o ok. 40 proc. w porównaniu z 2014 r.

Sunreef Yachts to gdańska spółka zajmująca się projektowaniem, budową i wynajmowaniem katamaranów żaglowych, motorowych i superjachtów na indywidualne zamówienie. W 2013 r. otworzyła w Szanghaju biuro handlowe, skąd nadzoruje swój marketing i sprzedaż w Chinach kontynentalnych i w Hongkongu. Jeden z jej jachtów, U156 Ultimate, został uznany przez chińską edycję magazynu „Robb Report” (pisze o luksusowym stylu życia) za najlepszy jacht żaglowy 2014 r. 

Ci, którzy zachęcili się tymi przykładami, mają nowe wsparcie – niedawno ukazał się raport The Demand Institute zatytułowany „No More Tiers”. Analizuje on gospodarkę i społeczeństwo Chin, uwzględniając ich zróżnicowanie pod kątem potrzeb zagranicznych firm. A Chińczycy sami też podpowiadają, co robić, i proponują np. otwarcie Polskiego Pawilonu w szanghajskiej Strefie Wolnego Handlu. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty