Gorący temat

Liczy się pomysł, nie kapitał

Materiały prasowe

Zdaniem wicepremiera Mateusza Morawieckiego jednym z najważniejszych problemów naszej gospodarki jest słabość polskiego kapitału i dominacja kapitału zagranicznego. Aby naprawić sytuację, wicepremier proponuje nadzwyczajne działania instytucji państwowych: BGK i innych banków kontrolowanych przez  Skarb Państwa, funduszy organizowanych w ramach programu Inwestycje Polskie,  spółek Skarbu Państwa, a nawet NBP.

Dostęp do kapitału nie jest głównym problemem polskich firm – mówi dr Aleksandra Wąsowska, współautorka książki „Strategia korporacji”. Jeśli przedsiębiorca ma dobry pomysł, bez większego trudu znajdzie sposób na jego sfinansowanie.

Pomysł mieli dwaj przedsiębiorcy z Wielunia, Krzysztof Tylkowski i Ryszard Prozner, koledzy z technikum mechanicznego. To była końcówka PRL. W sklepach brakowało wszystkiego, ceny ścigały się z płacami, rosnąc co roku o kilkadziesiąt procent, wielu ludzi myślało o wyjeździe z Polski. Tymczasem w niewielkim Wieluniu Tylkowski i Prozner założyli spółkę Protyl. Przedsięwzięcie nie wydawało się bardzo ambitne. Kupili maszynę do robienia gwoździ, handlowali częściami samochodowymi. Mieli skromny kapitał pożyczony lub otrzymany od rodziny. Takie były początki spółki Wielton SA – największego dziś w Polsce producenta samochodowych naczep i przyczep. Tuż przed reformą Balcerowicza wzięli 100 mln zł kredytu i o mało się nie wywrócili, gdy odsetki zostały podniesione do poziomu inflacji. 

W 1993 r. zrobili krok w kierunku dużego biznesu. Kupili halę po dawnej betoniarni – 1,5 tys. m2 – i hektar placu. Zaczęli naprawiać naczepy. Każdego roku zatrudniali kolejnych 60 osób.

Rozważania o źródłach polskiego kapitału zaczynam od wieluńskiej spółki, bo to historia typowa dla polskiego sektora przedsiębiorstw. Nietypowe jest tylko to, że mała firma zdołała przekształcić się w dużą, wejść na giełdę, zbudować korporację międzynarodową. Taki awans zdarza się rzadko. Większość mikroprzedsiębiorstw pozostaje w swojej niszy.

Dziś Wielton posiada zakłady w Rosji, na Ukrainie i Białorusi, we Francji i we Włoszech. Szybki wzrost firma zawdzięcza znakomitemu wyczuciu rynku i wykorzystywaniu okazji. Zaczynali od naprawy naczep, dziś je produkują. W połowie lat 90. Unia Europejska wydała dyrektywę zezwalającą na produkcję dłuższych naczep. W Niemczech czy w Holandii nikomu nie przyszło do głowy, by stare naczepy wydłużać. A Wielton zaczął się w tym specjalizować. Przez wiele lat ich produkty szły głównie na wschód – do Rosji, na Ukrainę, Białoruś, do Rumunii. Wygrywali z zagraniczną konkurencją, gdyż znali specyfikę tamtejszych rynków. Jadące kiepskimi drogami ciężarówki są załadowane ponad wszelką miarę. Naczepy muszą być tam wyjątkowo solidne. Gdy w końcu 2013 r. zaczęły się w Kijowie protesty, właściciele Wieltonu zrozumieli, że na swych tradycyjnych rynkach mogą mieć kłopoty i poszukali sposobu wejścia na rynki UE.

Rozwój finansowali typowo dla większości polskich firm. Inwestowali własne zyski, maszyny i urządzenia brali w leasing. Dostawcom za części płacili z opóźnieniem. W połowie ubiegłej dekady przyjęli do firmy nowych wspólników, a w 2007 r. ich spółka została wprowadzona na giełdę. Jej aktualna kapitalizacja wynosi 392,4 mln zł. W ciągu ostatniego roku kurs jej akcji wzrósł o ponad 50 proc.

Podobna jest historia grupy Maspex, międzynarodowego koncernu spożywczego, będącego jednym z największych producentów żywności w Europie Środkowo-Wschodniej. Firma została założona w 1990 r. przez kolegów ze studiów: Krzysztofa Pawińskiego, Zdzisława Stuglika, Jerzego Kasperczyka, Sławomira Rusinka i Zdzisława Szczura. Zaczynali od importu z Niemiec zabielaczy do kawy. Dostawcy zgodzili się na zapłatę z opóźnieniem. Potem rozwijali biznes krok po kroku, zwiększając ofertę. Za pieniądze uzyskane z importu uruchomili w Wadowicach zakład produkcyjny. Potem rozwijali się, przejmując gorzej radzące sobie spółki spożywcze i ich firmowe produkty: Polską Żywność z Olsztynka (producenta soków Kubuś), Tymbark, producenta makaronów Lubellę. Weszli na rynki zagraniczne. Są obecni w Czechach, Bułgarii, na Węgrzech.

Pomysł na biznes miał Rafał Brzoska, założyciel grupy Integer.pl. Zaczynał od roznoszenia ulotek jeszcze jako student. Mieszkając w akademiku, stworzył system ich dystrybucji i doszedł do wniosku, że może to być początkiem firmy. Gdy Poczta Polska straciła monopol na swoje usługi, wykorzystał koniunkturę i z impetem wszedł na rynek przesyłek. Integer.pl weszła w 2007 r. na giełdę. Dziś rozwija m.in. nowatorską sieć paczkomatów, również poza Polską. Szuka funduszy w Dolinie Krzemowej, aby spopularyzować je w Stanach Zjednoczonych.

Pomógł bałagan

Wbrew obiegowej opinii początkiem wielu fortun w Polsce nie był „ukradziony pierwszy milion”, lecz ogromna nierównowaga, panująca na rynku na przełomie lat 80. i 90. W ogólnym bałaganie finansowym i prawnym można było pieniądze tracić lub zarabiać. Czasami pomagał przypadek, zawsze liczył się „zwierzęcy instynkt” przedsiębiorcy.

Zygmunt Solorz-Żak, założyciel grupy Cyfrowy Polsat (wartość giełdowa: 13,4 mld zł), swój biznes zaczynał jeszcze w latach 80., jak wielu innych – od sprowadzania z Niemiec używanych samochodów. W warunkach galopującej inflacji i rosnącego kursu dolara i marki, marża zysku na transakcjach wynosiła często ponad 100 proc. Mediami elektronicznymi zainteresował się przez przypadek.

– Pożyczyłem koledze trochę grosza, a on dał jako zastaw maszt telewizyjny stojący między Łodzią a Warszawą – opowiadał mi przed paru laty. – Oszukał mnie. Mówił, że maszt ma zasięg 60 km, a w rzeczywistości to było tylko 10 km. We Wrocławiu nadawała już wówczas telewizja Polonia należąca do Nicoli Grauzo. Ktoś z Polonii powiedział mi, że prawie wychodzą na zero. Jeśli w samym Wrocławiu można wyjść na zero, to mając zasięg na Łódź i Warszawę, będę miał zysk – pomyślałem. Zacząłem interesować się szczegółami technicznymi i w końcu postanowiłem w telewizję zainwestować.

Polsat był w pierwszej grupie nadawców, którym przyznano koncesję. Tego atutu Solorz nie wypuścił z rąk. Zyski Polsatu inwestował w przejęcie Elektrimu (a wraz z nim Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, dostarczających 8,5 proc. krajowej mocy), stworzenie banku i firmy ubezpieczeniowej.

Ale przejęcie w 2011 r. Polkomtela wymagało już zewnętrznego finansowania. Solorz zorganizował konsorcjum banków, które udzieliły mu ponad 14 mld zł kredytu. W sytuacji, gdy banki niechętnie kredytują bardziej skomplikowane operacje, był to prawdziwy majstersztyk.

Jak finansują się małe firmy?

O tym, w jaki sposób finansują się małe firmy, możemy dowiedzieć się z raportu KPMG „Barometr firm rodzinnych, styczeń 2015”. Badania przeprowadzone zostały w kilku krajach europejskich metodą wywiadów internetowych. W Polsce aż 87 proc. przedsiębiorstw deklarowało, że nie miało trudności z dostępem do kapitału w ciągu ostatniego półrocza. W przypadku europejskich respondentów dostęp do finansowania nie stanowił problemu dla 80 proc.

Jeśli już firma rodzinna w Polsce miała kłopot z pozyskaniem kapitału, najczęściej przekładało się to na utrudnienia w realizacji nowych inwestycji (78 proc. badanych). W drugiej kolejności prowadziło do komplikacji w działalności operacyjnej firmy (56 proc.). Istotnym skutkiem były także problemy w zarządzaniu gotówką, na które wskazała połowa zapytanych. Co dziesiąty przedsiębiorca tracił kontrolę nad firmą. Tyle samo respondentów nie stwierdziło żadnego wpływu braku dostępu do finansowania na swą biznesową działalność.

Polscy przedsiębiorcy rodzinni jako najatrakcyjniejszą formę finansowania wskazali kapitał własny (39 proc). Tymczasem dla europejskich respondentów okazały się nią kredyty bankowe (47 proc.). Warto jednak pamiętać, że oprocentowanie pożyczek w Europie jest na rekordowo niskim poziomie.

Aż 10 proc. polskich przedsiębiorstw rozważało alternatywne formy finansowania – wejście na giełdę lub crowdfunding. Przyjęcie do firmy partnerów było rozwiązaniem problemów finansowych dla 4 proc. badanych, zaś alianse strategiczne – dla 3 proc. W Europie te dwie ostatnie formy finansowania odgrywają wyraźnie większą rolę.

Badania przeprowadzone w latach 2013–2014 na próbie 177 mikroprzedsiębiorstw przez dr. Sebastiana Chęcińskiego z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu dostarczają podobnych wyników.

Czy w Polsce brakuje kapitału?

Zdaniem wicepremiera Mateusza Morawieckiego jednym z najważniejszych problemów polskiej gospodarki jest słabość polskiego kapitału i dominacja kapitału zagranicznego. Aby naprawić sytuację, wicepremier proponuje nadzwyczajne działania instytucji państwowych: Banku Gospodarstwa Krajowego i innych banków kontrolowanych przez Skarb Państwa, funduszy organizowanych w ramach programu Inwestycje Polskie, spółek Skarbu Państwa, a nawet NBP. Instytucje te mają dostarczyć gospodarce tani kapitał (o stopie oprocentowania niższej niż rynkowa, być może zerowej lub ujemnej) z przeznaczeniem na preferowane przez rząd przedsięwzięcia, między innymi na rozwój innowacyjności.

Zarówno doświadczenia firm, które odniosły sukces, jak i badania oraz statystyki pokazują, że brak kapitału nie jest podstawowym problemem polskich przedsiębiorstw. Banki mają nadpłynność (nadwyżkę środków ponad wymagany poziom rezerwy obowiązkowej), która nieco spada, ale wciąż wynosi ponad 80 mld zł. Innymi słowy, mogłyby udzielić dodatkowo kredytów o wartości 80 mld zł, gdyby... przedsiębiorcy mieli dobre pomysły. 

Same firmy trzymają w bankach gotówkę o wartości blisko 0,25 bln zł. Jeżeli działania rządu doprowadzą do wpompowania do przedsiębiorstw dodatkowej gotówki, z przeznaczeniem na inwestycje, jest oczywiste, że ich efektywność będzie niższa, a część z tych kredytów nie zostanie zwrócona. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty