Liderzy

Między elektroniką a kręglami

Materiały prasowe

Bezkonfliktowy wizjoner i ciężko pracujący człowiek – mówią o Piotrze Wojciechowskim współpracownicy. Konsekwentnie rozwijając firmę, stworzył – wraz z zespołem, co mocno podkreśla – największe w Polsce prywatne przedsiębiorstwo produkujące dla wojska. Bardzo innowacyjne. 

Zawsze interesował się matematyką i fizyką, więc studia wybrał ścisłe. Skończył elektronikę na Politechnice Warszawskiej. Został  nawet asystentem na uczelni, ale długo tam nie zabawił. Ciągnęło go do biznesu (chociaż tak się wtedy, w latach 80., nie mówiło). Jego pierwsza firma nazywała się po prostu: Zakład Elektroniczny Piotr Wojciechowski. Zgodnie z przepisami, jakie wtedy obowiązywały, przystąpił do egzaminu mistrzowskiego w Cechu Rzemiosł Elektrycznych i został rzemieślnikiem. 

Dalej jednak szukał swojego miejsca. Zaczął pracować w firmie polonijnej Emco, produkującej aparaturę medyczną, a potem wrócił do ZE Piotr Wojciechowski. Przyszedł rok 1989. Wiedziony intuicją rzemieślnik  opracował tzw. kalkulator artyleryjski (nadal używany w polskiej armii). Trzeba było nie lada wyobraźni, żeby wymyślić dla siebie działalność w tak trudnej i skomplikowanej branży, jaką bez wątpienia jest sprzęt elektroniczny dla wojska. 

Po trzech latach, już ze wspólnikiem – Wojciechem Górnickim – przekształcili firmę w spółkę jawną o nazwie WG Electronics. Działa do dziś. Pięć lat później powstało kolejne przedsiębiorstwo – WB Electronics Sp. z o.o. z siedzibą w Ożarowie Mazowieckim. Do jej prezesa Piotra Wojciechowskiego dołączyli dwaj partnerzy: Adam Bartosiewicz i Krzysztof Wysocki.

Wojciechowski został prezesem, ponieważ miał największe udziały. Ale zastrzega, że nie jest w firmie jedynym wizjonerem. Podkreśla, że udało się ją zbudować i rozwinąć dzięki wielu ludziom. Zresztą trudno stworzyć prawdziwie innowacyjne przedsiębiorstwo, jeśli nie da się innym swobody działania i nie stworzy twórczej, pełnej zaufania kultury pracy. – Trzeba tylko postawić jasne cele, a ludzie sami znajdą metody dojścia do nich – mówi.

Wspaniała przygoda

O powodzeniu w przemyśle zbrojeniowym decydują jakość, nowoczesność i funkcjonalność. Produkty muszą być odporne i działać także w bardzo trudnych warunkach klimatycznych, a przy tym nie mogą być przesadnie skomplikowane, żeby żołnierze poradzili sobie bez problemu z ich obsługą. Dodatkowe utrudnienie to mała liczba odbiorców. Dlatego trzeba bardzo precyzyjnie spełniać ich wymagania.

– To jest wspaniała przygoda, realizacja własnych ambicji. Moich działań nie determinuje tylko chęć zysku. Jesteśmy inżynierami elektronikami – uśmiecha się Wojciechowski. – Nie boimy się wyzwań. Chcieliśmy produkować profesjonalną elektronikę, a nie robić cokolwiek i konkurować ceną. Wytwarzać coś według własnego pomysłu i panować nad całym procesem.

Fakt, że po drodze udało się wykreować markę, która jest dobrze postrzegana (i kupowana) w kraju i za granicą, uważa za największą pochwałę dla konstruktora. – Oczywiście kieruję się też chłodną analizą możliwości rynkowych – dodaje Wojciechowski-biznesmen.

Jego firma specjalizowała się w systemach wspomagania artylerii, a potem, we współpracy z Wojskowym Instytutem Technicznym Uzbrojenia w Zielonce, stworzyła zautomatyzowany system Topaz do kierowania ogniem artylerii. W 2003 r. podpisała pierwszy kontrakt na jego dostawę dla 10 dywizjonów artylerii w Polsce. System służył też w Afganistanie do ochrony baz wojskowych. Dobrze się sprawdził.

– Po pierwszych próbach przeciwnicy zrezygnowali z ataków – wspomina Wojciechowski i zaznacza, że polska artyleria, bardzo skuteczna, jest obecnie wspomagana cyfrowo, czyli najnowocześniejsza w Europie.

Brawurowa transakcja

Kontrakt na Topazy, pierwszy tego typu z krajową firmą prywatną, dał przedsiębiorstwu WB Electronics impuls do rozwoju. Na tyle silny, że w 2010 r. przejęło ono znacznie większy od siebie, ale znajdujący się w stagnacji, państwowy Radmor. To było głośne wydarzenie w branży.

– Zapłaciliśmy ponad 120 mln zł. Na pewno więcej, niż pierwotnie zamierzaliśmy, ale nie żałujemy. Zakład ma wielkie perspektywy. Uzyskujemy też potężny efekt synergii – mówi Wojciechowski. Nie kryje zadowolenia, że udało się tchnąć w Radmor nowe życie: – Polska gospodarka też nie straciła.

W ciągu pięciu lat zysk netto nowego nabytku wzrósł ok. 10 razy. Przedsiębiorstwo stało się ważnym centrum produkcyjnym dla całej grupy WB Electronics. Opracowano szczegółowy plan wdrożenia w nim nowych technologii i produktów, zmieniono strukturę kosztów, wzrosła efektywność pracowników. Radmor ze zwykłego producenta, bazującego na licencjach, przekształca się w innowacyjną firmę rozwijającą własne wyroby. Jego nowe radiostacje nie ustępują najlepszej konkurencji.

W tym samym czasie firma WB Electronics opracowała zaawansowany system łączności Fonet, oparty na systemie operacyjnym Linux, który można konfigurować według własnych potrzeb. Montowany jest w produkowanych w Polsce Rosomakach. Licencję na niego kupiła też znana amerykańska firma Harris, sprzedano go poza tym armii szwedzkiej, węgierskiej, słowackiej, zainteresowani są Hindusi. – To obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich systemów na rynku wojskowym – nie kryje dumy Wojciechowski.

Grupa rozwijała się zresztą także poprzez konsekwentne zakupy spółek teleinformatycznych: Areksu i startupu MindMade. Nieco wcześniej, bo w 2009 r., przejęła firmę Flytronic, produkującą bezzałogowe systemy latające. One też sprzedawane są polskiemu wojsku i na eksport zarówno jako gotowe produkty, jak i technologie. W Wietnamie np. lata już kilkanaście platform  powietrznych zbudowanych przez dronową część biznesu Wojciechowskiego wspólnie z tamtejszym partnerem.

Ale nie samą pracą człowiek żyje. Przede wszystkim Piotr Wojciechowski stara się poświęcać nieliczne wolne chwile najbliższym. Jest przekonany, że bez wsparcia rodziny „sukces w poważnym biznesie nie jest możliwy”. 

Namiętnie też gra w kręgle. Jest prezesem klubu bowlingowego, jego drużyna występuje z sukcesami w ekstraklasie, a on zdobył trzy lata temu 2. miejsce w pucharze Polski. – Kula porusza się po łuku i trzeba sobie wyobrazić, w jaki sposób rzucić, żeby trafiła w odpowiednie miejsce – opowiada z błyskiem w oku. 

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty