Motoryzacja

Czas na wymianę

Nowy samochód dla najmniejszych firm to spory wydatek, a dla tych nieco większych – ważna inwestycja. Czy warto więc czekać na początek nowego roku, by dokonywać zmian we flocie? No i na co zwracać uwagę, wybierając auto?

Polski rynek wytworzył dość szczególne zjawisko, nieznane w innych krajach Europy: swoistą cezurę wieku auta, którą jest przełom roku. Na Zachodzie liczy się głównie data pierwszej rejestracji, u nas – produkcji. To nic, że samochód zjedzie z taśmy 29 grudnia. I tak 2 stycznia będzie już „rocznym” wozem, którego nikt nie kupi za pełną cenę. Bo po co komu „stare” auto? Na tym przedziwnym zjawisku tracą importerzy  i dilerzy, ale zyskują klienci. I to całkiem sporo. 

– Z punktu widzenia niedużej firmy zakupy pod koniec roku wydają się korzystne, bowiem rabaty wy­przedażowe są wtedy znaczne. Jeśli kupowane auto będzie użytkowane przez 6–7 lat, warto z nich skorzystać – sądzi Marcin Wysocki, kierownik sprzedaży flotowej w Volkswagenie. Jeśli jednak myślimy o sprzedaży samochodu po 2–3 latach, można rozważyć zakup egzemplarza wyprodukowanego już w nowym roku. 

– Małe firmy są bardziej elastyczne jeśli chodzi o zakup samochodów i często korzystają z tego, poszukując najatrakcyjniejszej cenowo oferty przy pojedynczych zakupach – dodaje Grzegorz Sokalski, szef działu sprzedaży flotowej w Hyundaiu. – Z drugiej strony większe przedsiębiorstwa biorą pod uwagę takie rzeczy, jak całkowity koszt użytkowania (TCO), umowy leasingowe oraz kontrakty serwisowe. Wówczas cykl wymian jest z góry zaplanowany i rozłożony na cały rok. 

– Im większa firma, tym mniej ważna jest data wymiany samochodów – potwierdza Tomasz Koter, kierownik sprzedaży flotowej w Skodzie. – Duże floty mają zresztą stałe rabaty nieuzależnione czasowo – dodaje. Poza tym, na co zwraca uwagę Mirosław Sochacki, szef sprzedaży flotowej w Toyocie, w niektórych firmach rok rozliczeniowy trwa od 1 kwietnia do 31 marca. W takim przypadku wymiany floty dokonuje się kilka miesięcy po Nowym Roku.  

Bezpieczeństwo w standardzie

Choć cena wciąż odgrywa kluczową rolę, nabywcy samochodów coraz częściej zwracają uwagę również na ich wyposażenie, wybierając z listy opcji elementy wpływające zarówno na komfort, jak i na bezpieczeństwo. – Wyposażenie standardowe samochodów flotowych znacząco się zmieniło w ciągu ostatnich 10 lat – podkreśla przedstawiciel Hyundaia. – Dziś wszystkie auta mają radio, klimatyzację, a coraz częściej zestaw głośnomówiący łączący się z telefonem przez Bluetooth oraz czujniki parkowania. 

To, jak bogate jest wyposażenie samochodu, zależy oczywiście od segmentu. – Zazwyczaj małe auta mają tylko klimatyzację i radio. Rzadko wybierane są dodatkowe, elektroniczne systemy bezpieczeństwa, choć wszystkich namawiamy przynajmniej na fabryczny zestaw głośnomówiący – mówi Marcin Wysocki. Na pokładzie zawsze są też systemy ABS, ESP oraz poduszki powietrzne, bo to elementy, które wchodzą w skład standardowego wyposażenia wymaganego przez unijne przepisy. 

Więcej dodatków znajdziemy w autach kompaktowych, takich jak np. Ford Focus lub VW Golf. Przedstawiciel niemieckiej marki wymienia fabryczny zestaw głośnomówiący, czujniki parkowania, system alarmowy, a nawet reflektory bi-ksenonowe, które dają o wiele lepsze światło niż tradycyjne żarówki halogenowe, a np. w Golfie kosztują tylko 1400 zł (jeszcze kilka lat temu „ksenony” oznaczały wydatek rzędu kilku tysięcy złotych). Dopiero w samochodach klasy średniej, takich jak Toyota Avensis czy Opel Insignia, pojawia się coraz więcej nowoczesnych rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa na drodze. – Najpopularniejsze systemy to aktywny tempomat, czujniki parkowania oraz system głośnomówiący – wymienia menedżer ze Skody. 

W Toyotach z kolei najważniejsze systemy elektroniczne zgrupowano w jeden pakiet nazwany Safety Sense. W jego ramach otrzymamy układy: wczesnego reagowania w razie ryzyka zderzenia (ostrzeganie kierowcy i samoczynne hamowanie), ostrzegania o niezamierzonym opuszczaniu wyznaczonego pasa ruchu, rozpoznawania znaków drogowych (np. ograniczenia prędkości i zakazy wyprzedzania) oraz automatyczne światła drogowe. – Zestaw najnowszych technologii udało nam się wprowadzić do oferty w standardzie albo za symboliczną opłatą nawet do najmniejszych modeli Toyoty – mówi Mirosław Sochacki. – To dopłata porównywalna z tą za lakier metalizowany. 

Tego typu promocje, mające zachęcić klientów do wyboru nowoczesnych rozwiązań, proponuje również Volkswagen, który w nowym Passacie – jednej z najlepszych limuzyn klasy średniej – oferuje reflektory LED. Zapewniają one jeszcze lepsze światło niż ksenonowe. Ustępują właściwie jedynie lampom laserowym, które mają jednak status nowatorskiego rozwiązania i stosowane są tylko w najbardziej luksusowych limuzynach kosztujących setki tysięcy złotych. W Passacie światła ledowe połączono z fabryczną nawigacją w ramach specjalnego pakietu Business. Marcin Wysocki dodaje, że decyduje się na niego już 95 proc. wszystkich klientów. 

W Fordzie Mondeo, który uważany jest za jednego z głównych rywali Passata, też można mieć reflektory ledowe (tyle że kosztują ponad 5 tys. zł) oraz komplet elektronicznych pomocników, jak np. automatyczne hamulce, tempomat z radarem czy też system ostrzegający o pojeździe znajdującym się w tzw. martwym polu. Ford ponadto już zapowiada na początek 2016 r. interesujące promocje obejmujące także rozmaite elementy wyposażenia dodatkowego. Podobnie zresztą jak należące do francuskiego koncernu PSA marki Citroën i Peugeot. 

Ekologiczne, czyli oszczędne

Każdy z producentów, reklamując swoje samochody, oprócz bezpieczeństwa zwraca też uwagę na oszczędne gospodarowanie paliwem. – Emisja dwutlenku węgla jest pochodną średniego spalania – wyjaśnia kierownik sprzedaży flotowej w Volkswagenie. – Czyli auta o niższej emisji CO2 zużywają mniej paliwa, co przekłada się na niższe koszty użytkowania – dodaje. A te przecież dla prowadzących firmy są zawsze niezwykle istotne, nawet jeśli nie zwracamy wielkiej uwagi na zmiany klimatyczne lub nie wiążemy ich z działalnością człowieka. 

Polska jest jednak jednym z niewielu krajów Unii Europejskiej, w którym opodatkowanie aut nie jest bezpośrednio powiązane z emisją dwutlenku węgla. – Niejako w efekcie normy emisji nie są istotnym elementem branym pod uwagę przez firmy przy wyborze samochodu – dodaje menedżer flotowej sprzedaży z Toyoty. – Wyjątkami są koncerny o zasięgu międzynarodowym, w których normy te wpisane są w politykę zakupową. 

– W Polsce faktycznie nie ma korzyści związa- nych z rejestracją samochodów o niskiej emisji CO2 – podkreśla szef działu sprzedaży flotowej w Hyundaiu. Inaczej niż w krajach Europy Zachodniej, gdzie firmy kupujące najbardziej oszczędne samochody mogą liczyć na ulgi przy rejestracji, niższe podatki czy wręcz dopłaty za zakup najbardziej ekologicznych modeli. – Miejmy nadzieję, że UE wymusi również na Polsce wprowadzenie zachęt dla klientów, by kupowali nowe, przyjazne środowisku pojazdy – podsumowuje Grzegorz Sokalski. 

A może hybryda

Nowe przepisy mogłyby pobudzić rynek nabywców zainteresowanych najnowszymi technologiami, czyli samochodami hybrydowymi, elektrycznymi albo nawet na ogniwa paliwowe zasilane wodorem. Tymczasem w Polsce firmy mają raczej konserwatywne podejście do wyboru rodzaju napędu. – Na wybór wersji silnikowej ma wpływ przewidywany sposób użytkowania danego pojazdu – mówi Marcin Wysocki. – Jeśli samochód to forma bonusu dla pracownika, a przebiegi nie są duże, to najczęściej wchodzi w grę wersja benzynowa, jeśli planujemy duże przebiegi w mieście – warto rozważyć hybrydę, a jeśli auto  spędza dużo czasu w trasie, najlepiej postawić  na nowoczesny silnik wysokoprężny. 

Do zakupu hybryd zachęca też przedstawiciel Toyoty, która od wielu lat promuje ten rodzaj napędu, a niedawno przedstawiła kolejną generację Priusa – najlepiej sprzedawanego auta tego typu na świecie. Mirosław Sochacki twierdzi, że jeśli weźmie się pod uwagę łączne koszty eksploatacji, może się okazać, że droższy w zakupie samochód po kilku latach będzie w rzeczywistości tańszy po uwzględnieniu wszystkich wydatków i ceny odsprzedaży. Chodzi tu o relatywnie drogie hybrydy Toyoty, których ważną cechą z punktu widzenia firm jest prosta i niezawodna konstrukcja zespołu napędowego, w którym nie ma elementów narażonych na szybkie zużycie (takich jak sprzęgło w tradycyjnych samochodach z ręczną skrzynią biegów). Hybrydy – choć o bardziej skomplikowanej budowie – oferuje zresztą coraz więcej producentów m.in. Ford, Volkswagen, Volvo, Audi, Mercedes, Porsche czy BMW. 

Ze względu na prostą konstrukcję jeszcze bardziej niezawodne, przynajmniej pod względem mechanicznym, są samochody na prąd. W Polsce pojawia się ich coraz więcej. Bardzo wysokie ceny zniechęcają jednak firmy do zakupu takich pojazdów, mimo że są one bardzo tanie w eksploatacji. – Istotnie, rynek aut elektrycznych w Polsce jest na początku drogi, ale rok do roku rośnie w tempie niemal 300 proc. – zauważa kierownik sprzedaży flotowej w Volkswagenie. 

Ta niemiecka marka obecnie sprzedaje dwa elektryczne modele: e-Up! i e-Golf. Ten drugi niewiele różni się od swego odpowiednika z tradycyjnym napędem i świetnie sprawdza się jako miejski środek transportu. Tyle że bez dopłat rządowych po takie samochody mało kto sięga. – Na razie to innowacja, na którą mogą sobie pozwolić przede wszystkim firmy zainteresowane ekologią albo nowościami technologicznymi, jak również zamożni klienci indywidualni – mówi Grzegorz Sokalski. 

Zarządzanie flotą

Wracamy zatem do najważniejszej cechy samochodów, na którą zwracają uwagę firmy: do ceny. Tyle że w przypadku przedsiębiorstw chodzi raczej o łączny koszt eksploatacji oraz o to, by utrzymać auto w pełnej sprawności. Tak, by na siebie zarabiało. – Klienci flotowi coraz częściej chcą płacić za mobilność, a nie za samochód – wyjaśnia Marcin Wysocki. – Dlatego bardzo ważna jest dobra oferta finansowa. 

Volkswagen proponuje np. leasing operacyjny, w którego ramach klient spłaca utratę wartości pojazdu, a jego wartość końcowa gwarantowana jest przez Volkswagen Leasing. Po zakończeniu leasingu można odkupić auto, stworzyć nową umowę leasingową albo wybrać nowy model. W większości firm zainteresowanych flotową sprzedażą dostępne są także pakiety serwisowe i obejmujące przedłużoną gwarancję. 

– Coraz częściej firmy korzystają też z wynajmu długoterminowego – dodaje Grzegorz Sokalski. – Wówczas koszt leasingu to rata finansowa, serwis, ubezpieczenie i obsługa zarządzania. Szef flotowej sprzedaży w Hyundaiu dodaje, że obecnie nawet firmy z sektora MSP coraz częściej korzystają z ofert firm CFM, czyli zajmujących się właśnie zarządzaniem flotą. Rośnie też wiedza z tego zakresu wśród menedżerów małych i średnich firm. – Nawet nieduże firmy zaczynają już liczyć łączny koszt eksploatacji, a więc uwzględniają takie elementy jak ubezpieczenie, przeglądy czy finansowanie zakupu – mówi Tomasz Koter ze Skody. 

Czy warto zatem polować na okazje, jakie dilerzy i importerzy poszczególnych marek szykują na przełom starego i nowego roku? Jeśli kupujemy auto jako firma – niekoniecznie. W praktyce dobre oferty, obejmujące korzystny leasing lub długoterminowy wynajem, można znaleźć przez cały rok. Ceny zakupu, w przypadku firm, nie zawsze są najważniejsze. 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?