Nowe Technologie

Komputer na biurko

Miniaturowy komputer PC, duża wieża pod biurkiem, maszyna scalona z monitorem w eleganckiej obudowie? Jakiego „peceta” wybrać do pracy w biurze? A może sięgnąć po modnego Maca? Kiedyś było łatwiej...

Niegdyś pod biurkiem stawiało się wieżę, z której kilka kabli biegło do urządzeń peryferyjnych. Wydajność nie była kluczowa, bo pod kontrolą MS DOS – systemu operacyjnego poprzedzającego Windows – większość aplikacji i tak działała bez zarzutu, przeważnie tylko w trybie tekstowym. Teraz jest inaczej: na półkach sklepowych i w internetowych witrynach producentów czy sprzedawców sprzętu widzimy najprzeróżniejsze urządzenia zapakowane w obudowy w najrozmaitszych kształtach i kolorach. Ich wydajność ledwie umożliwia komfortową obsługę edytora tekstu i przeglądarki internetowej albo – z drugiej strony – są zdolne do przeliczania skomplikowanych, trójwymiarowych animacji w czasie rzeczywistym. Jedne za niespełna tysiąc złotych, inne w cenie niezłego samochodu. Czym więc się kierować, wybierając komputer do firmy?

Windows, Linux, MacOS, ChromeOS?

Pierwsze pytanie powinno brzmieć: Czego potrzebujemy? Zwykle jednak zaczyna się od: Mac czy PC? A jeśli „pecet”, to z Windowsem czy z innym systemem operacyjnym, jak jeden z wariantów Linuxa lub promowany przez Google ChromeOS?

– Wybór systemu operacyjnego zależy głównie od zadań użytkownika, a tym samym – programów i aplikacji, z jakich korzysta – mówi Marcin Blonkowski, dyrektor działu projektów w Komputronik Biznes. – Najbardziej uniwersalne rozwiązanie to system Microsoftu dający dostęp do dużej liczby aplikacji. Jego zastosowanie wiąże się jednak z większymi kosztami licencyjnymi.

Pod tym względem Linux to tańszy wybór, który warto rozważyć, jeżeli pracownicy korzystają z niewielu aplikacji dających się uruchomić w tym środowisku. Jednak zarządzanie infrastrukturą zbudowaną na bazie Linuxa wymaga od specjalistów IT większych kompetencji, a to z kolei może oznaczać wyższe koszty zatrudnienia. 

Inna możliwość to rozwiązania Apple, które – dzięki swojej wydajności i jakości – sprawdzą się podczas pracy z obróbką muzyki czy grafiki oraz przy przygotowywaniu publikacji.

– MacOS to system bardziej intuicyjny, stabilny i przyjemniejszy w użytkowaniu niż choćby Windows – zachwala Piotr Błoniarz, dyrektor handlowy Max Computers. – Cicha praca, dobre chłodzenie, wygląd, jakość wykonania i system operacyjny to główne atuty Apple’a, które odróżniają tę markę od konkurentów i wpływają na komfort pracy.

Tyle że wiele osób przyzwyczajonych do Windowsa z trudem akceptuje inny sposób obsługi aplikacji czy brak ulubionych programów.

– Warto wspomnieć o nowym graczu, jakim jest ChromeOS bazujący na Linuksie. Niektóre instytucje lub przedsiębiorstwa decydują się właśnie na niego, chcąc skorzystać z bezpłatnych aplikacji i ekosystemu dostarczanego przez firmę Google – mówi Sebastian Sierzpowski, commercial business division manager w Asus Polska. Przytacza też badania Gartnera z 2014 r., według których na całym świecie sprzedano 5,7 mln urządzeń z ChromeOS, a głównym odbiorcą Chromebooków okazał się sektor edukacyjny, gdzie trafiło ich aż 85 proc. Według Sierzpowskiego jako pierwszy do systemu Google przekonał się w Polsce Uniwersytet Śląski, który kupił od Asusa aż 460 laptopów z ChromeOS.

Sprzęt to co innego

Wybór systemu operacyjnego to kwestia przyzwyczajeń, potrzeb, stopnia zaawansowania użytkowników, a także gotowości do poniesienia kosztów związanych z licencjami. Sprzęt to co innego. Tu chodzi o wygodę, możliwości rozbudowy, ale także... o wygląd. 

– Jeśli komputer ma pełnić specjalistyczną funkcję i posiadać bardzo dużą wydajność, trzeba sięgnąć po tradycyjny PC – radzi Blonkowski. – Jeżeli zaś wymagania użytkownika nie są wygórowane, można rozważyć zakup MiniPC lub All-in-One, porównywalnych pod względem kosztów i wydajności.

Komputery All-in-One (w skrócie AiO) to po prostu monitor – zwykle o dość dużej przekątnej, rzędu co najmniej 22 cali – w jednej obudowie scalony z elektroniką komputera. Zaletą tego rozwiązania, szczególnie jeśli korzystamy z bezprzewodowych klawiatury i myszy oraz sieci Wi-Fi, jest idealny porządek w okablowaniu – potrzebne jest jedynie podłączenie do gniazdka elektrycznego.

Łukasz Rutkowski z Lenovo twierdzi, że konstrukcje AiO wybierane są głównie ze względu na ich nowoczesną formę, która sprawia, że dobrze sprawdzą się w miejscach, w których priorytetem jest to, jak sprzęt się prezentuje – w punktach sprzedaży, kinach, teatrach, centrach handlowych.

– Komputery AiO wykorzystywane są także przez wiele instytucji państwowych i firmy korzystające z technologii Digital Signage, czyli z pokazywania informacji multimedialnych i reklam na dotykowych wyświetlaczach. Na przykład na dworcach czy lotniskach – dodaje Sierzpowski.

Zaletą AiO jest też oszczędność miejsca i energii, natomiast wadą – niemal całkowity brak możliwości ich rozbudowy w miarę potrzeb. Najczęściej zostajemy z konfiguracją zamówioną przy zakupie. Tylko niektóre z AiO pozwalają na wymianę dysku twardego na bardziej pojemny albo zastąpienie dysku mechanicznego szybkim SSD. Niekiedy można też rozbudować pamięć, dodając chipy. Podobnie jest zresztą w przypadku MiniPC, czyli „pecetów” umieszczonych w bardzo małej obudowie. Niektóre z nich można np. zamontować z tyłu monitora, ograniczając plątaninę kabli. Ale w większości biurowych zastosowań wydajność takich maszyn jest wystarczająca.

– Niestety, minusem jest to, że w przypadku awarii jakiegokolwiek komponentu w komputerach AiO, łącznie z monitorem, całość jest niedostępna – mówi Blonkowski. – Jeśli chodzi o MiniPC, uszkodzenie samego monitora nie zmusza do oddania całego urządzenia do serwisu.

Domek z klocków

Na szczęście AiO i MiniPC nie są awaryjne. Podobnie zresztą jak desktopy, które buduje się jednak niczym domek z klocków, dobierając poszczególne podzespoły według potrzeb: samodzielnie lub zlecając to wyspecjalizowanemu producentowi. Nad doborem komponentów warto się dobrze zastanowić.

– Graficy lub projektanci powinni mieć dostęp do największej możliwej wydajności, co zapewni tylko klasyczny komputer stacjonarny i odpowiedni monitor – mówi Sierzpowski. – To jednak wąska grupa użytkowników.

Mając tradycyjnego „peceta”, można łatwo zmienić jego zastosowanie, bo w obudowie takiej maszyny znajdują się odrębne, wymienne komponenty, począwszy od płyty głównej, poprzez procesor, układy pamięci, po kartę graficzną, która może być zintegrowana na płycie głównej albo do niej podłączona. Odpowiednio zmieniając te podzespoły, łatwo przekształcimy komputer przeznaczony do prostych zadań biurowych w maszynę idealną do obsługi obszernych baz danych, a nawet w profesjonalną stację do obróbki grafiki lub montażu filmów. Co prawda transformacja powolnego terminala w szybki „superpecet” sprawi, że z początkowej konfiguracji zostanie właściwie tylko obudowa. Nawet zasilacz trzeba będzie wymienić na mocniejszy.

– Klienci biznesowi najczęściej zwracają jednak uwagę na niezawodność i trwałość, które gwarantują tzw. ciągłość biznesową – zwraca uwagę Maciej Polak, PC business development manager z Lenovo.

Parametry

A jak dobrać parametry komputera, by spełniał te oczekiwania? Sebastian Sierzpowski uważa, że do przeglądania internetu i prac biurowych wystarczy komputer z 4 GB pamięci operacyjnej, dyskiem o pojemności 500 GB, procesorem Intel i3 oraz zintegrowaną grafiką. Przyda się też port USB 3.0, dzięki któremu można szybko przenieść dane na zewnętrzny nośnik. A ekran? W przypadku komputera stacjonarnego przekątna równa 20 cali to obecnie minimum. Marcin Blonkowski dodaje, że nawet typowo biurowy komputer warto wyposażyć w dysk SSD, dzięki któremu zauważalnie wzrasta szybkość pracy systemu operacyjnego i nawet podstawowych aplikacji, szczególnie tych wykorzystujących obszerne pliki z danymi (np. bazy danych i rozbudowane arkusze kalkulacyjne).

Co innego, gdy mowa o szybkich komputerach wykorzystywanych np. do pracy nad grafiką. – Potrzebny jest mocny procesor, np. 6-rdzeniowy Intel i7, a także dysk wykonany w technologii SSD – podkreśla Piotr Błoniarz. – Inne niezbędne cechy, jakimi powinien charakteryzować się wydajny desktop, to szybka karta graficzna, np. GeForce GTX 970, i minimum 16 GB pamięci operacyjnej.

Do tego zestawu dochodzi jeszcze profesjonalny monitor, np. Neca lub Eizo. Dobrze zresztą mieć co najmniej dwa ekrany, co zdecydowanie poprawia komfort pracy grafika czy montażysty. Oczywiście skompletowanie takiego „peceta” to wydatek rzędu co najmniej 10 tys. zł, plus niemałe koszty oprogramowania: systemu operacyjnego oraz aplikacji firmy Adobe, która właściwie jest teraz monopolistą na rynku profesjonalnego oprogramowania do obróbki grafiki, komputerowego składu czy montażu filmów (m.in. InDesign, Photoshop, Premiere).

Wybierając dla własnej firmy komputery składane z wielu podzespołów, warto jeszcze zastanowić się, czy zmontować je samodzielnie, powierzyć to wyspecjalizowanemu dostawcy czy wybrać gotowe desktopy jednego z renomowanych producentów, jak HP czy Dell.

– Kupując gotowe urządzenie, mamy pewność, że komputer w momencie zakupu dobrze działa i został optymalnie skonfigurowany, a wszystkie elementy są prawidłowo podłączone – podkreśla Maciej Polak. – Producent gwarantuje też, że w przypadku awarii autoryzowany serwis zlokalizuje i usunie źródło problemu.

Sierzpowski zwraca uwagę, że za czołowymi producentami przemawiają doświadczenie na rynku, rozbudowany serwis i pakiety gwarancyjne dostosowane do potrzeb klientów. – Najważniejszym kryterium wyboru producenta są cena i pakiety serwisowe – radzi z kolei Blonkowski. – Pod względem wydajności każdy będzie wypadał podobnie, a rozwiązania renomowanych marek na pewno będą droższe w porównaniu ze składakami.

Tak naprawdę, kupując sprzęt, musimy też uwzględnić towarzyszące mu usługi. Przynajmniej, jeśli chodzi o maszyny przeznaczone do pracy w firmie. 

 


Na co patrzą polskie firmy

Według sondażu firmy Lenovo, cykl życia sprzętu komputerowego w polskich przedsiębiorstwach to dwa do pięciu lat. Średnio co 3,8 roku wymienia się desktopy, a co 3,2 roku – laptopy. Nowy sprzęt ma mieć odpowiednie parametry techniczne (69 proc. odpowiedzi), korzystną cenę (67 proc.) i powinni go firmować renomowany producent (37 proc.) oraz dostawca (20 proc.). A np. na wygląd zewnętrzny zwraca uwagę zaledwie 2 proc. firm.


Mac czy PC?

W latach 80. spierano się o wyższość domowych komputerów Commodore nad Atari. Teraz o to, czy korzystać z produkowanych przez Apple Maców, czy sięgnąć po jeden z mnóstwa różnych modeli PC – pracujących pod kontrolą Windows lub innego systemu operacyjnego. Jednak oba wybory są dobre, choć w różnych okolicznościach. Poniżej, w telegraficznym skrócie, ich najważniejsze plusy i minusy.

MAC:

  • O wiele mniejsze możliwości precyzyjnego doboru konfiguracji (wyglądu komputera i jego podzespołów). Nabywca może wybrać tylko to, co proponuje firma z Cupertino. W ofercie są iMac (tzw. All-in-One), Mac Mini (odpowiednik MiniPC) i Mac Pro (klasyczna wieża).
  • Zwykle komputery z MacOS X kosztują więcej niż te z Windows, bo Apple nie ma konkurencji. Ale kupno Maca daje dostęp do dobrego wsparcia technicznego. Zepsuty komputer można np. zanieść do Apple Store, a jednym ze sposobów naprawy może być wymiana na nowy egzemplarz (czasem nowszej generacji).
  • Brakuje napędu Blu-ray, więc nie ma mowy o łatwym wykorzystaniu dużych nośników optycznych albo o odtwarzaniu z płyt filmów o jakości HD. Lecz od czego jest sklep iTunes...
  • Niewiele gier. Może nie jest to istotna cecha w przypadku komputera firmowego, ale czasem siedziba firmy jest w domu, a niektóre gry są ciekawsze niż filmy.
  • Mniej wirusów.

PC:

  • Większe możliwości konfiguracji poprzez dobór odpowiednich komponentów. Producenci PC oferują gotowe konfiguracje, ale tradycyjne wieże można składać z samodzielnie wybranych podzespołów.
  • Ogromna baza oprogramowania użytkowego i gier oraz najdziwniejsze zastosowania, jakie można sobie wyobrazić. Jeśli poszperać w internecie – zawsze coś się znajdzie, czasem za darmo. Na całym świecie miliony ludzi tworzą oprogramowanie dla komputerów PC. Co więcej, na Windows bez większych trudności działają zwykle stare programy, stworzone dla wersji tego systemu choćby sprzed dekady, które bywają nadal przydatne.
  • Większe narażenie na ataki wirusów. Mimo setek narzędzi do ich wykrywania, jeden czy dwa zawsze mają szansę się prześlizgnąć, gdy wejdziemy na niewłaściwą stronę i bezwiednie coś zaakceptujemy. Albo gdy klikniemy bezmyślnie na link z e-maila informującego o wielkim spadku od wujka z Mozambiku... Tyle że na głupotę ludzką jak dotąd nie wynaleziono lekarstwa. Ani aplikacji. 
Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?