Franczyza

Pod wspólnym szyldem

Rys. Rafał Szczepaniak

Od restauracji po szkoły, od sklepów odzieżowych po banki – trudno znaleźć branżę, w której nie funkcjonowałyby systemy franczyzowe. Biznes sieciowy robi furorę od ponad 20 lat, ale dopiero od niedawna, jak przekonują eksperci, franczyza w polskim wydaniu jest dojrzała i bezpieczna. 

Gdy w 1989 r. otwierano pierwszy w Polsce punkt działający na zasadzie franczyzy – perfumerię Yves Rocher w Warszawie przy ul. Chmielnej – nikt nawet nie przypuszczał, że udzielanie licencji na otwieranie biznesów pod sprawdzoną marką stanie się po latach prawdziwym hitem. Dziś – jak podają w swoim raporcie firma doradcza Profit System oraz portal Franchising.pl – w ramach mniej więcej 1100 sieci działa już ok. 67 tys. punktów franczyzowych. I nie przestaje ich przybywać.

– Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że ten rynek nasyci się, gdy liczba sieci sięgnie tysiąca. Jednak, jak na razie, wciąż nie widzę oznak wyhamowywania – przekonuje Arkadiusz Słodkowski, prezes Profit System i członek zarządu Polskiej Organizacji Franczyzodawców. – Myślę jednak, że niebawem nastąpi moment, gdy przybywać będzie przede wszystkim nowych placówek w ramach już istniejących brandów. 

Co roku oblężenie przeżywają także jesienne targi franczyzy w Pałacu Kultury i Nauki, podczas których można podszkolić się na warsztatach oraz poznać potencjalnych franczyzodawców.

– W tym roku liczba wystawców była o niemal 30 proc. większa niż w poprzednim. Franczyza w końcu trafiła pod strzechy i jest konceptem powszechnie znanym – dodaje Słodkowski, który na potwierdzenie swych słów przytacza zasłyszaną rozmowę, gdy 50-letnia na oko kobieta namawiała przez telefon koleżankę na wspólne przyjście na targi „franczyzny”, bo „wiesz, to dobry biznes jest”.

Przedsiębiorcze dążenia rodaków znajdują odbicie w licznych badaniach. Akademia Liderów Innowacji i Przedsiębiorczości Fundacja dr. Bogusława Federa twierdzi, że 67 proc. młodych Polaków chciałoby założyć firmę. Organizacja Pracodawców RP mówi, że pragnie tego 70 proc. całego społeczeństwa. Global Entrepreneurship Monitor podaje z kolei, że w Polsce 5,8 proc. dorosłych prowadzi własne firmy, ale aż jedna szósta deklaruje, iż w ciągu najbliższych trzech lat podąży ich śladem. I choć za owym porywem stoją różnorakie powody – zarówno chęć bycia niezależnym lub posiadania dodatkowego źródła dochodu, jak i wysokie bezrobocie czy niemożność powrotu na pełny etat po urodzeniu dziecka – to ważny jest fakt, że franczyza stała się jednym z prostszych sposobów, by pójść „na swoje”.

Rynek dojrzał

Dobrze pokazują to dane z raportu Profit System. W 2014 r. w naszym kraju aż 143 firmy rozpoczęły rozwój sieci franczyzowej – m.in. Duka, Sokółka Okna i Drzwi czy marki odzieżowe Pawo i Mon Amie. Liczba nowych punktów franczyzowych wzrosła w tym czasie o ok. 3 tys. Jak co roku, nie obyło się też bez porażek – z gry wypadły 63 marki.

– Tu zawsze droga wiodła w dwie strony. Odpadają systemy nowe, które nie przyjęły się na rynku albo popełniły błędy zarządcze. Ale taka sytuacja jest w biznesie czymś normalnym, a we franczyzie dodatkowo rzadkim – zauważa Arkadiusz Słodkowski.

Jest też czymś pozytywnym, bo oznacza, że potencjalni franczyzobiorcy z coraz większym profesjonalizmem podchodzą do planów biznesowych i coraz trudniej skusić ich obietnicami bez pokrycia.

– Na rynku nie ma miejsca na franczyzy przygotowane na pół gwizdka. Jest tylko kwestią czasu, kiedy rynek wypunktuje słabe strony takiego konceptu – dodaje Michał Wiśniewski, który w Profit System jest dyrektorem działu doradztwa we franczyzie.

Uważa też, że polski rynek franczyzy po ponad 20 latach w końcu osiągnął fazę dojrzałości. Co to oznacza? – Wypadnięcie z niego nieudolnych franczyzodawców, coraz większą gamę sprawdzonych konceptów biznesowych oraz rosnącą liczbę graczy z dużym doświadczeniem w udzielaniu licencji na biznes – wylicza.

Handel, gastronomia...

Królem franczyzy w Polsce jest niewątpliwie Eurocash. Należąca do tej firmy sieć sklepów spożywczych abc liczy już 7 tys. punktów. W rękach tego giganta są także marki Delikatesy Centrum, Lewiatan, Euro Sklep, Koliber czy Groszek, które również z powodzeniem wykorzystują do swej ekspansji franczyzę. Ten rozwój doskonale zresztą widać gołym okiem, wystarczy przejść się po kilku osiedlach.

– Kiedyś dużo było małych sklepików, kiosków, warzywniaków, które funkcjonowały jako drobne rodzinne biznesy. Większość z nich przystąpiła jednak do sieci, bo mając nad drzwiami znany szyld oraz pomoc ze strony franczyzodawcy w aranżacji sklepu czy dostawach towaru, łatwiej im utrzymać konkurencyjność i płynność finansową – opowiada Arkadiusz Słodkowski.

Z podobnych powodów franczyza opanowała też rynek apteczny, gastronomię czy sklepy wielkopowierzchniowe. Apteki Dbam o Zdrowie mają już 400 punktów, mocną pozycją cieszy się Grupa Muszkieterów, czyli sklepy Intermarché (223 punkty) i Bricomarché (114), a także McDonald’s (212), Biesiadowo (90) oraz Telepizza (85).

– Franczyza jest obecna przede wszystkim w handlu spożywczym i gastronomii, ale jeśli chodzi o usługi, to w minionym roku znacząco wzmocniła się reprezentacja firm z branży edukacyjnej – zauważa prezes Profit System. – Nie chodzi tylko o szkoły językowe, ale także sportowe, muzyczne czy placówki prowadzące zajęcia matematyczne.

Dialog partnerów

Powyższe wynika z coraz większej chęci rodziców do finansowania rozwoju swoich dzieci, ale inną przyczyną tego trendu może być niewielki wkład inwestycyjny konieczny do wejścia w taki biznes. Żeby zostać właścicielem szkółki Matplaneta, wystarczy mieć 6 tys. zł na opłatę franczyzową i dysponować lokalem, w którym mogłyby być prowadzone zajęcia. Franczyzobiorca TwojRobot.pl na rozpoczęcie działalności powinien mieć 30 tys. zł i lokal. Akademia Twórczego Rozwoju Bystrzak podaje z kolei, że do poprowadzenia szkółki wystarczy wykupić pakiet edukacyjny za 6,5 tys. zł. Opłata licencyjna jest stała i wynosi 590 zł miesięcznie.

Jak zauważają eksperci, zdecydowana większość potencjalnych franczyzobiorców jest gotowa zainwestować w biznes nie więcej niż 100 tys. zł. Dostrzegli to franczyzodawcy i niektórzy z nich już zrewidowali swoje wymagania finansowe.

– Na przykład kilkanaście lat temu minimalny poziom inwestycji w placówkę Telepizzy wynosił ok. 200 tys. zł, dziś jest to 150 tys. zł – mówi Arkadiusz Słodkowski. – Wystarczyło zmniejszyć wymagania co do powierzchni lokalu – dodaje.

Według niego kolejnym pozytywnym trendem, a zarazem dowodem na dojrzałość polskiego rynku franczyzowego, jest fakt, że coraz częściej w sytuacjach kryzysowych franczyzodawca jest skłonny prowadzić dialog z franczyzobiorcami. Gdy w danej branży zaczyna się kryzys, obie strony wspólnie pracują nad zmianami w menu, obniżeniem comiesięcznych opłat licencyjnych, chodzą po poradę do Polskiej Organizacji Franczyzodawców, zakładają Rady Partnerów.

Jeszcze 10 lat temu wydawało się, że niektórzy właściciele sieci jakby nie dostrzegali korelacji między sukcesem biorcy licencji a własnym powodzeniem. Dziś jest zupełnie inaczej. 

 


Amerykańskie korzenie

Za kolebkę nowoczesnego franchisingu uchodzą Stany Zjednoczone. Ten sposób funkcjonowania biznesu zaczął się tam rozwijać już w połowie XIX w. Pionierem był Izaak Singer, producent maszyn do szycia, który stworzył sieć dystrybutorów, mogących za opłatą sprzedawać jego produkty. Kilkadziesiąt lat później John S. Pemberton, twórca coca-coli, udostępnił swoją recepturę kilku rozlewniom napojów. Po II wojnie światowej franczyza zawojowała amerykański rynek gastronomii i usług, a w latach 60. tamtejsi franczyzodawcy rozpoczęli ekspansję na naszym kontynencie. W 2014 r. w USA funkcjonowało prawie 770 tys. placówek franczyzowych, a w 2015 r. już ponad 781 tys. punktów zatrudniających niemal 9 mln osób. W 2015 r. PKB wypracowany przez amerykański sektor franczyzowy wzrósł w stosunku do roku poprzedniego o 5,1 proc. – do 521 mld dol. 

Źródło: Franchising.pl, International Franchise Association „Franchise Business Economic Outlook for 2015”


Słowniczek

Franczyza (z ang. franchising) to system sprzedaży towarów, usług lub technologii oparty na ścisłej i ciągłej współpracy pomiędzy przedsiębiorcami: franczyzodawcą a franczyzobiorcami. Współpraca ta polega na prowadzeniu działalności gospodarczej pod szyldem franczyzodawcy, ale na ryzyko franczyzobiorcy. Istotne cechy takiej formy współpracy:

  • niezależność prawna, finansowa oraz organizacyjna franczyzodawcy i franczyzobiorcy (czego wyrazem jest m.in. posiadanie własnych kas rejestrujących)
  • trwały, kontraktowy stosunek umowny
  • przekazywanie franczyzobiorcy know-how w sposób ciągły, przez cały okres obowiązywania umowy
  • uiszczanie na rzecz franczyzodawcy opłat lub innych uzgodnionych świadczeń finansowych

Franczyzobiorca na podstawie umowy franczyzy prowadzi swoje przedsiębiorstwo pod marką i według koncepcji franczyzodawcy. W zamian za możliwość korzystania z jego znaków towarowych, know-how i metod prowadzenia działalności gospodarczej wnosi opłaty franczyzowe. Franczyzobiorca jest niezależny gospodarczo, prawnie i organizacyjnie od franczyzodawcy. Zaopatruje się u niego lub u innych dostawców na swój koszt i sprzedaje produkty lub usługi na własny rachunek.

Franczyzodawca w zamian za świadczenia pieniężne i na ściśle określonych w umowie franczyzy warunkach udziela franczyzobiorcom licencji na korzystanie ze swojego znaku towarowego i know-how oraz udostępnia im swoje metody prowadzenia działalności gospodarczej i wiedzę techniczną.

Źródło: Franchising.pl

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty