Ring

RING: Podatek obrotowy czy CIT

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha

Podatek CIT jest głupi także dlatego, że czyni cnotę z ponoszenia kosztów: im one większe, tym mniej przedsiębiorstwo zapłaci fiskusowi. Firma ma więc naturalną „motywację”, by je rozdmuchiwać, często zupełnie niepotrzebnie. 

Jean-Baptiste Say zauważył kiedyś, że nie ma podatków dobrych, są tylko mniej złe. Podatek przychodowy, popularnie zwany obrotowym, jest właśnie mniej szkodliwy. Przy nim CIT jest daniną głupią i nieefektywną. Przy nominalnej stawce 19 proc. jego faktyczna efektywność jest na poziomie 0,3–0,7 proc. Tyle, w porównaniu do przychodów i według oficjalnych danych Ministerstwa Gospodarki, płacą realnie firmy, które rozliczają się na zasadach CIT. 

Podatek ten jest też głupi dlatego, że czyni cnotę z ponoszenia kosztów: im one większe, tym mniej przedsiębiorstwo zapłaci fiskusowi. Firma ma więc naturalną „motywację”, by je rozdmuchiwać, często zupełnie niepotrzebnie. Żeby tak robić, wystarcza sama satysfakcja, że się wydało na siebie, a nie zapłaciło rządowi. 

Dlatego właśnie, mimo wzrostu gospodarczego w Polsce (a więc i wzrostu poziomu obrotów), udział tego podatku w dochodach publicznych co roku spada. Dziś to zaledwie niewiele ponad 4 proc. Z danych NIK dotyczących podatków (dwa raporty przez ostatnie kilkanaście lat) wynika również, że legalnie CIT w Polsce nie płaci od 60 do 80 proc. firm. Wykazują one straty lub koszty równe swoim dochodom. 

Przy podatku obrotowym urzędu skarbowego w ogóle to nie interesuje, bo struktura kosztów staje się wewnętrzną sprawą firmy. A przecież dzisiejsze pułapki, zastawiane na przedsiębiorców, dotyczą właśnie tej kwestii. Niby jest oficjalna lista, co można uznać za koszt uzyskania przychodu, ale w jej ramach zawsze da się firmę zaskoczyć, inaczej interpretując sens jakiegoś wydatku. Znikną też kombinacje w segmencie B2B, w rodzaju: „fakturę wystawimy poprzez oddział w innym państwie”. Nie ma dochodowego, więc opłaci się przeprowadzić transakcję w Polsce. A odbiorca towaru i tak będzie musiał z nim coś zrobić na terenie kraju i ponownie zapłaci podatek. 

Poza tym przy podatku obrotowym tańszy jest system poboru. Fiskus nie sprawdza żmudnie kosztów, a tylko sumę z faktur i czy dobrze naliczono od nich 1 proc. Według naszych obliczeń już taka stawka dałaby dwa razy większe wpływy do budżetu niż przy nominalnym 19-procentowym CIT. To powinno być zachęcające dla rządu, który zawsze martwi się o swoje dochody. Przy okazji uwolniłoby realną gospodarkę od ukrywania rzeczywistej skali i rentowności prowadzonych przedsięwzięć. Branże o niskiej rentowności w obecnym systemie z CIT (teoretycznie stratne, gdy obrotowy pochłonie większość ich marży) zmienią strukturę kosztów. 

Warto też wspomnieć, że chociaż nominalnie CIT jest dość niski, to w praktyce wiele uczciwych firm płaci znacznie więcej niż 19 proc. Udowodnił to choćby prof. Andrzej Blikle, wskazując, że minister finansów nie uznaje pewnych kosztów ponoszonych przez firmy i tym samym efektywnie płacą one więcej. 

Wszystkim tym, którzy mówią, że Unia Europejska na takie rozwiązanie nie pozwoli, odpowiem maksymą, jaką posłużył się niegdyś Stefan Kisielewski – zlikwidujmy socjalizm bez likwidacji jego nazwy. Nawet jeśli nazwa CIT koniecznie zostać musi, to wystarczy ustanowić ten podatek na poziomie 1 proc. i zlikwidować wszystkie pozycje kosztów, które można odliczyć. W praktyce oznaczać to będzie podatek obrotowy o wielkości 1 proc. Komisja Europejska takiego rozwiązania nie zabrania, bo 2-procentowy podatek od wydobycia dla KGHM jest właśnie podatkiem przychodowym. 


Maciej Bitner, główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych

Podatek obrotowy zabija firmy efektywne, premiuje zaś te, które mają małe obroty i wysokie marże, można rzec – ekskluzywne. Jednocześnie, jeżeli model wysokich obrotów i niskiej marży się sprawdza, to CIT zapewnia równowagę. 

Jeśli porównamy podatek dochodowy z obrotowym, ten pierwszy wypada zdecydowanie lepiej. Jak wskazuje sama jego nazwa, wysokość daniny zależy tylko od tego, jakie firma przynosi dochody. Nie mają znaczenia jej model biznesowy, branża czy rentowność. 

Jeśli chodzi o podatek obrotowy, zacznę od tego, że – z punktu widzenia konsumenta – najlepsza firma to ta, która ma duży obrót i niską marżę. Jest to esencja efektywności ekonomicznej, czyli zasady „duży obrót, mały zysk”. Oczywiście są od niej wyjątki, ale większość ekonomistów uważa ją za słuszną, gdyż prowadzi do maksymalizacji nadwyżki dla konsumenta. Efekt skali pozwala zarabiać na pojedynczym kliencie bardzo mało (wiec konsument może kupować tanio), ale przedsiębiorstwo sporo zyskuje dzięki dużemu wolumenowi sprzedaży. Jeśli jednak wprowadzimy, powiedzmy, 2 proc. podatku obrotowego, a firma pracuje na marży w wysokości 3 proc., to ona po prostu zniknie, nawet gdy z punktu widzenia klienta jest bardzo efektywna. Takie firmy podatek obrotowy zabija, premiuje zaś te, które mają małe obroty i wysokie marże, można rzec – ekskluzywne. Jednocześnie, jeżeli model wysokich obrotów i niskiej marży się sprawdza, to CIT zapewnia równowagę. Wszyscy zarabiają i każdy oddaje państwu taki sam ułamek tego, co zyskał. Widać więc, że podatek obrotowy jest szkodliwy. I to nie przypadek, że na świecie jest bardzo rzadko stosowany, zakazuje go też UE. 

Kolejny problem z podatkiem obrotowym polega na tym, że sprzyja on integracji pionowej firm. Jeżeli płacą go wszystkie przedsiębiorstwa (a tak by było, gdyby miał zastąpić CIT), to firmom opłaca się przejmować podwykonawców, gdyż w ten sposób znika jedna „warstwa” płatników podatku od obrotu. Taka integracja, podyktowana względami podatkowymi, a nie efektywnościowymi, niekoniecznie sprzyja biznesowej efektywności. A to przecież ona powinna być głównym kryterium tego, czy dane firmy się połączą czy podzielą. 

Oczywiście rozumiem zarzut, że podatek CIT można obejść. Niemniej zagraniczna firma, wykazująca zyski w centrali, i tak go zapłaci, tyle że w innym miejscu. Taki manewr „obchodzenia” jest więc mało interesujący, no chyba że uwzględnimy transfery poprzez raje podatkowe. Ale z tym bywa różnie – kraje cywilizowane cały czas z tym walczą, a ponadto skala takich operacji (np. z Polski na Cypr) jest jednak mitologizowana.

Pamiętajmy też, że system podatkowy musi być domknięty, kompletny. Żeby nie było możliwości dokonywania prostych nadużyć. Na przykład ktoś udaje, że prowadzi firmę, a tak naprawdę – świadczy pracę. Likwidacja CIT sprawi, że wiele osób będzie zakładało niby-firmy, w praktyce dalej tak samo pracując. Wszystko po to, aby płacić minimalny podatek obrotowy, będąc w rzeczywistości na etacie. W tym czasie inni pracownicy, wykonujący podobne obowiązki, będą obciążeni podatkiem PIT. To postawi zwykłych ludzi w bardzo nierównej sytuacji. 

Zamiana podatku dochodowego na obrotowy stworzy więc lukę w systemie, która stanowić będzie problem nie do rozwiązania. Chyba że zlikwidujemy równocześnie PIT. Byłaby w tym pewna konsekwencja, ale pomysł to raczej nierealny, bo wprowadzenie go w życie spowodowałoby drastyczny spadek przychodów do budżetu. Nie widzę więc możliwości zastąpienia CIT podatkiem obrotowym.

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty