Liderzy

Stylem wyzwalam emocje

Jakub Chmielniak. Fot. Filip Miller

W tej opowieści jest kilka zaskoczeń. Pierwsze: Jakub Chmielniak. Bardzo rozsądny facet tworzy zwariowaną odzież. Ale przecież bez umiejętności trzeźwego osądu, dzięki samej tylko fantazji, nie można liczyć na sukces. Do tego na taką skalę.

Drugie zaskoczenie: Jakub jest bardzo młody. Uruchomił swój biznes cztery lata temu, a jego marka Mr. Gugu & Miss Go – mimo wyjątkowej konkurencji w branży – jest niemal od początku istnienia kupowana na całym świecie. Obroty w Polsce wynoszą zaledwie kilka procent całkowitych. Kolejne zaskoczenia? To wzory kolekcji ubrań i akcesoriów – w towarzystwie Mr. Gugu & Miss Go nikt nie ma prawa się nudzić. Są jaskrawe, wypełnione oryginalnymi nadrukami, burzące odzieżowe kody. Jakub wymienia najbardziej popularne serie wzorów: galaktyki, hamburgery, pandy, kolorowe koty. Są też np. motywy ze słynnych dzieł sztuki i nawiązujące do ikon popkultury. Do tej pory powstało ok. 700 grafik przełożonych na kilkadziesiąt różnych form.

Tworzę firmę „na długie trwanie”

Styl Gugu uderza w wysokie tony. Według deklaracji jego twórcy kreuje „człowieka Nowej Ery”. W tym przekazie jest jednak mrugnięcie okiem, dowcip, dobra zabawa. – Eksploatujemy rozmaite estetyki, ale generalnie chodzi nam właśnie o wywołanie uśmiechu, o pozytywny odbiór. Chcemy wyzwalać emocje i być kochani. Jednocześnie unikamy kontrowersji w jakimś mocnym sensie. Nie jest potrzebna na co dzień, a może zaszkodzić. Zostawmy Bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie – stwierdza Jakub.

Jego marka znajduje fanów i klientów z różnych kręgów kulturowych i religijnych. To przede wszystkim nastolatki i młodzi dorośli, przy czym za granicą jest nieco więcej niż w Polsce starszych klientów, po 20. roku życia. – Dla tych mniej odważnych, którym podoba się nasz styl, mamy ofertę z ograniczoną liczbą kolorów – mówi Jakub.

Sprzedaż odbywa się przede wszystkim online, ale są też stacjonarne sklepy – wizytówki firmy. Jeden w Warszawie i dwa franczyzowe w Omanie i Santiago de Chile. Były też pop-upy w Londynie, Berlinie i Paryżu – takie „sklepy na chwilę”, które zamyka się po wyprzedaży zaprojektowanej specjalnie kolekcji. Zaspokajają potrzeby klientów związane z oryginalnością produktu. 

Od początku wiedział, że jego firma nie może być lokalna. Niektórzy planują: „Zaczniemy w Polsce, a potem...”. Nie! Po co jest Unia, internet?

Twórca marki wspomina swe początkowe obawy. Startując, nie miał pojęcia o modzie i branży odzieżowej, ba, nie znał żadnego przedsiębiorcy, na którym mógłby się wzorować i prosić o radę. Zastanawiał się też, czy tak wyraziste produkty nie okażą się jedynie doraźnym przedmiotem pożądania, na jeden–dwa sezony, czy uda im się na stałe wpisać w krajobraz i czy zapewnią stabilność firmie. Obawy szybko się rozwiały. A Jakub po prostu zawziął się i nie odpuszcza do dziś. Odkrył też, że rozwijanie firmy w ogóle go nie męczy, a przeciwnie, nakręca. – Nie wiem, gdzie będę za 10 dni, ale myślę o tym, gdzie znajdę się za 10 lat. Nie spełniam tymczasowo swoich potrzeb materialnych, tylko tworzę firmę „na długie trwanie”. Zatrudniam 80 osób i pracuję razem z nimi – mówi, dodając, że cała produkcja i pozyskiwanie materiałów odbywają się w Polsce.

Żaden wzór nie będzie zastosowany bez jego akceptacji. Dawniej niektóre nawet projektował. Dziś skupia się na określaniu kierunków i usprawnianiu organizacji. Dużo podróżuje. Często jest w krajach azjatyckich, gdzie możliwości sprzedaży są ogromne. – Osobiście wolę ubrania monochromatyczne, ale po lotniskach w Azji śmigałem ostatnio w naszej bluzie z kapturem – opowiada. Nie chce mówić o dochodach.

Sprzedaż reguluję jak rwącą rzekę

Niedawno wypuścił kolekcję butów z nadrukami. – Żaden z dużych graczy, ani Nike, ani Adidas, nie ma butów zadrukowanych w takim stopniu jak my. Pracowaliśmy nad tą technologią ponad rok – mówi. Rośnie też wybór akcesoriów, np. plecaków czy obudów na komórki. Jest kolekcja dziecięca. Za chwilę zadebiutuje marka sportowa. Od pewnego czasu działa platforma online dla artystów – Live Heroes. Skupia ich ponad tysiąc. Zaprojektowali dotąd ok. 150 tys. autorskich wzorów. Od sprzedaży jednego mają 20 proc. Rekordziści wyciągają do 2 tys. euro miesięcznie. W planach firmy jest również kolekcja mebli.

Jakub zżyma się, gdy słyszy o efekcie kuli śniegowej. – Nic się nie dzieje za nas. Muszę mieć odpowiednie, wciąż nowe wzory, odpowiednio podchodzić do zmieniającego się rynku, być w odpowiednich miejscach.

Większa część marketingu odbywa się w internecie, ale Jakub stara się, by jego firma uczestniczyła w wydarzeniach kulturalnych poza nim, tak żeby być zawsze blisko swych fanów, nie tylko na ekranach ich smartfonów. – Widzimy, jak młodsi od nas ekscytują się naszymi pomysłami. Ale można łatwo odurzyć się własnym sukcesem i obudzić w sytuacji, gdy sprzedaż spadła o 90 proc. Sukces trzeba regulować jak rwącą rzekę.

Słucham siebie i innych

Jakub, jak już to zostało powiedziane, zawziął się i skupił na swoim przedsięwzięciu, jednak nie znaczy to, że odseparował się od otoczenia. Podkreśla, że trzeba umieć słuchać siebie i postawić na swoim, ale wokół są ludzie i też mogą otworzyć ci oczy. Jest wdzięczny kolegom. Zachęcali go do ryzyka. A od przypadkowych osób kilka razy usłyszał „proste zdania, wydawać by się mogło, nieprzystające do rynku, które były jednak jak objawienie, do szybkiej implementacji, z korzyścią dla dalszych losów firmy”. Docenia rady najbliższych. – Nie zajmują się biznesem, nie kierują matematycznymi zasadami, ale mają celne sugestie – mówi.

Zdobywaniu doświadczenia sprzyjał klimat rodzinnego miasta. Kiedyś w Bielsku-Białej prosperował przemysł włókienniczy. Teraz Jakub założył tu swoją firmę. – To solidna baza – podkreśla. Ważnym etapem były studia w Krakowie. Chłonął wydarzenia kulturalne, rozmowy, słynne miejsca. To rozbuchało jego artystyczną wyobraźnię. – Od początku wiedziałem, że moja firma nie może być lokalna. Niektórzy planują: „Zaczniemy w Polsce, a potem...”. Nie! Po co jest Unia, internet? Trzeba myśleć i działać globalnie, bo mamy takie możliwości już na starcie.

Zaszczepia to młodszym. Czasem zapraszany jest na spotkania z nimi. – Opowiadam, że sukces to nie odległa perspektywa i harówa, a biznesmen to nie ktoś starszy, a do tego obcy w sensie estetycznym, z innego świata. W Stanach Zjednoczonych jest mnóstwo ludzi przed trzydziestką, którzy mają już rozkręcone biznesy – mówi. On sam „uprzedził życie, zanim ciężką pięścią zapukało do jego drzwi”. Studiów nie skończył, ale docenia studiowanie.

Do odpoczynku nie potrzebuje specjalnych okazji czy udogodnień. Owszem, lubi podróże. – Odpoczynek jest wtedy, gdy dobrze mi idzie – kwituje. Żyje szybko. W rok osiąga tyle, ile innym na to samo potrzeba kilku lat. – Ćwiczę wytrzymałość. Tak jak sportowiec przesuwa granice rekordów, tak ja uczę się panować nad stresem i zmęczeniem – wyjaśnia. Dzięki temu jest czujny i może kontrolować rwący strumień możliwości, którego źródło sam stworzył – Mr. Gugu & Miss Go.



Jakub Chmielniak
Pomysłodawca i właściciel marki odzieżowej Mr. Gugu & Miss Go.
Ma 27 lat. Pochodzi z Bielska-Białej.
Studiował na kilku kierunkach humanistycznych (kulturoznawstwo, polonistyka) na UJ.
Wielbiciel pracy nad sobą. Lubi dzielić się swoimi doświadczeniami.
Odpoczywa podczas podróży.
Jest ciekawy ludzi i miejsc.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty