Myśląc o sobie

Przypomnij sobie przyjemność

fot. Adobe Stock

Męska seksualność często przegrywa z nawałem obowiązków i brakiem czasu. Trudno jest pogodzić walkę na rynku z szukaniem bliskości w sypialni. Czy można z tym zrobić coś poza tym, żeby „mniej pracować”? – wyjaśnia Andrzej Gryżewski, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog z gabinetu CBTsekusolog.pl  

 

Przychodzi mężczyzna przedsiębiorca firmy do seksuologa i mówi…„Jestem taki zmęczony”,  „Brak mi czasu, żeby pocałować żonę”. I co pan na to?

Nie dziwię mu się. Jeden z moich klientów ma internetowy startup produkujący gry komputerowe. Oto jego grafik: wstaje o czwartej rano, kiedy dzieci i żona jeszcze śpią. O siódmej z całą rodziną je śniadanie, potem spędza dosłownie chwilę czasu z żoną. Jedzie do pracy. Tam rozdysponowuje zadania kilkudziesięciu osobom. I na tym etapie już coś szwankuje. Zauważam, że sporo firm u nas pracuje na zasadzie „odpowiedzialności zbiorowej”. Czyli: kiedy pracownik nie wie, jak się wywiązać z zadania, szef nie mówi mu: „przykro mi, musisz się z tym uporać albo wylatujesz z pracy”, tylko… wykonuje jego zadania. Kary za niedotrzymanie terminów są wysokie. Czasami bywa więc tak, że mimo zatrudnionych kilku menedżerów i niższych pracowników, to szef robi te najłatwiejsze rzeczy, na przykład pisze najprostszy kod, byle tylko przyspieszyć pracę. 

Efekt? Mój pacjent mówi: „nie mam siły ani energii na dotykanie czy całowanie mojej żony. Nie myślę nawet o tym, żeby zorganizować jakiś romantyczny wieczór. To przekracza moje możliwości”. Wraca do domu o 22, pracuje jeszcze dwie godziny, o północy idzie spać. 

Rozumiem, że nie ma też czasu na inne przyjemności oprócz seksu? 

Nie jeździ rowerem, chociaż to uwielbiał, nie pływa, bo nie po drodze mu na basen. Zaczyna kursować na trasie dom–praca, praca–dom. Ta grupa moich klientów jest najbardziej zagrożona zaburzeniami erekcji. Ma zaburzenia pożądania, ale niezwiązane z osobą partnerki (ona mu się nadal podoba, ciągle jest dla niego atrakcyjna). Tacy klienci przyznają, że zapomnieli, co jest dla nich przyjemne, nie wiedzą, gdzie tej przyjemności szukać. Widzę ich w gabinecie, jak wchodzą z postawą obliczoną na zrobienie wrażenia na konkurencji. Po kilku minutach rozmowy ich twarze szarzeją i wyglądają na bardzo zmęczone. Ten widok zmęczonego partnera ze szklanką whisky w przyciemnionym pokoju to codzienność dla ich partnerek. W domu mężczyzna może się odprężyć i nikogo nie udawać. 

W swojej książce „Sztuka obsługi penisa” napisał pan, że mężczyzna ma koszyk bodźców seksualnych. Męską odpowiedzialnością jest nazbieranie ich po to, żeby czuć się spełnionym.

No właśnie, trudno to zrobić, jeżeli ze zmęczenia zapomniało się, co jest w życiu przyjemne. Myślenie przede wszystkim o służbowych zobowiązaniach czy rozwoju firmy, nie sprzyja temu. O przyjemnościach myśleli ostatnio kilka albo kilkanaście lat temu. Czasami chciałbym zaszczepić te ich geny odpowiedzialności i obowiązkowości innym mężczyznom, którzy przychodzą do mnie chwaląc się, że palą marihuanę i mając trzydzieści parę lat, w życiu nie przepracowali ani jednego dnia. A pieniądze na terapię pożyczają od… szewca. 

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

25 najlepszych polskich startupów

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?