Wypatrzone przez ŚWIDERKA

Duży, maluch i mikrus. Wypatrzone przez Świderka

fot. Michał Mutor

Slack Technologies w porównaniu z Microsoftem, Cisco czy Facebookiem jest maluchem. Podobnie zresztą  jak Spotify w porównaniu z Google’em czy Apple albo Box lub Dropbox w porównaniu z Google’em i Microsoftem. Te maluchy mają wspólną cechę – stworzyły usługi, które potem ci duzi naśladowali.

Komunikatory istniały już zanim na rynku pojawił się Slack. Ale to on stworzył komunikator od początku do końca projektowany jako narzędzie dla biznesu. Założyciele spółki twierdzą, że komunikator powstał, bo byli sfrustrowani z korzystania z e-maila w komunikacji podczas realizacji projektów. Produkt powstał z myślą o ich firmie. Po to, by nowy członek zespołu łatwo zyskiwał dostęp do całej wiedzy i korespondencji, którą wymieniły w przeszłości między sobą współpracujące z nim osoby.

Slack, podobnie jak wiele innych firm technologicznych działa w modelu freemium, czyli podstawowe usługi są za darmo, ale jak chcesz więcej to już musisz płacić. Nie inaczej jest w przypadku oferujących przechowywanie danych w chmurze obliczeniowej firm takich, jak Box czy Dropbox.

Wchodząc wiosną 2019 r. na giełdę, Slack chwalił się, że ma ponad 600 tys. klientów, w tym ponad 88 tys. płacących abonament. Wśród tych ostatnich wymieniał 65 korporacji z listy 

Fortune 100. Informował, że codziennie korzysta z niego ponad 10 mln użytkowników, że co tydzień z wykorzystaniem komunikatora przesyłanych jest przeszło miliard wiadomości, a użytkownik korzysta z komunikatora średnio przeszło 90 min dziennie.

Slack Technologies działa od 2009 r. Zaczynał jako Tiny Spec. Szybko zmienił nazwę na Tiny Speck, a od 2014 r. ma obecną nazwę. To właśnie w tym roku pojawiła się pierwsze publiczna wersja komunikatora, którą wiele małych firm przyjęło entuzjastycznie, a ich przedstawiciel publicznie – także w Polsce – mówili, że nie potrafią sobie wyobrazić, jak do tej pory radzili sobie w biznesie bez Slacka.

Łatwo sobie wyobrazić, że wielkie firmy zainteresowały się fragmentem rynku eksplorowanym przez Slack. Pojawił się Workplace, biznesowy Messenger Facebooka, Webex Teams od Cisco czy Microsoft Teams. I zaczęło się podgryzanie malucha, którego roczne przychody w zakończonym 31 stycznia finansowym roku 2019 po wzroście o 82 proc. sięgnęły 400 mln dol.

Workplace, który ruszył w 2016 r., w październiku ub.r. pochwalił się, że 3 mln użytkowników płaci za usługę. W lutym 2019 r. było ich 2 mln. W listopadzie ub.r. Microsoft ujawnił, że z Teamas dziennie korzysta ponad 20 mln użytkowników, o 7 mln więcej niż w lipcu. Tymczasem Slack w październiku chwalił się jedynie ponad 12 mln użytkowników.

Liczby użytkowników przemawiają na niekorzyść Slack. Jednak użytkownicy, którzy korzystają – często z przymusu wynikającego z realizowanych projektów – są dość zgodni. I Slack, i Teams mają wady. Zwolennicy Taems chętnie wyliczają słabości Slack, a ci co wolą Slack to samo czynią w przypadku Teams. O Workplace czy Webex Teams w tych dyskusjach jest niewiele. Za to pojawia się informacja, że Polacy nie gęsi i też swój komunikator biznesowy mają. Nazywa się HeySpace, rozwijany jest przez wrocławski startup TimeCamp i jak wielcy konkurenci dostępny jest i na przeglądarki i – w formie aplikacji – na smartfony. TimeCamp z przychodami 2,8 mln zł w 2017 r. i 2,7 mln zł za 10 miesięcy 2018 r., gdy został przekształcony w spółkę aukcyjną, przy Slack jest mikrusem. Ale ma ambicje z nim powalczyć.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

25 najlepszych polskich startupów

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?