Moim zdaniem

Bycie szalonym to komplement

Linda Rottenberg, założycielka i dyrektorka generalna Endeavor Global, organizacji non profit wspierającej przedsiębiorców z całego świata, którzy mogą zmienić jego funkcjonowanie, wspomina, że kiedy zakładała organizację nazywano ją la chica loca, czyli szalona dziewczyna.

Rottenberg zresztą napisała o tym książkę, twierdząc, że to najlepszy komplement. Zawsze, kiedy zamierzasz zrobić coś nowatorskiego, naruszającego status quo nazwą cię wariatem. I dlatego trzeba brać to za dobrą monetę. Największą zaletą przedsiębiorcy jest myślenie na przekór utartym schematom, skłonność do postępowania inaczej. I kiedy robisz coś nowego i nie oskarżają cię o szaleństwo, to znaczy, że brakuje ci rozmachu.

Łukasz Dojka, chłopak z Dąbrowy Tarnowskiej, bez znajomości angielskiego wyjeżdża do Stanów, a potem do Anglii, by podglądać i uczyć się, jak działa branża fitness. Zaczyna od sprzątania klubu, potem jest sprzedawcą, menedżerem klubu i menedżerem regionalnym. I kiedy jest już, jak to się mówi, ustawiony w życiu postanawia to rzucić, by wrócić do Polski i budować swoją sieć klubów fitness. Czy to nie oznaka szaleństwa?

Adam Góral, wykładowca akademicki (też z Podkarpacia), stwierdza, że nie wyżyje z nauczania i w latach 90. idzie „w biznes”. Handluje ketchupem, a potem zakłada firmę informatyczną, która trafia do małego banku z Krasnego pod Rzeszowem. I obiecuje, że zrobi mu system informatyczny. Mimo że żaden z założycieli firmy nie bardzo wie, jak bank funkcjonuje. Muszą się tego dopiero nauczyć. Ten szalony pomysł przekształcił się dziś w firmę, która zatrudnia 24 tys. osób w 54 krajach na świecie.

Martyna Sztaba stwierdza, że równie ważny, jak zarabianie pieniędzy, jest wpływ jaki mamy na świat. I że biznes prowadzony wyłącznie dla zysku i niepoprawiający jakości życia zaprowadził nas w ślepy zaułek. Do katastrofy klimatycznej. Angażuje się w działający w branży przemysłowej startup Syntoil, który przerabia odpady powstałe po recyklingu opon. Zadanie, które przed sobą stawia, też jest ogromne i na granicy szaleństwa, bo wymaga generalnej zmiany myślenia o biznesie.

Ten numer „My Company Polska” jest więc pełen biznesowych inspiracji, historii osób, którym nie zabrakło rozmachu. Każda z nich ma jednocześnie nieco inną perspektywę, inne doświadczenie wynikające choćby z różnych środowisk, z których wyrastali. Łukasz Dojka sam nazywa siebie biznesowym gangsterem, bo twierdzi, że to daje mu większą rozpoznawalność. A w jego biznesie liczy się właśnie społeczność. Pamiętajcie więc, jak nazywają was szalonym, to jesteście na dobrej drodze.

 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

25 najlepszych polskich startupów

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?