Felieton na koniec

Populistyczna klątwa czy życiowa szansa?

Globalizacja jest jak zdrowie, które powinniśmy wspierać, prowadząc na co dzień właściwy styl życia, zamiast sięgać po kolejne przeciwbólowe pigułki.

Gdy mowa o globalizacji, większość ludzi wpada od razu w rolę niewinnej ofiary. Tym chętniej, im bardziej pragną usprawiedliwić – nie tylko we własnych oczach – ponoszone porażki lub przynajmniej brak wymarzonego sukcesu. W krajach Zachodu globalizacja jawi się też jako wytłumaczenie realnej utraty powszechnego wcześniej dobrobytu.     

W Polsce „globalizacja”, jak kiedyś „komuna”, symbolizuje wszystkie możliwe nieszczęścia, od nadmiernie wpływowych zachodnich korporacji po zbyt tanie Chiny. Podobno właśnie przez globalizację żyjemy teraz za szybko i pracujemy za dużo, w ciągłym lęku o przyszłość. To prawda, że nadejście globalizacji wymusiło na nas zupełnie inne wybory i że życie nabrało szalonego tempa, ale stało się tak przecież na nasze własne solidarnościowe życzenie. Historycznie rzecz biorąc, zimna wojna była bowiem najbardziej szczelną formą protekcjonizmu, zwalniając z obowiązku bezpośredniego konkurowania te wszystkie kraje, które znalazły się za „żelazną kurtyną” i weszły na drogę ekonomicznych eksperymentów. Za to po drugiej stronie kurtyny ludziom żyło się (z lęku przed komunizmem i bez żadnej realnej konkurencji z naszej strony), jak pączkom w maśle, w narastającym przekonaniu, że są lepsi.

A potem przyszedł 1989 r. i odkręcono gospodarczy kurek łączący te dwa światy, jak nienaturalnie rozłączone wcześniej naczynia. Tymczasem, z lekcji „makroekonomicznej fizyki”, wiadomo było, że wyrównywanie tak dużych dysproporcji – choćby pod względem dochodu narodowego czy realnych wynagrodzeń – będzie nie tylko nieuniknione, lecz także niełatwe dla wielu, jako okres poszukiwania nowego stanu równowagi. Na szczęście, nie weszliśmy w ten okres z poziomu zachodniego świata, gdzie klasa średnia okazała się największym przegranym. Jednak nie należeliśmy też wtedy do społeczeństw najuboższych, które globalizacja, od początku transformacji gospodarczej, wyciągnęła z najgorszej biedy (już ponad 2 mld ludzi) i gdzie proces odczuwalnego wzbogacania się wciąż trwa. Od początku byliśmy więc skazani na zazdrosne doganianie Zachodu i bycie jednocześnie ściganym przez jeszcze bardziej żądne życiowego sukcesu miliardy zamieszkujące biedniejsze kontynenty.

Lecz, czego sami na co dzień doświadczamy, uczestnictwo w tym wyścigu oferuje też olbrzymie możliwości. Od nowych dróg i autostrad budowanych nie tylko za nasze pieniądze po wakacyjne podróże i wielki rynek dla najlepszych polskich produktów.

Niestety, po 25 latach funkcjonowania i licznych kryzysowych ostrzeżeniach, globalizacja cierpi na poważną arytmię i odmawia nam już prawa do automatycznej koniunktury. Szczęściem w nieszczęściu, wiedza o ekonomii i gospodarce – jaką dotąd zdobyliśmy – podsuwa nam mimo wielu swych słabości sposoby na ucieczkę do przodu: innowacje, przedsiębiorczość i mądre zarządzanie państwem, jako podstawy narodowej konkurencyjności. Tylko że zbyt wielu – wbrew naszemu najlepiej pojętemu interesowi, zwłaszcza z perspektywy młodszych pokoleń – woli sięgać po gospodarcze środki przeciwbólowe podsuwane przez mniej odważnych polityków. Zamiast konkurowania szukają oni pomysłów na zakręcenie kurka globalizacji za cenę przyszłego, relatywnego zubożenia. Tym właśnie są: nawoływania Donalda Trumpa, kandydata Republikanów na prezydenta USA, by zakazać amerykańskim koncernom samochodowym budowy montażowni w Meksyku; usztywnienie przez Chiny kursu lokalnej waluty; ochrona francuskich producentów mleka czy szwajcarska dwulicowość podatkowa wobec miejscowych i międzynarodowych korporacji.

Dzisiaj granice stoją przed nami otworem i sami decydujemy, gdzie jest nasza wielka szansa, bez bycia skazanym na wewnętrzną emigrację. Bo globalizacja, wbrew powszechnym narzekaniom, to łączna konsekwencja wszystkich indywidualnych i grupowych dążeń do poprawy własnych warunków życia. Dlatego akceptowanie jej działania wyłącznie w jedną stronę, „pod siebie”, jest formą rasizmu: odmawiamy innym prawa do tego, o co sami zabiegamy. Ze szkodą także dla nas.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty