Pasje

Cicho. Szef pisze... książkę!

rys. Agata Dudek

Znanym przedsiębiorcom i cenionym menedżerom zdarza się opisać w książkach historie swoich karier i ścieżki przemyśleń. Co z tego mają? Satysfakcję, że podzielili się z innymi swoim doświadczeniem, a nawet radość nauczania. Trochę autopromocji też nie zaszkodzi. 

– Kiedy odkryłem, że mogę skorzystać z czcionki osiemnastki, zrobić duże marginesy i użyć wielu obrazków, zacząłem pracować nad „Rewolucją social media” – mówi z typowym do siebie dystansem Michał Sadowski, współzałożyciel i szef Brand24. Wyszło mu w druku 216 stron o sile mediów społecznościowych w kontekście biznesu, marki i relacji z klientami. Wydał „Rewolucję” w 2012 r., gdy nie miał jeszcze trzydziestki, ale czuł, że jest już gotów podzielić się z innymi swoim doświadczeniem. Powstała książka praktyka, który od wewnątrz poznał to, o czym pisze, jest współuczestnikiem tego świata, a co więcej, jednym z jego kreatorów. Takie książki są cenione, bo przemawiają poprzez „tu i teraz”. Czytelnik łatwo wciąga się w lekturę.

Mentor odpowiada na pytania

Większość biznesmenów, którzy są autorami lub bohaterami książek pokazujących świat, który współtworzyli, to jednak ludzie starsi od Sadowskiego. Rozsławieni sukcesami, traktowani są często jak guru. Swą autobiografię, o wymownym tytule „Moje życie i dzieło”, napisał już Henry Ford, twórca potęgi Ford Motor Company, a Alfred Sloan, w latach 1923–1946 prezes General Motors, opublikował „Moje lata z General Motors”. No i jak tu nie przeczytać historii i wskazówek Billa Gatesa, Steve’a Jobsa czy Richarda Bransona? A książka „Winning” Jacka Welcha, słynnego prezesa General Electric, dla wielu jest po prostu biblią zarządzania. Cenią ją także ci, którzy sami są czytani i nabożnie cytowani, jak choćby „Wyrocznia z Omaha”, czyli legendarny inwestor i przedsiębiorca Warren Buffett, czy były burmistrz Nowego Jorku, Rudy Giuliani. Ten ostatni tak skomplementował „Winning”: „Jack Welch wykłada czytelny, szczegółowy plan, który każdy może wykorzystać, aby krok po kroku dążyć do zwycięstwa. Jednocześnie wskazuje kierunek wszystkim tym, którzy chcą się w życiu realizować w pełni – w pracy i poza nią”. 

Sam Welch napisał wcześniej swą autobiografię i już nie planował kolejnej książki. Ale stało się! Dlaczego? Odpowiedział na silną potrzebę. Podczas spotkań z czytelnikami z okazji promocji autobiografii zadawano mu tyle pytań, że nie mógł pozostać na to obojętny. We wprowadzeniu do „Winning” tak określił tych, którzy go zainspirowali do drugiej książki: „Ludzie pełni werwy, dociekliwi, odważni i ambitni, kochający biznes na tyle mocno, by zadać mi wszystkie pytania, jakie można sobie wyobrazić”.

Reprezentacja naszych

O polskich słynnych ludziach biznesu też, oczywiście, mamy książki, choćby o Hipolicie Cegielskim czy o historii imperium braci Jabłkowskich. Ale nie ma ich zbyt wielu. Dlatego warto odnotować, że ten rok obfituje w aż trzy nowe pozycje. Pierwsza to „Depresja miliardera” o Ryszardzie Krauzem, napisana przez Krzysztofa Wójcika na podstawie rozmów z ludźmi, którzy go znają. Znamienne, że Krauze nie wypowiada się specjalnie na potrzeby tej książki. Odniósł się do niej dwoma, wcale niedepresyjnymi zdaniami: „Do szczęścia nie trzeba mieć nie wiadomo czego. Na chleb i trochę masła też mam”.

Druga pozycja to wydane w październiku „Jutro w Nowym Jorku” Pawła Oksanowicza. Rafał Brzoska, twórca i współwłaściciel Grupy Integer.pl (do której należy InPost), opowiada w niej o sobie i swoim biznesie. Wreszcie, na poczatku listopada wyszła, napisana przez Piotra Nisztora i Cezarego Bielakowskiego, „Jan Kulczyk. Biografia niezwykła” (ta sama, o której mówi się, że gdy jeszcze była na etapie notatek, prawa autorskie do niej chciał wykupić Roman Giertych za 400 tys. zł).

Wcześniej, w 2012 r., ukazał się też „Lider. Rola wartości” – wywiad rzeka z Konradem Jaskółą, znanym szefem wielkich polskich spółek giełdowych (przeprowadzony przeze mnie). Dlaczego Jaskóła zgodził się, by powstała książka o nim? „Może dla konfrontacji, dla przyjrzenia się sobie?” – stwierdził. Opowiadając w niej o swojej pracy, analizuje sukcesy i niepowodzenia, swą osobowość i kontekst, w jakim się znalazł. Ma nadzieję, że nie tylko dowie się dzięki temu o sobie czegoś więcej, lecz także pomoże innym, uczącym się biznesu. „Mówię do młodych: Konfrontujcie teorię z praktyką, moimi doświadczeniami. (…) na ile wyciągniecie wnioski, to wasza sprawa”. Książki innych menedżerów to dla niego okazja do porównania ich doświadczeń i przemyśleń z własnymi: „Czyta się Welcha, innych wielkich. Po co? Po to, żeby powiedzieć: »Ja bym też tak zrobił, a może inaczej, lepiej?«”.

Na tym tle cztery książki, które wydał, jak dotąd, Leszek Czarnecki, twórca Grupy Getin, to sporo. Opublikował „Biznes po prostu”, „Ryzyko w działalności bankowej”, „Biznes po prostu. Następny krok” i „Model DNA firmy”. Napisane są przystępnym, poradniczym językiem, z perspektywy praktyka. Czarnecki opracował je z myślą o osobach na różnych etapach kariery, chcących zgłębiać tajniki zarządzania, finansów i przedsiębiorczości.

Kulisy i widma

Ludzie biznesu, pisząc książki „zawodowe” lub współpracując z ich autorami, kierują się nie tylko chęcią podsumowywania i udzielania rad, lecz często także  autopromocją: takie tytuły to prestiż, możliwość zaistnienia w inny sposób. Zazwyczaj są to właśnie autobiografie, wywiady rzeki i poradniki, które zresztą przybierają najrozmaitsze formy. Na przykład „Rabin i CEO. Wskazówki dla lidera biznesu XXI wieku” (napisana przez żydowskiego przywódcę religijnego, Aarona L. Raskina, i dyrektora generalnego Swiss Consulting Group, Thomasa D. Zweifela) to przeniesienie Dziesięciu Przykazań w realia współczesnych firm.

W przypadku wywiadów i biografii trud stworzenia dzieła biorą na siebie osoby przepytujące bohatera i zbierające o nim informacje. Czasami wymaga to dużego samozaparcia. Brad Stone, dziennikarz „Bloom-
berg Businessweek”, aby napisać biografię Jeffa Bezosa, założyciela Amazon.com, musiał przeprowadzić kilkaset rozmów z nim i jego współpracownikami. Bywa też, że bohater książki od początku do końca modelowo współpracuje z dziennikarzem. Na przykład Konrad Jaskóła na każde zaplanowane spotkanie, poświęcone danej tematyce, przychodził świetnie przygotowany, czujny i zorganizowany. W tym czasie rozstawał się z Polimeksem-Mostostalem, telefony się urywały, ale też miał dzięki temu wiele świeżych spostrzeżeń na temat współpracy z akcjonariatem.

Autorzy książki o Janie Kulczyku, jak twierdzą, rozmawiali z nim w Wiedniu, przed jego feralną operacją. Kulczyk miał dużo powiedzieć, był otwarty. Nie wiedział, że już niczego i nigdy nie zdąży autoryzować.
W przypadku autobiografii czy poradników czytelnicy zwykle zastanawiają się, czy biznesmen, figurujący jako autor, napisał taką książkę samodzielnie. Czy nie miał kogoś, kto go wsparł w tej pracy albo nawet w niej wyręczył? Jack Welch oddaje w „Winning” honor swojej żonie Suzy (byłej naczelnej „Harvard Business Review”) i umieszcza jej nazwisko na okładce. Pisze: „Nie wiem, jak dziękować Suzy za jej wkład w tę książkę. (…) Dzięki jej umiejętności porządkowania i precyzowania moich – często swobodnych – spostrzeżeń, książka ta wypadła lepiej, niż mogłem sobie wymarzyć”.

Jednak wielu faktycznych autorów lub współautorów książek sygnowanych przez ludzi biznesu pozostaje anonimowymi (podobnie jak w przypadku autobiografii czy poradników ze świata show-biznesu, sztuki, sportu, polityki). Są to tzw. autorzy-widma, czyli ghostwriterzy, często zawodowo tworzący tego rodzaju publikacje. Dobry ghostwriter potrafi wczuć się w stylistykę wypowiedzi oficjalnego autora, poznaje jego życie, branżę itd. 

Najważniejsze: kto, a potem – co

Oczywiście, gdy dzieło już powstanie, wymaga promocji. W przypadku tytułów napisanych przez ludzi biznesu często sięga się po rekomendacje znanych osobistości ze środowiska autora albo popularnych autorytetów, niekoniecznie z jego branży. Znajdziemy je na okładce książki, na stronach internetowych tworzonych specjalnie na potrzeby promocji czy w materiałach rozdawanych na spotkaniach autorskich lub konferencjach prasowych. Książki ludzi biznesu często też mają wersje elektroniczne, ze względu na aktywny styl życia ich potencjalnych czytelników.

Oryginalną formę promocji dla swojej „Rewolucji social media” wymyślił Michał Sadowski. – Martwiłem się, że książka będzie krytykowana, że zostanie zarzucona mi oczywistość treści. Postanowiłem wyprzedzić negatywne opinie i na stronie książki stworzyłem dział dla hejterów. Po czym poprosiłem ludzi, którzy mnie znają albo obserwują na Facebooku, by wpisywali niekorzystne komentarze: że Sadowski się sprzedał, że się skończył itp. Wywołało to zamierzoną przeze mnie reakcję rzeczywistych czytelników. Pisali, że książka jest napisana przystępnym językiem, bez zadęcia. Mało tego. Hejty uznali za „przymrużenie oka”, czyli za specyficzny sposób wyrażania pozytywnych opinii – opowiada.

Największą wartość promocyjną dla książki ma jednak nazwisko jej autora czy bohatera. Wydawcy od lat sięgają po ten oręż i czasami publikują po prostu zbiory cytatów, zaczerpniętych choćby z wypowiedzi telewizyjnych czy wystąpień takich gigantów, jak Bill Gates, Steve Jobs albo Larry Page i Sergey Brin.

Liczy się też tematyka tekstu i jego jakość. Książka musi być pomysłowa i dobrze zrobiona. Tak jak biznes. Tylko że ona zostanie, a biznes czasem, niestety, przemija. Może dlatego Jack Welch, spytany o swoją spuściznę, odpowiedział, że po pierwsze, nie znosi tego słowa, bo brzmi wyniośle, a po drugie, to, co po sobie zostawi, to fakt, że kierował firmą i napisał dwie książki.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty