Finanse

Jak korzystnie sfinansować zakup firmowego auta

fot. Shutterstock

Finansowanie takiego zakupu bywa nawet tańsze niż kredyt hipoteczny. A do tego jest elastyczne. Na wkład własny wystarczy 1 proc. ceny, raty można rozłożyć nawet na siedem lat, wykup nie jest obowiązkowy, wystarczą oświadczenia, a firma biorąca leasing może istnieć od dwóch dni. 

Promocje w salonach samochodowych na przełomie roku są ostatnio pewniejsze niż śnieg. Warto je przejrzeć, a najlepiej zacząć od ofert firm leasingowych. Pracownicy takich firm pytają zwykle klienta podczas pierwszego kontaktu, czy wybrał już auto, które chce nabyć, i czy zamówienie zostało podpisane. Robią tak ze względu na ramowe umowy z importerami samochodów. Dzięki tym kontraktom niektórzy leasingodawcy są w stanie uzyskać dla swych klientów (tj. przyszłych leasingobiorców) dodatkowe rabaty od ceny wynegocjowanej u dilera (dotyczy to przede wszystkim aut francuskich). 

Leasing operacyjny

Najpopularniejszy jest u nas leasing operacyjny. Zawdzięcza to niskim kosztom początkowym i swej dużej elastyczności. Przy tym rozwiązaniu właścicielem samochodu (aż do uiszczenia ostatniej raty) pozostaje firma leasingowa, która tylko użycza go leasingobiorcy w zamian za comiesięczną opłatę. Właśnie dlatego może z tej opcji skorzystać przedsiębiorstwo istniejące ledwie od kilku dni albo dysponujące niewielkim wkładem własnym. W razie potrzeby po prostu łatwo wóz odebrać – ryzyko leasingodawcy jest niewielkie. Świeżo upieczone firmy muszą wprawdzie zapłacić ok. 10–15 proc. wartości pojazdu, by z niego korzystać, ale te z półrocznym stażem już tylko 1 proc. 

Z tego powodu leasing operacyjny jest dobrym narzędziem finansowania zakupu samochodu dla przedsiębiorstw, które wolą środki lokować gdzie indziej lub priorytetem jest dla nich utrzymanie płynności finansowej. Warto przy tym wiedzieć, że – choć mało kto podaje to w taki sposób – firma leasingowa liczy ratę w formule WIBOR plus marża, a marża ta potrafi wynosić mniej niż 2 proc. Zatem ktoś, kto ma gotówkę na zakup samochodu, ale potrafi ją ulokować korzystniej niż na „WIBOR plus 2 pkt. proc.” (obecnie daje to mniej niż 4 proc.), może skorzystać z zalet leasingu, by powiększyć swoje dochody.

Kompromisem mógłby być stosunkowo duży udział własny (wynoszący np. 40 proc.) i krótki okres leasingowania. Minimalny wynosi dwa lata. Rynkowym standardem jest pięć lat, ale niektórzy dają możliwość spłacania auta przez sześć lat, a czasem nawet przez siedem. Oczywiście im dłuższy okres spłaty, tym niższa jest comiesięczna rata, ale wyższy łączny koszt sfinansowania zakupu. 

Ten koszt firmy leasingowe podają najczęściej w procentach. 106,71 proc. podczas symulacji oznacza, że w sumie użytkownik zapłaci 106,71 proc. początkowej wartości auta. Na końcowy rezultat wpływa zarówno wysokość opłaty wstępnej, jak i okres kredytowania. Na przykład, przy okresie pięcioletnim, wpłata 40 proc. wartości samochodu zamiast 30 proc. obniży koszt leasingu o ok. 1 proc. tejże wartości. Jeśli zamiast wyższej wpłaty początkowej wybierzemy o rok krótszy czas kredytowania, końcowy koszt zmniejszy się do 105,8 proc. (przykładowa oferta dla konkretnego samochodu uzyskana z firmy leasingowej). 

Daje to przyjemne wrażenie, że mimo korzystania z cudzego kapitału, zapłacimy tylko kilka procent więcej, niż auto było warte w dniu sprzedaży, a przecież rozłożono nam raty na cztery lata, więc średnioroczny koszt to mniej niż 1,5 proc. 

Jest to jednak złudzenie. Jeśli wpłacamy 30 proc. ceny auta od razu, a pożyczamy dalszych 70 proc., to firma leasingowa obciąża nas odsetkami za te brakujące 70 proc. W okresie spłaty stopniowo zmniejszamy też zadłużenie. Zatem średnioroczny koszt kapitału będzie znacznie bliższy 3,5 proc., co jednak wciąż wydaje się atrakcyjne. 

Leasing 100 proc.

Ten właśnie mechanizm sprawia również, że możliwe jest dziś uzyskanie oferty leasingu 100 proc. (czasem 101 proc.). Zgodnie z nazwą, suma ponoszonych opłat wynosi w tym przypadku równowartość ceny początkowej auta, można więc ulec iluzji, że dają nam finansowanie za darmo.

Tak nie jest, choć jeden z przedstawicieli handlowych przekonywał mnie,  że ta interesująca skądinąd oferta jest dziełem firmy, która chce mocno wejść na rynek leasingu i dlatego ma dumpingowe ceny. Jak uczy doświadczenie, w biznesie nikt niczego nie daje za darmo, a już na pewno nie instytucje finansowe.

Skorzystanie z oferty leasingu 100 proc. jest możliwe pod kilkoma warunkami. Minimalna wpłata nie może być niższa niż 40 proc. wartości auta (ale większość firm oczekuje 45 proc.), a okres leasingowania nie może być dłuższy niż trzy lata (zwykle są to jednak dwa lata). Zatem wymagany jest wysoki wkład własny (firmy leasingowe czują się na tyle pewnie, że niektóre z nich nie oczekują nawet weksla, jako zabezpieczenia transakcji), a krótki okres spłaty oznacza duże raty i względnie wysoką wartość końcową wykupu. Do tego oferta ograniczona jest zwykle do droższych samochodów (za ponad 100 tys. zł brutto). Leasing 100 proc. lub inne umowy leasingu z dużym wkładem własnym i krótkim okresem spłaty mogą zainteresować te firmy, które chcą jak najmocniej obniżyć koszty podatkowe w najbliższym czasie, nawet za cenę zmniejszenia swej płynności finansowej. 

Rozważając to rozwiązanie, warto zwrócić uwagę, że wpłacając 45 proc. wartości samochodu przy uruchomieniu leasingu, pożyczamy już „tylko” 55 proc. 45 proc. pracuje dla firmy leasingowej. Ponieważ koszt finansowania jest dla niej z definicji znacznie niższy niż koszt, po jakim zgadza się udzielić leasingu, można zaryzykować twierdzenie, że dzięki wysokiej wpłacie początkowej od razu zarabia ona na pokrycie własnych kosztów, a napływ kolejnych rat jest jej późniejszym zyskiem. Pozostałe 55 proc. rozbite jest do spłaty przez dwa lata (choć, ze względu na ratę końcową, nie musi to być rozkład równomierny), więc zwrot następuje szybko, a ryzyko jest obniżone ze względu na wysoką wpłatę własną. Nawet jeśli leasingobiorca od razu zaprzestałby spłacania kolejnych rat, leasingodawca może być pewien, że w razie potrzeby odzyska swoje pieniądze dzięki sprzedaży auta. Właśnie z tych powodów oferta „leasing 100 proc.” w ogóle jest możliwa. 

Dodatkowym haczykiem są tu ubezpieczenia. Przy zwyczajnym leasingu nie ma problemu, by wybrać sobie firmę, która ubezpieczy samochód (wymagane są OC i AC), oraz skorzystać ze zniżek dla kierowcy, który będzie użytkował pojazd. Jednak w przypadku leasingu 100 proc. często trzeba zawrzeć umowę z konkretnym wystawcą polisy (robi tak np. lider tego rynku). Raczej nie będzie to najkorzystniejsze ubezpieczenie pod słońcem. 

W tym miejscu dochodzimy do ciemnej strony leasingu. Jeśli ukradną nam auto lub będzie ono miało wypadek, który doprowadzi do jego kasacji, wpływy z polisy ubezpieczeniowej przejmuje właściciel pojazdu. Czyli firma leasingowa. Użytkownik, który spłacał auto, zostaje z niczym, a w najlepszym wypadku – z ułamkiem wartości samochodu, nawet jeśli większość jej zapłacił. 

Można rozwiązać tę sytuację, korzystając z ubezpieczenia GAP Index – ubezpieczone może być tu 100 proc. początkowej wartości pojazdu i w razie jego utraty leasingobiorca może liczyć na odzyskanie części pieniędzy. Koszt tego rozwiązania to od 0,3 do 1 proc. wartości samochodu rocznie.

Leasing finansowy i kredyt

Leasing finansowy odwraca sytuację. To kupujący jest właścicielem pojazdu, a firmie leasingowej płaci raty za udzielone finansowanie, co przypomina typowy kredyt. W tym wypadku musimy jednak zapłacić z góry VAT od całej kwoty. Leasingobiorca/pożyczkobiorca dzięki tak przeprowadzonej transakcji może szybciej rozliczyć VAT – od razu w całości.

Zabezpieczeniem leasingu lub kredytu jest przedmiot użytkowania, zatem należy liczyć się z koniecznością wpisania auta do rejestru zastawów. Nie wiąże się to jednak z dodatkowym kosztem. 

Leasing all inclusive

W Polsce stopniowo zdobywa też popularność nowa forma spłacania i użytkowania auta. Leasing all inclusive, najem długoterminowy, smart plan – we wszystkich tych wariantach chodzi o to samo. Nabywca wpłaca kwotę początkową w wysokości od 10 do 30 proc. wartości samochodu. Przez kolejne lata, np. trzy, płaci raty, których wielkość zależy od wysokości początkowej wpłaty, po czym, po owych trzech latach, oddaje auto dilerowi lub firmie leasingowej. Naturalnie, może je też odkupić, ale za cenę rynkową (zwykle ok. 50 proc. wartości nowego). 

Ten wariant jest o tyle korzystny, że leasingobiorca nie musi się przejmować przejęciem i sprzedażą samochodu. Po prostu, gdy minie okres objęty umową,  może ją zakończyć i rozpocząć użytkowanie kolejnego – nowego – wozu. Zazwyczaj możliwe jest doliczenie do raty wszelkich wydatków na serwisowanie i ubezpieczenia.  Koszty przeglądów, a nawet usuwania poważniejszych usterek (o ile nie obejmuje ich gwarancja), nie będą więc problemem najemcy samochodu, a co więcej, na czas naprawy otrzyma on auto zastępcze. 

Oczywiście i to rozwiązanie ma swoje wady. Przede wszystkim użytkownik de facto opłaca z góry spadek wartości pojazdu. Doliczenie do rat kosztów serwisu to kredytowanie wydatków, które zostaną dopiero poniesione, a dopisanie do rat kosztów napraw to tak naprawdę ubezpieczenie przed wystąpieniem szkody. Na dodatek leasingobiorca zobowiązuje się też do nieprzekraczania określonej wartości przebiegu rocznie (np. 20 tys. km), co jest ukłonem w stronę przyszłych nabywców używanego samochodu.


Garść wskazówek

  • W tym roku wzrosło zainteresowanie leasingiem aut, choć już w 2014 r. było ono rekordowe (ze względu na chwilowy powrót samochodów z tzw. kratką). Obecne rozwiązania podatkowe pozwalają odliczyć połowę VAT płaconego przy zakupie auta (lub rat spłacanych w leasingu operacyjnym) od VAT należnego fiskusowi. Poprzednio można było odliczyć 60 proc., ale nie więcej niż 6 tys. zł. Nie dziwi więc, że pobudza to zainteresowanie samochodami premium. W przypadku auta wartego 100 tys. zł odliczenie VAT sięgnie 9 tys. zł, a pozostałe 91 tys. zł można będzie odliczyć w ramach kosztów uzyskania przychodu.
  • Rozważając zakup samochodu w leasingu, warto zwrócić się do kilku firm, nie kryjąc, że ofertę składa także konkurencja, a nawet ją pokazać. Bardzo prawdopodobne, że zaproponują nam wtedy lepsze warunki (niższą łączną kwotę spłaty przy niezmienionych parametrach).
  • Porównując oferty firm leasingowych, dobrze jest patrzeć nie tylko na wysokość rat, lecz także na warunki proponowanego ubezpieczenia OC i AC (w pierwszym roku leasingu ubezpieczyciela zwykle narzuca leasingodawca, później można go zmienić). Warto też przyjrzeć się ubezpieczeniu GAP Index, które może mieć kluczowe znaczenie w razie utraty auta.
  • Mimo że okres amortyzacji nowych samochodów w firmach nie może być krótszy niż pięć lat, dzięki umowie leasingu można spłacać je krócej (nawet w dwa lata) i przez to szybciej zaoszczędzić na podatkach.
  • Co przy tym istotne, jeśli auto po okresie leasingu zostanie wykupione przez osobę fizyczną (a nie na firmę), to jego sprzedaż co najmniej pół roku po tej transakcji nie będzie podlegała opodatkowaniu, o ile tylko wóz nie został wpisany do rejestru środków trwałych. Bo jeśli tam się znalazł, to na sprzedaż bez podatku trzeba będzie czekać sześć lat (od daty wykreślenia go z rejestru). Kilka interpretacji w podobnych przypadkach wydał w maju 2015 r. minister finansów, oddalając jednocześnie niekorzystne dla podatników interpretacje urzędów skarbowych.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty