TEMAT NUMERU

Jak się zarabia na smogu

fot. materiały prasowe

Oddychamy najgorszym powietrzem w Europie i szukamy sposobów, aby się przed tym uchronić. Rosnący popyt na usługi i produkty sprawia, że jest też coraz więcej firm chcących na smogu zarobić. 

Kilka suchych liczb. Polacy widzą w smogu coraz większe zagrożenie. Aż 98 proc. z nas uważa zanieczyszczenie powietrza za duży problem, który jest niebezpieczny dla zdrowia – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii społecznej Librus „NIE dla smogu”. Smog to też koszty. Co roku UE płaci za smog ok. 2,9 proc. wygenerowanego na jej terenie PKB; w przypadku Polski to 111 mld zł rocznie. Według raportu Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, którego koordynatorem była m.in. Najwyższa Izba Kontroli, na 50 najbardziej zanieczyszczonych smogiem miast w Europie 36 jest polskich. Smog jest więc ogromnym problemem, a jego obecność zauważa każdy z nas tuż po rozpoczęciu sezonu grzewczego.

Ale czy na smogu można zarobić? Wraz ze wzrostem świadomości i obaw temu towarzyszących przybywa też firm, które budują swój biznes, odpowiadając na zapotrzebowanie na ochronę przed zanieczyszczeniami. 

Zamiast maski 

To, że przy okazji walki ze smogiem można również zrobić dobry biznes udowadnia np. wrocławska firma LekkoWear, której twórcy Adam Muszyński oraz Diana i Przemysław Jaworscy, stworzyli elegancką, antysmogową chustę przypominającą komin na szyję. Pomysł na taki biznes zrodzi się w ich głowach w 2017 r. 

– Znamy się od kilku lat. Żyjemy w centrum miasta. Mamy dzieci i niepokoiły nas przekroczone normy. Kupiliśmy oczyszczacze powietrza, personalne czujniki zanieczyszczenia i maski antysmogowe. Tych ostatnich przetestowaliśmy kilkanaście i żadna nie była wygodna w użytkowaniu i atrakcyjna wizualnie. Uznaliśmy, że wiele osób tak jak my, chce się chronić przez smogiem, ale nie chce nosić masek właśnie z tych względów: wyglądu niczym z filmu grozy i kiepskiego komfortu, bo trzeba mocno je docisnąć, aby były szczelne – opowiada Adam Muszyński. 

Padło na chusty, bo to ta część garderoby, którą używamy głównie zimą, a wtedy w naszym kraju mamy największy problem ze smogiem. Faza testów i ulepszania trwała rok. Produkcja w szwalniach na Dolnym Śląsku ruszyła w 2018 r. Chusty w ponad 90 proc. wytwarzane są z polskich materiałów, czyli m.in. dzianin sprowadzanych z Łodzi.  

Wykonane są z bawełny i dostępne w siedmiu kolorach. Wymienny filtr umieszczono na całej jej powierzchni, co ma zapewniać skuteczną ochronę. – Filtr składa się z dwóch warstw: węgla aktywnego oraz specjalnej nanowłókniny, które zatrzymują zanieczyszczenia powietrza od wielkości 0,1 μ. Takie rozwiązanie uniemożliwia dostanie się do płuc 99,97 proc. szkodliwych cząsteczek – mówi Przemysław Jaworski, współtwórca LekkoWear, i dodaje, że zatrzymywanie szkodliwych pyłków jest potwierdzone badaniami i testami laboratoryjnymi. – Naszą strategią jest coroczne usprawnienie produktów w oparciu o dane pozyskiwane od klientów i nowości technologiczne pojawiające się na rynku – wyjaśnia. 

Nowa fala 

Filtr wystarcza na 60 godz. użytkowania. Koszt jednego to 49 zł, a samej chusty – 259 zł. Chustę można prać. Obecnie chusta jest dostępna w sklepie internetowym oraz partnerskich sklepach stacjonarnych. Klientami LekkoWear są głównie osoby z większych miast, bo w nich jest najwięcej świadomych osób, które rozumieją problem smogu i związane z nim zagrożenia. – Do klientów docieramy głównie za pomocą kanałów internetowych, czyli Facebooka, pozycjonowania w wyszukiwarce Google, płatnych reklam – zdradza Przemysław Jaworski i dodaje, że na rynku działają głównie firmy oferujące maski antysmogowe, ale LekkoWear nie traktuje ich jako konkurencji. – Łatwo zestawić nas do masek, ale my widzimy się w innej kategorii. Jesteśmy nową falą. Dostarczamy rozwiązanie, które łączy dwie funkcjonalności: komfortową ochronę i świetny wygląd, bo dla nas kluczowym aspektem jest także wzornictwo, dlatego przy tworzeniu chusty współpracowaliśmy z młodymi zdolnymi projektantami – opowiada.

Obecnie zespół LekkoWear tworzy  osiem osób, ale niebawem do załogi dołączą kolejne cztery. Adam Muszyński zdradza, że firma po pierwszym sezonie sprzedażowym osiągnęła tzw. break even point, czyli przekroczyła próg rentowności. – Uważamy to za bardzo dobry wynik. Nasze plany zakładają jednak duże wydatki na prace badawczo- -rozwojowe, więc zdecydowaliśmy się pozyskać finansowanie zewnętrzne z rynku. Obecnie 100 proc. firmy jest w rękach założycieli, ale chcemy realizować ambitne plany, dlatego poszukujemy inwestora – mówi Adam Muszyński. 

Wśród planów firmy jest wejście na rynek produktów wearables, czyli ubrań i akcesoriów, które zawierają w sobie zaawansowane technologie elektroniczne. – Nie mogę zdradzać szczegółów, ale myślimy m.in. o połączeniu chusty z technologią, która pozwalałaby np. na informowanie jej użytkownika o obecnym stanie zanieczyszczenia powietrza, wysyłając powiadomienia na smartfon, co będzie dodatkowo zwiększać jego świadomość i skuteczność ochrony zdrowia – relacjonuje. 

Z powietrza

Jedną z głównych przyczyn smogu w Polsce są spaliny pochodzące z gospodarstw domowych, a konkretnie starych kotłów, które nie dość, że są często zasilane węglem złej jakości, to dodatkowo wiele osób wciąż spala w nich śmieci, plastikowe butelki czy inne odpady np. stare meble. To działanie jest nie tylko szkodliwe dla zdrowia, ale także prawnie zakazane. Monitoringiem tego, czy prawo nie jest łamane, zajmuje się działająca od 2016 r. firma Fly&Watch, która za pomocą dronów oraz detektorów ręcznych jest w stanie sprawdzić, czym palimy lub paliliśmy w piecu.

– To, co najczęściej kopci, to stare piece tzw. kopciuchy, które nie osiągają wysokiej temperatury spalania, przez co wydobywa się gęstszy dym i więcej szkodliwych substancji. Naszymi zleceniodawcami są głównie jednostki samorządowe; miasta, gminy, powiaty oraz lokalne straże miejskie. Na ich zlecenie sprawdzamy na przykład, czy na dużym obszarze np. osiedlu domów jednorodzinnych są kopcące kominy i co konkretnie jest w nich spalane – mówi Artur Jarosz, prezes firmy Fly&Watch i wyjaśnia, że najpierw dany obszar monitoruje dron wyposażony w kamerę, a potem druga maszyna już wyposażona w specjalistyczne czujniki wlatuje w chmurę dymu i bada, co aktualnie pali się w piecu. – Jeśli właściciel spala coś niewłaściwego, to jest edukowany lub karany mandatem – twierdzi. 

Szeroka oferta

Artur Jarosz zdradza, że nie musi mocno promować usług Fly&Watch, bo większość nowych klientów firmy dowiaduje się o niej pocztą pantoflową. 

– Promujemy się na Facebooku, Instagramie, mamy swoją stronę internetową, ale najwięcej zleceń pochodzi z tzw. poleceń od naszych wcześniejszych klientów. Nierzadko bierzemy udział w przetargach lub konkursach ofert, ale bardzo często jednostki samorządowe lub straże miejskie same do nas trafiają, bo jesteśmy polecani przez gminy, które już korzystały z naszych usług. Wypracowana renoma to dla nas najlepsza reklama – uważa Artur Jarosz. – Poza badaniem jakości powietrza robimy jeszcze m.in. inspekcje techniczne, mapowania terenu, badania magnetometrycznych, czyli poszukiwań metali np. niewybuchów znajdujących się pod ziemią lub wodą, czy badania hiperspektralne, za pomocą których m.in. można określić stan zdrowia roślin i upraw – tłumaczy.

Prezes firmy Fly&Watch przyznaje, że na terenie Polski jest kilka firm świadczących usługi związane ze sprawdzaniem jakości powietrza na profesjonalnym poziomie, ale każda z nich ma swój specyficzny sposób działania przez co na rynku widoczna jest zdrowa i rozsądna rywalizacja. 

– Mamy zlecenia z całego kraju, ale działamy głównie w województwie Śląskim oraz Lubelskim. Mamy oddziały w Jaworznie i Lublinie. Z naszych usług związanych z badaniem jakości powietrza korzystało już kilkadziesiąt gmin. Na tle konkurencji wyróżniamy się tym, że posiadamy wysokiej jakości różnorodny sprzęt, który potrafi wskazać online i w czasie rzeczywistym nie tylko jaki związek jest w spalanym dymie, ale także to, jak dużo go jest. To ważne, bo niektóre substancje są zakazane dopiero po przekroczeniu pewnej normy – mówi Artur Jarosz. 

Wśród planów na przyszłość szef Fly&Watch wymienia śmielsze wejście na zagraniczne rynki. W przeszłości firma miała już pierwsze zlecenia m.in. z Hiszpanii i Kolumbii, a teraz stara się, aby zagościć tam na stałe. – Planujemy też rozszerzyć ofertę o usługę skanowania laserowego z użyciem dronów. Taką technologię wykorzystuje się na przykład do inwentaryzacji infrastruktury, choćby mostów czy budynków – zapowiada Artur Jarosz. 

Ważny monitoring 

Trudno mówić o walce, o czystsze powietrze i jego znaczeniu prozdrowotnym, gdy brakuje informacji na temat tego, z jaką skalą zanieczyszczenia mamy do czynienia. Z takim problemem zmaga się wielu mieszkańców, szczególnie mniejszych miejscowości, gdzie brakuje stacji pomiarowych i czujników, które informowałyby o przekroczonych normach. 

Wprawdzie w ostatnich latach przybyło firm, które je oferują, ale „białych plam” na mapie smogowych zagrożeń wciąż jest jeszcze sporo. Ich uzupełnianiem z powodzeniem zajmuje się katowicka firma Syngeos, która dostarcza czujniki na bieżąco monitorujące stan powietrza na danym obszarze.

Marka Syngeos powstała w 2016 r. – W naszym mieście mamy bardzo złą jakość powietrza. Uznaliśmy, że poziom jego zanieczyszczenia należy kontrolować, ponieważ zwiększa to świadomość społeczeństwa o zagrożeniach związanych ze smogiem – zauważa Michał Świerz, CEO firmy. Syngeos tworzy dziś łącznie 10 osób. – Wszyscy mamy dzieci i chcemy budować dla nich lepszą i zdrowszą przyszłość. Nasze urządzenia mogą pomóc w walce ze smogiem – sądzi.

Obecnie, w ofercie katowickiej firmy są cztery urządzenia. Pierwsze z nich mierzy stężenie pyłów zawieszonych PM10 oraz PM2,5, temperaturę, wilgotność powietrza i ciśnienie atmosferyczne. Drugie, mierzy te same parametry, ale dodatkowo może zostać rozbudowane o czujniki gazów: NO2, SO2, O3 i CO. Natomiast trzecie bada poziom hałasu. Syngeos jest też dystrybutorem pyłomierza osobistego Dust Air stworzonego przez Główny Instytut Górnictwa. To niewielkie urządzenie można przymocować np. do paska, plecaka, torby czy roweru, a jego użytkownik jest w czasie rzeczywistym informowany o aktualnym stanie jakości powietrza w miejscu, w którym się znajduje.

Oferta Syngeos jest skierowana głównie do samorządów. I to właśnie miasta, gminy czy powiaty, które chcą zainstalować na swoim terenie czujniki powietrza, należą do największego grona klientów katowickiej firmy. Mniejszość zaś stanowią prywatne firmy, które również chcą mierzyć jakość powietrza w swojej okolicy. 

Jak działają czujniki? Informacje z urządzeń przesyłane są zarówno na ekrany i tablice zainstalowane w centrach miast oraz placówkach użyteczności publicznej (np. szkoły czy urzędy), jak i do panelu. Ten zaś, może być przeglądany za pośrednictwem strony internetowej oraz aplikacji mobilnej. Dane aktualizowane są na bieżąco, co 3 minuty i informują o stanie powietrza, umożliwiając tym samym bezpośrednią prewencję (np. pozostanie we wnętrzach budynków) dla mieszkańców, szczególnie narażonych na działanie smogu (dzieci, kobiety w ciąży czy osoby starsze i cierpiące na choroby dróg oddechowych bądź układu naczyniowego). Obecnie czujniki Syngeos zainstalowane są w ponad 200 samorządach. – Nasze dwie największe inwestycje tego typu to Metropolia Poznań (212 czujników, 212 monitorów edukacyjnych) oraz Katowice (127 czujników, 154 monitory edukacyjne). Łącznie obsługujemy już ponad 2 tys. urządzeń, a ta liczba stale rośnie. Przeciętnie, co miesiąc przybywa nam 20–30 samorządowych klientów – informuje przedstawiciel firmy.

Większa świadomość 

Katarzyna Burda-Świerz, właścicielka firmy, podkreśla, że rola Syngeos nie kończy się na dostarczeniu czujników. – Działamy kompleksowo, zapewniamy samorządom materiały edukacyjne, które pozwalają nauczycielom w przystępny i atrakcyjny sposób przekazywać treści proekologiczne uczniom. To wiedza na temat zagrożeń wynikających z zanieczyszczenia powietrza. W czasie 

zajęć o tematyce ekologicznej wykorzystywane jest wspomniane urządzenie opracowane przez GIG – wyjaśnia. – Pyłomierz Dust Air pomaga trafiać w gusta młodych odbiorców. Urządzenie spotyka się z dużym zainteresowaniem, ze względu na swoją kompaktową i przenośną formę. 

Obecnie nowi klienci przychodzą do Syngeos przede wszystkim z polecenia. Wieść o wysokiej jakości urządzeń przenosi się pocztą pantoflową. – Mamy 100 proc. zadowolonych klientów – cieszy się Katarzyna Burda-Świerz i nadmienia, że samorządy doceniają w ofercie firmy, że zapewnia ona także serwis. – To nasza mocna przewaga nad konkurencją. Wyróżniamy się również samymi czujnikami, które mają kondycjonowany tor powietrza, czyli komorę, gdzie badane powietrze jest ogrzewane, dzięki czemu wyników pomiaru nie zaburza wilgotność. Oznacza to, że nasze czujniki są rzeczywiście dokładne – tłumaczy.

Katarzyna Burda-Świerz zdradza, że firma Syngeos jest rentowna. Podkreśla, że biznes rozwija się szybko, ale organicznie. – Bez dotacji i inwestora zewnętrznego – i mówi, że celem firmy na najbliższe lata jest uzyskanie pozycji lidera rynku w Polsce. – Jesteśmy na dobrej drodze, aby być w pierwszej dwójce dostawców czujników, ale oczywiście mierzymy jeszcze wyżej – kończy.

---

Smogowe biznesy

→ Nad Wisłą przybywa firm, które oferują produkty antysmogowe. Jedną z nich jest Looko2 z podkrakowskich Węgrzc Wielkich. Oferuje ona niewielkie urządzenia pozwalające na pomiar pyłów PM1, PM 2,5 oraz PM10. Czujniki tworzą kompleksowy ekosystem umożliwiający sprawdzenie stanu zanieczyszczeń wszędzie tam, gdzie znajdują się urządzenia. Do dyspozycji wszystkich, nie tylko klientów, jest za to mapa z czujnikami, na której możemy sprawdzić stan powietrza w naszej okolicy. 

→ Przed smogiem ostrzegają też innowacyjne ławki firmy 8loading, którą stworzyli Michał Szyszkowski i Michał Kaczorek. Oferowane przez nich urządzenia (wewnętrzne i zewnętrzne) są wyposażone w czujniki pomiaru cząstek pyłów zawieszonych PM10 oraz światła LED-owe, które zmieniają kolor od zielonego przez żółty do czerwonego w zależności od stopnia zanieczyszczenia powietrza. Co więcej ławki są wyposażone w gniazda USB, abyśmy mogli naładować na nich telefon i moduł Wi-Fi, dzięki któremu możemy połączyć się z internetem. 

→ Firma Dragon z Krakowa jest producentem masek antysmogowych. Oferuje zarówno maski, które chronią przed zanieczyszczeniami np. w drodze do pracy, jak i w czasie uprawiania sportu. 

→ Przed szkodliwymi cząsteczkami metali w powietrzu oraz smogiem chronią także specjalne kremy, które oferuje firma KF Niccolum założona przez Izabelę Zawiszę. Preparaty zawierają składniki, które uniemożliwiają przenikanie przez skórę szkodliwych związków np. niklu i palladu, które są obecne w smogu. Kosmetyki działają więc jak tarcza ochronna. 

→ Ciekawe rozwiązanie proponuje też firma Dagas oferująca katalizator spalania, który wlewa się do baków samochodów, ciężarówek czy łodzi. Jego zastosowanie zmniejsza nie tylko zużycie paliwa nawet o kilkanaście procent, ale także emisję szkodliwych gazów do 90 proc.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?