Liderzy

Tu jest mój teatr, tu jest moje drzewo

Emilian Kamiński - właściciel i twórca Teatru Kamienica, ma tytuły Dobroczyńca Roku 2012 i Sukces Roku 2011. Uhonorowano go także Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Stoję w al. Solidarności. Za plecami zawodzą tramwaje, w powietrzu wisi jesienna mgiełka. Przede mną brama ponadstuletniego budynku. Jeszcze kilkanaście lat temu obskurna, dziś pięknie odremontowana – prowadzi do lubianego w Warszawie Teatru Kamienica.

W foyer gości przyjmuje sam dyrektor, Emilian Kamiński. Zagaduje, uśmiecha się. Wchodzę na salę. Po kolei rozbrzmiewają dzwonki. Wreszcie milkną rozmowy, a z głośnika płynie: „Witamy w naszym domu”. W sezonie 2014/2015 powitano tak 90 tys. widzów.

Kilka dni po spektaklu znowu odwiedzam Kamienicę, tym razem, aby spotkać się Kamińskim. Właśnie kończy próbę. Emanuje z niego zmęczenie, ma worki pod oczami, chodzi w szlafroku. Charyzmatycznego artystę zastąpił biznesmen przygnieciony obowiązkami administracyjnymi. Utrzymanie teatru kosztuje 150 tys. zł miesięcznie, 40 tys. pochłania sam czynsz. Ostatnio dołączyła jeszcze walka z ludźmi pragnącymi przejąć lokal, w którym znajdują się sceny.

Aktor odżywa dopiero, gdy zaczynamy mówić o przeszłości. Wspomina swoją edukację w Technikum Ekonomicznym nr 8 w Warszawie, opowiada anegdoty o „czerwonych” nauczycielach i o tych „porządnych”. Nie, żeby czuł w młodości ciągoty do ekonomii, zwłaszcza w ujęciu socjalistycznym. Szkołę wybrali mu rodzice. Biznesu uczył się sam, zresztą jak większości rzeczy: reżyserii, muzyki, a nawet budowlanki. – Ja jestem takim robotniko-biznesmenem – śmieje się. W latach 80., gdy uczestniczył w aktorskich bojkotach, utrzymywał się z pracy na budowach, co mu się później przydało. Najpierw, kiedy własnoręcznie remontował swój dom w Józefowie, 115-letnią willę spisaną na straty przez trzech inżynierów. Potem, gdy zagrzybioną, wilgotną piwnicę zaczarował w teatr.

Że pewnego dnia dorobi się własnej sceny, wywróżył mu tuż po studiach profesor Aleksander Bardini, wybitny aktor i wykładowca warszawskiej PWST. „Emilian – powiedział mu wtedy – kiedy będziesz zakładał teatr, pamiętaj, że jeśli ona mieszka na Pradze, a pracuje na Woli, to po powrocie do domu, umalowana i wystrojona, będzie chciała jechać do centrum”. – „Ona” to oczywiście kobieta – tłumaczy Kamiński. – Bo zwróć uwagę, że to kobieta prowadzi mężczyznę do teatru. 

Duchy opiekuńcze

Przykazanie swego „majstra”, jak mówi, mrużąc filuternie oko, zapamiętał i to przesądziło o lokalizacji Kamienicy, a także o tym, że nie przejął po Tadeuszu Łomnickim Teatru na Woli. Jednak człowiekiem, który tak naprawdę zasiał w nim wizję własnego teatru, był niejaki Joseph Papp, broadwayowski menedżer i założyciel popularnego The Public, dziś znanego jako Joseph Papp Public Theater, w którym wystawiano m.in. przebojowy musical „A Chorus Line”. 

Kamiński spotkał się z Pappem w 1988 r., dzięki swemu „teatralnemu tatusiowi”, Januszowi Warmińskiemu. Podczas godzinnej rozmowy zasypał go pytaniami; chciał wiedzieć, jak to jest prowadzić teatr w USA, jaki to jest biznes. W rzeczywistości PRL-u to, co usłyszał, brzmiało jak fantazje, ale Papp kazał mu się nie przejmować i po prostu poczekać, aż komunizm upadnie. Zdradził mu też jeden z tajników swojej sztuki: „Mam dwie sceny. Na głównej wystawiam »A Chorus Line«. Na tym zarabiam, aby na małej móc wystawiać, co mi się podoba”. 

Kamiński też tak robi. Na Scenie Oficyna wystawia lżejsze, bardziej komercyjne sztuki, a na dwóch malutkich, Warsza i Parter, te bardziej ambitne.

Więcej niż teatr

Nie łudzi się, że sztuka może wyżywić się sama i szuka też nieartystycznych sposobów na zarabianie. Kamienica ma własną restaurację i kawiarnię, organizowane są tam spotkania biznesowe i szkolenia. W sumie jest to kolejne wcielenie Pappowskiej idei dwóch scen. 
Dodatkowe źródła finansowania pozwalają Kamińskiemu realizować różne projekty, z których wiele ma charakter społeczny. Zaangażował się m.in. w organizację Dni Uśmiechu, czyli warsztatów teatralnych dla dzieci z ośrodków opiekuńczych. Przy Kamienicy powstał też pierwszy zawodowy teatr osób niepełnosprawnych.

Marzył o wydarciu historii skrawka przedwojennej Warszawy, z jej kawiarnianym gwarem i życiem kulturalnym. Teatr powinien być miejscem spotkań.

Aktor marzył również o wydarciu historii choćby skrawka przedwojennej Warszawy, z jej kawiarnianym gwarem i bujnym życiem kulturalnym. W jego wizji teatr powinien być miejscem spotkań towarzyskich, dyskusji, randek. Przed remontem nikt nie wierzył, że zrujnowana kamienica może się do tego nadawać. Znajomi pytali: „Gdzie ty tu widzisz teatr?”. Ale Kamiński był przekonany, że teatr już tam jest, wystarczy go wydobyć. – Genius loci – mówi z tajemniczym uśmiechem. – Wyczułem jego energię. 

Wydobywanie wiązało się jednak z niemałym kosztem. Aktor poświęcił na odbudowę oszczędności życia i musiał sprzedać mieszkanie w Warszawie. Do tego doszło 5 mln zł dofinansowania z UE, a i tak było mało. W sukces mało kto wierzył, choć przecież wkrótce miało dojść do wysypu prywatnych teatrów w Warszawie, z Polonią Krystyny Jandy i 6. piętrem Michała Żebrowskiego na czele. (Skądinąd, był pomysł, aby Janda, z którą Kamiński studiował i do dziś się przyjaźni, została jego wspólniczką). Zdaniem aktora, w tym trendzie nie ma nic dziwnego. Powstają prywatne banki, uczelnie, to równie dobrze mogą i prywatne teatry. – Czemu aktor nie miałby być biznesmenem? – pyta. – Co to on głupszy od innych?

Praca nad sztuką teatralną wymaga świetnej organizacji czasu i zdolności analitycznych – bez których nie obejdzie się dobry menedżer. Kiedy zaś trzeba pozyskiwać fundusze, nie zaszkodzi trochę scenicznej charyzmy. 

Ja nie mam konkurencji

Co ciekawe, Kamiński nie obawia się konkurencji ze strony innych teatrów. Uśmiecha się nieco szelmowsko i mówi: – Ja nie mam konkurencji. Wy to nazywacie konkurencją. Ja robię swoje. Mój produkt jest bezkonkurencyjny, podobnie jak produkt Krysi Jandy czy Michała Żebrowskiego, bo to są autorskie teatry.

Aby „robić swoje”, nauczył się jeszcze w czasach studenckich od Tadeusza Łomnickiego, który powtarzał: „Nie podpatrujcie pomysłów, miejcie pomysły”. Ten rodzaj introspekcji, niechęć do oglądania się na innych, a jednocześnie otwartość na ludzi, z czasem stały się filozofią życiową Kamińskiego. – Cisza jest w tobie – mówi mi. – Wszechświat jest w tobie. Możesz się śmiać, ale ja od dziecka bardzo wiele czasu spędzałem z drzewami. To też są moi nauczyciele. Zawsze analizowałem, jak żyją. Popatrz, stoją w jednym miejscu, korzenie mają w ziemi, a jednocześnie otwierają na niebo te swoje kosmiczne anteny. To są jakieś fantastyczne stwory.

Czarne chmury

Niestety, stoicyzm aktora czeka ciężka próba. Część pomieszczeń zajmowanych przez teatr chce przejąć firma GeoCapital należąca do Adriana Accordiego-Krawca. Sprawa sięga 2012 r., kiedy GeoCapital, w zamian za prace remontowe, otrzymała akt własności strychów w kamienicy. Podzielono je na osiem lokali, w których zarejestrowano osiem przedsiębiorstw. Co prawda miasto ma 65 proc. udziałów w nieruchomości, ale liczba głosów we wspólnocie zależy od liczby posiadanych lokali. Skoro zaś Accordi-Krawiec sporo ich zyskał, łatwo przeforsował decyzję o eksmisji Kamienicy i zamurowaniu piwnic. Działania te zostały jednak wstrzymane, ponieważ trwa postępowanie sądowe. Accordi-Krawiec w oficjalnym oświadczeniu stwierdził, że postąpił zgodnie z prawem. Kamiński odpowiada, że zarząd wspólnoty złamał przynajmniej cztery paragrafy. Zamierza walczyć do końca o dzieło swego życia, w czym popierają go liczni sympatycy. Pod oficjalną petycją do prezydenta RP, prezydenta Warszawy i prokuratora generalnego podpisało się już 15 tys. osób. Prawie 5 tys. polubiło na Facebooku stronę „STOP dla zniszczenia Teatru Kamienica”. Zapytany, dlaczego tak bardzo zależy mu na tym konkretnym miejscu, aktor odpowiada: – Bo tu jest to moje drzewo. Ten teatr to moje drzewo.

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty