Liderzy

Ich kod wewnętrzny

Fot. Filip Miller

Koszulki Red is Bad nie zakłada się przez przypadek. To więcej niż zwracające uwagę ubranie i rosnący biznes. To manifestacja poglądów i uczuć pomysłodawców tej marki a zarazem jej właścicieli. A także, naturalnie, jej klientów.

Można śmiało mówić o społeczności Red is Bad. Okazją do spotkań twarzą w twarz są ważne polskie rocznice: 1 sierpnia, 11 listopada. W miejscach zgromadzeń roi się od Orłów Białych i znaków Polski Walczącej na T-shirtach, bluzach, czapkach. Noszą je rośli faceci i nastolatki, dziewczyny i ich mamy. Częściej łączą się na Facebooku, a zwłaszcza, gdy jest akcja, na przykład poparcia dla budowy w Warszawie pomnika rotmistrza Witolda Pileckiego. – Widzę ich też na co dzień. Przechodzą ulicami w naszych ubraniach. Nie przestaje mnie zadziwiać, jak rozmaici to ludzie, w każdym wieku, odmienni w stylu ubierania się, także z różnych subkultur – mówi Kuba Iwański, jeden z dwóch, wraz z Pawłem Szopą, twórców i właścicieli Red is Bad.

Różni klienci, ale tacy sami w jednym. W dumie z narodowych korzeni. W zdystansowaniu do systemu. Ubranie pomaga w kształtowaniu tożsamości.

Dość propagandy

Marka narodziła się w 2012 r. Z buntu. – Byliśmy naprawdę mocno zdenerwowani tym, co dzieje się w naszej rzeczywistości. Zaczęliśmy na Facebooku graficznie komentować absurdy w polityce i gospodarce. Przypominaliśmy też przemilczane albo zakłamane fakty historyczne – mówią Iwański i Szopa. Znali się z liceum, spotkali po kilku latach. Szopa z doświadczeniami z pracy na etacie, a Iwański zdegustowany barierami prawnymi, które napotkał przy prowadzeniu własnego biznesu. Wieczorami uzgadniali telefonicznie temat grafiki i wrzucali ją do sieci.

Po pół roku ze startowych 100 polubień zrobiło się 10 tys. Do przeniesienia wzorów z Facebooka na koszulki namówili ich sympatycy. – Nie mieliśmy pojęcia o ubraniach, ale zaryzykowaliśmy. Razem mieliśmy na rozkręcenie 4 tys. zł. Na próbę przygotowaliśmy 200 T-shirtów. Otworzyliśmy sklep internetowy – opowiada Paweł Szopa. Początkowo mieli nazywać się Noś Wolność, ale Kuba nie przestawał kombinować. Po dwóch tygodniach przyszło olśnienie. – Red is Bad wydało mi się nośne popkulturowo, intrygujące i ucieszyłem się, że jest po angielsku, co daje szansę na szerszy zasięg  – wspomina.

Klienci odzieżowej marki Red is Bad są różni, ale tacy sami w jednym. W dumie z narodowych
korzeni. W zdystansowaniu do systemu. Ubranie pomaga w kształtowaniu tożsamości.

Ustalili twarde zasady. Biznes będzie czysto polski. Tu materiały, cała produkcja nawet najmniejszych detali, tu wydawanie i zarabianie pieniędzy oraz żadnych unijnych ani państwowych dotacji. Powstał kodeks w imię robienia tego, co chcą, jak chcą i co im się podoba. Zanim Red is Bad powstała, mieli już motto: „Produkt nie jest finansowany z UE”. Bezkompromisowość zaskoczyła. Zamówień przybywało, ale przez ponad rok pracowali tylko we dwóch. Pierwsze biuro mieściło się w pokoju Pawła, który wziął na siebie produkcję i sprzedaż. Jego prywatny telefon był jednocześnie służbowy. Kuba, dusza artystyczna, odpowiadał za wzory i branding.

Wzmocnieni w boju

Branży uczyli się w biegu. Dziś Paweł mówi, że zdobyty przez nich know-how na temat produkcji odzieży wart jest wiele. Widzą będący w ruinie przemysł włókienniczy w Polsce, ale wierzą, że przynajmniej w części da się go odbudować. – Współpracujący z nami zakład musiał zatrudnić 10 dodatkowych szwaczek na nasze potrzeby – mówi Paweł. Na urlopie nie był od trzech lat.

Poza sklepem internetowym mają stacjonarny w Warszawie i za chwilę będzie kolejny, w sąsiedztwie krakowskiego Rynku. Ich produkty dystrybuują wybrane placówki w kraju, a także w Wielkiej Brytanii i Holandii. Klientami są nie tylko Polacy i Polonia, ale też np. Francuzi czy Hiszpanie. – Idea „nie dla UE” sięga daleko – podsumowuje Paweł. Niedawno uruchomili portal skierowany m.in. do przedsiębiorców i chcą stworzyć katalog firm rozwijających się bez dotacji z Unii.

Bywało pod górkę, gdy w obawie przed ich wyrazistością odmawiano im powierzchni reklamowej. – Teraz sami się do nas zgłaszają – mówi Paweł. Był też oszust, który próbował ich zastraszyć i skierował przeciwko nim aż 74 pozwy. Dopiero niedawno sąd odrzucił ostatnie cztery. – To, że występujemy przeciwko systemowi, nie oznacza, że łamiemy zasady – podkreśla Paweł. – Z naszej strony wszystkie sprawy prawne są zawsze w porządku, w tym dotyczące wykorzystania na produktach znaków narodowych i historycznych oraz wizerunków.

Grunwald i Cud nad Wisłą

W sprzedaży mają obecnie ok. 300 wzorów odzieży i akcesoriów. Ich stylistyka odzwierciedla odmienne gusty właścicieli marki. Kuba woli proste znaki, skondensowaną w nich informację, zawężony zestaw kolorów, natomiast Paweł ceni silny, konkretny przekaz w malarskich, barwnych projektach. Przykładem preferencji Kuby są np. świetnie sprzedające się do dziś, jedne z pierwszych wzorów: Żołnierze Walczący z literą V i dyskretnie uwidaczniająca się, z rozcięcia na wysokości serca, biało-czerwoną flagą. Gustowi Pawła bliskie są nowe serie koszulek z obrazami wielkich zwycięskich bitew Polaków.

Red is Bad współpracuje ze znanymi artystami, np. z Krzysztofem Domaradzkim (autorem plakatów do „Wiedźmina” i projektów dla takich marek, jak Diesel, Nike czy Walt Disney) oraz z Jakubem Różalskim, którego obrazy futurystycznych machin na tle wizji z polskiej historii są już szeroko rozpoznawalne. W najbliższym czasie zamierza rozwijać również kategorie odzieży sportowej i dla dzieci. Na koszulkach dla sportowców pojawiają się polscy królowie, a dokładniej ci, których zasługi dla dobra wspólnego były największe. – Pokażemy ich jako dobrze „napakowanych” herosów – opisuje Paweł.

Iwański i Szopa należą do grona przedsiębiorców nastawionych nie tylko na zysk. Nie chcą ujawnić swoich wyników, ale są z nich zadowoleni. Nie dokładają i cieszą się, że mogą już wspierać bliskie im przedsięwzięcia. Bo – jak podkreślają – Red is Bad to więcej niż odzież. To edukacja i pokazywanie wzorców. – Im dłużej w tym jesteśmy, tym lepiej poznajemy przeszłość Polski i coraz więcej ludzi, którzy nas inspirują. Gdyby Amerykanie mieli choćby jedną ósmą naszej historii, to robiliby z niej fantastyczny użytek, a nam wciąż każe się wstydzić i przepraszać. A gdzie duma? – pyta Kuba. – Do koszulek dołączamy informacje, kto jest na nich przedstawiony, czego wyjątkowego dokonał dla Polski – dodaje Paweł. Nowa kolekcja ma wymowną nazwę „Jesteśmy stąd”.

Red is Bad wspiera w wielu miejscowościach konkursy historyczne, dni pamięci, marsze ku czci, a ostatnio sfinansowała na Facebooku kampanię filmu „Pilecki”. – Po naszym fanpage’u widać, że fanów nam przybywa. Mamy ponad 150 tys. polubień. Ludzie nie chcą być nijacy. Chcą się angażować. Tak jak my – mówi Kuba. Media społecznościowe są ich głównym orężem, bo tam „jest najwięcej wolności”.


Kuba Iwański i Paweł Szopa
Pomysłodawcy i właściciele Red is Bad. Warszawiacy. Mają po 30 lat. Poznali się w Liceum
im. Romualda Traugutta. Kuba skończył wzornictwo przemysłowe na ASP w Warszawie, Paweł – prawo na UW.  Paweł (po prawej), przed Red is Bad, pracował w firmie farmaceutycznej, Kuba – jako wolny strzelec, projektant komunikacji wizualnej.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty