Liderzy

Polakiem jestem dumnym

Wraz z kolegami z zespołu 4 Deserts, Andrzejem Gondkiem i Markiem Wikierą, świętował sukces ukończenia tego ultramaratonu w koszulkach z Orłem Białym na piersi i biało-czerwoną na przedramieniu.

We wszystkim, w co wchodzi, Daniel Lewczuk przesuwa granice. Sobie samemu. Oswaja lęk towarzyszący zmianom. W drodze do celu widzi w perspektywie drugiego człowieka - to mu pomaga, bo chce, aby korzyść z jego pracy miała szerszy zasięg.

Chłopak z warszawskiego Ursynowa uczy się grać w koszykówkę. Na turnieju za granicą, jako reprezentant Polski, poznaje szkoleniowca, który daje mu szansę na studia i trening w USA. Ćwiczy do granic wytrzymałości. Jego drużyna wygrywa ligę uniwersytecką drugiej dywizji. A potem kończy studia. 

Po paru latach pracy w Polsce zostaje dyrektorem, ale rzuca to, bo woli pójść na swoje. W branży executive search osiąga pozycję międzynarodową. Rozkręca własne biznesy, wprowadza nowe pomysły. Podpowiada innym, jak startować. Wchodzi do rad nadzorczych gigantycznych spółek, by wnieść do nich wartość dodaną w postaci swoich doświadczeń, pracy z topowymi menedżerami, relacji, wiedzy o rynku oraz najwyższych standardów. 

A poza tym pokonuje biegiem tysiące kilometrów piachu. W planach ma kolejne wyzwania. – Zapisuję się na najbardziej abstrakcyjny projekt dla siebie, gdzie moje kompetencje są zerowe. Czy, jeśli połączę czas, pracę i determinację, osiągnę cel? – zastanawia się Daniel Lewczuk, prezes Executive Network i człowiek wielu różnych aktywności. 

Wzmacnia jednocześnie ciało, umysł i ducha. Trenuje przy niepogodzie, w deszczu i gdy za oknem jest -20°C. Im więcej wymaga od siebie, z tym większą rozwagą ocenia innych. Pracuje w delikatnej materii, ludzkiej, na różnych poziomach, gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze i gdy debiutant dopiero o nich marzy. Ze skali globalnej przenosi się do lokalnej, a także w świat indywidualnych losów. Jego praca to ciągłe budowanie relacji i wpływ na zmiany w rzeczywistości. – Kiedyś, na Bliskim Wschodzie, spotkałem się z potężnym inwestorem, który chciał wydobywać tam pewne złoża, ale zrezygnował, bo mogłoby to spowodować załamanie płyty tektonicznej i trzęsienie ziemi po drugiej stronie globu, w Kalifornii. Pomyślałem, jaka to odpowiedzialność! – wspomina Daniel Lewczuk. 

Łap okazję i pamiętaj, kim jesteś

Najczęściej rozmawia z kandydatami na wysokie stanowiska. Rekomenduje kogoś na prezesa czy członka zarządu, a nazajutrz giełda ogłasza to nazwisko. Patrzy na wyniki spółek. Znacznie częściej jest zielono niż czerwono. Przychodzą też do niego ludzie, którzy miesiącami szukają pracy. – Staram się ich wspierać, ale często mam wrażenie, że z niewystarczającą determinacją próbują rozwiązywać swoje problemy – mówi i dodaje, jakie znaczenie ma dla niego to, czego nauczył się w Stanach. – Etyka biznesu jest tam niesłychanie istotna. Przejąłem to i przy wyborze kandydata na pewno istotny jest dla mnie jego kręgosłup. 

Fascynują go twórcy ciekawych projektów biznesowych. Jest członkiem jury oceniającym potencjał polskich startupów. – Statystyka mówi, że 80 proc. biznesów w trzecim roku od startu zbankrutuje. 20 proc. zawodników wyścigu 4 Deserts, mimo przygotowań, nigdy nie zobaczy mety – wyjaśnia. – Ale trzeba mieć odważne marzenia i nie wolno rezygnować. Pierwszy pomysł możesz mieć taki sobie, ale nie przestawaj wymyślać, wracaj do inwestorów. U nas gospodarka rozwija się dzięki MSP. Im więcej ich wypali, tym będziemy zamożniejszym narodem.

Najpierw poznawał biznes z pozycji pracownika. Przez sześć lat – jako dyrektor operacyjny w firmie doradczej Accord Group ECE. Gdy postanowił rozkręcić swoją firmę People Network, najbardziej odwodzili go od tego rodzice. Kazali trzymać się posady. Ale pamiętał motta swojego amerykańskiego trenera: pierwsze, że trzeba pamiętać, kim się jest i jakie wyznaje się wartości; drugie, że nie wolno nie wykorzystywać okazji. 

Po pierwszej firmie założył drugą, Executive Network, która jest wyłącznym przedstawicielem na Polskę sieci IMD International Search Group (mającej 40 biur w 27 krajach) i jedną z kilkunastu w naszym kraju akredytowanych przez AESC – światową organizację standaryzującą usługi executive search. Jednocześnie włożył swój kapitał w kilka spółek, w tym w GoldenLine, sieć większą teraz w Polsce od LinkedIn o 40 proc., ale liczy się z tym, że o utrzymanie tych proporcji trzeba będzie powalczyć. – LinkedIn jest globalny, my lokalni, a ludzie szukają dla siebie coraz więcej możliwości networkingowych – mówi. 

Swoją karierę przedstawia w formie sinusoidy. Były też porażki. Za największą uważa to, że kilkanaście miesięcy po wystartowaniu pierwszej swojej spółki kupił sobie sportowy samochód. Następnego dnia przyszli do niego pracownicy z pytaniem o podwyżki. – A ja dopiero co mówiłem im, że wciąż jesteśmy na początku drogi i odkładamy każdą złotówkę. Odebrałem lekcję własnej głupoty – opowiada. Poza tym, nie wszystkie jego pomysły biznesowe wypaliły. Cytuje jednego ze swych ulubionych mentorów, Johna C. Maxwella, który podczas wspólnego lunchu w Londynie powiedział: Sometimes you win, sometimes you learn (Czasami wygrywasz, czasami się uczysz). 

Ambitny reprezentant Polski

Wyzwania sportowe uwiarygodniają go w biznesie. Odbierany jest jako przykład zwycięzcy, mistrza. – Nie uważam się za superbohatera. Jestem przeciętnym Polakiem, Janem Kowalskim, ważę za dużo, żyję w ciągłym niedoczasie, ale jeśli czegoś bardzo chcę, robię to. Trzeba wierzyć, że się uda – twierdzi. 

Polakiem jest dumnym. To duma z naszej przedsiębiorczości, widocznej także poza krajem. Przykłady? Dariusz Miłek z CCC, Adam Góral – Asseco, Jan Kulczyk, Jerzy Starak – Polpharma. – PKN Orlen kierowany przez Jacka Krawca, PZU przez Andrzeja Klesyka czy PKO BP dowodzone przez Zbigniewa Jagiełłę – to są zupełnie inne firmy dzisiaj, niż gdy siadali za ich sterami – zauważa. 

Jako dumny Polak, wraz z kolegami z zespołu 4 Deserts, Andrzejem Gondkiem i Markiem Wikierą, świętował sukces ukończenia tego ultramaratonu w koszulkach z Orłem Białym na piersi i biało-czerwoną na przedramieniu. – Czasem zastanawiam się, jak pustynie mnie zmieniły – mówi. Skala trudności była gigantyczna. Przebiec tysiąc kilometrów w rok (Gobi, Sahara, Atakama, Antarktyda), zrobić 1,5 mln kroków po piachu, przy wietrze, skokach temperatury. Po co? – By osiągnąć cel. Zrealizować marzenie. Ukończyć, co się zaczęło – wymienia. Żaden Polak tego nie dokonał. – Jakakolwiek próba wysunięcia ego na pierwszy plan byłaby początkiem mojej porażki – wspomina. Biegł, porządkował myśli i udowadniał sobie, że zamiast „chciałby” – „chce i robi to”. 

Biegł też w celu charytatywnym i żeby nie zawieść kolegów z zespołu, no i prawie przebiegł swoją czterdziestkę. – Jestem wdzięczny za to, czego doświadczyłem – mówi. Pokora człowieka sukcesu.


CV - Daniel Lewczuk

  • Prezes zarządu i właściciel Executive Network (od 2005 r.).
  • Inwestor/udziałowiec: GoldenLine (od 2006 r.), ClickQuickNow (od 2010 r.),  SentiOne.pl (od 2010 r.), Sprzedajemy.pl (od 2011 r.). Członek rad nadzorczych spółek notowanych na GPW: Grupa Kopex SA, Mostostal Zabrze; członek rady gospodarczej A.T. Kearney.
  • Jeden z pięciu członków zarządu globalnej firmy executive search IMD International Search Group, odpowiedzialny za EMEA.
  • M&A: reprezentuje STS Capital Partners.
  • Anioł biznesu – członek gremiów oceniających startupy, m.in. Intel Business Challenge Europe.
  • Autor wielu publikacji w prasie profesjonalnej i biznesowej, a wkrótce także książki o swoich doświadczeniach biznesowych i sportowych.
  • Przebiegł 4 Deserts, ukończył zawody Ironman, jeździ w rajdach samochodowych, na nartach, gra w tenisa i squasha, w młodości grał w koszykówkę. 
  • Ma 40 lat; warszawiak; studia w USA: licencjat z zarządzania biznesem (Kentucky Christian College) i dyplom MBA (Hope International University, Kalifornia), w Ameryce skończył też teologię.
Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty