Rynek pracy

Witamy na pokładzie

fot. Adobe Stock

Pierwszy dzień w pracy jest jak pierwsza randka. Nowemu pracownikowi może zarówno dodać skrzydeł, jak i kompletnie mu je podciąć. W zbudowaniu trwalszej relacji pomaga mądrze przeprowadzony onboarding. Oto jak to dobrze robić.

igdy nie ma drugiej okazji, żeby zrobić pierwsze wrażenie – te słowa Andrzeja Sapkowskiego sprawdzają się nie tylko w życiu prywatnym, ale też zawodowym. Jeśli wykorzystamy swoją szansę i na naszym nowym pracowniku zrobimy dobre wrażenie, to z pewnością jego satysfakcja z dołączenia do zespołu będzie wyższa i zostanie z nami na dłużej. 

I nie są to czcze słowa, ale wnioski płynące z badań Society for Human Resource Management (SHRM), czyli największego na świecie stowarzyszenia osób zajmujących się zarządzaniem personelem. Wynika z nich, że aż 69 proc. nowych pracowników, którzy pozytywnie ocenili onboarding, deklaruje, że chętnie zwiąże się z pracodawcą na dłużej niż trzy lata.

Co to jest? 

No dobrze, ale czym jest onboarding? Mówiąc krótko to działania mające na celu adaptację nowego pracownika w firmie. – Używając nomenklatury lotniczej, to jest wejście na pokład i zapoznanie się ze wszelkimi procedurami i zasadami panującymi w samolocie – mówi Maja Gojtowska, specjalistka ds. HR i employer brandingu i dodaje, że niezależnie od tego, czy firmy mają ustaloną strategie onboardingową, czy też nie ten proces zawsze się odbywa. – Jeśli nie stworzyliśmy jasnych działań onboardingowych, to zwykle są one kiepskie. Bywa, że pracownik przychodzi pierwszego dnia do pracy i okazuje się, że nic nie jest gotowe. Znam nawet przypadki, że w firmie nikt nawet nie wiedział, że akurat dziś pracę ma rozpocząć ktoś nowy. Wtedy już na starcie jest nieprzyjemnie, a pierwsze odczucia są negatywne – wyznaje.

Gojtowska przestrzega, że zły onboarding przekłada się na szybsze odejście z pracy nowo zatrudnionych pracowników i przytacza badania z raportu Great Digital i Hudson. Wynika z nich, iż 17 proc. kandydatów uważa, że pierwszy dzień nie przygotował ich do zawodowych wyzwań, a 24 proc. deklaruje, że mogło liczyć jedynie na siebie. 

– W wielu firmach wciąż panuje myślenie w stylu: „wrzućmy go na głęboką wodę i zobaczymy. Jeśli nie wypłynie, to znaczy, że sobie nie poradził”. To bardzo krótkowzroczne, bo nie po to przecież wybraliśmy tę osobę na rekrutacji, żeby teraz dać jej utonąć – tłumaczy Gojtowska i uważa, że to także narażanie firmy na dodatkowe koszty. – To strata biznesowa, bo zainwestowaliśmy czas i pieniądze w rekrutację oraz szkolenie nowego pracownika, a teraz musimy zaczynać od nowa i wciąż mamy nieobsadzone stanowisko, które powinno generować zyski – twierdzi.

Firmy, szczególnie w czasach niskiego bezrobocia, kiedy wiele z nich nie może znaleźć odpowiednich fachowców, nie mogą pozwolić sobie na kiepski onboarding. Dla nowego pracownika jest to pierwszy sygnał, że obietnica złożona w czasie rekrutacji nie jest spełniona, a to już dobry powód, aby zacząć szukać nowego pracodawcy. Tak zresztą bardzo często się dzieje. Jak pokazują inne badania aż co trzeci pracownik zaczyna się rozglądać za nowym miejscem pracy w ciągu pierwszych sześciu miesięcy od zatrudnienia. A niewłaściwie przeprowadzony onboarding sprawia, że w ciągu pierwszego roku pracodawcy tracą aż 25 proc. nowo zatrudnionych osób.

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty