Finanse

Pułapki podatkowe

fot. Adobe Stock

Korzystanie z każdej z form finansowania dłużnego firmy ma swoją podatkową specyfikę. Zmiany jakie zachodziły ostatnio w prawie, niestety nieco ograniczyły możliwości zmniejszania przy tej okazji obciążeń podatkowych.

W przypadku, gdy celem jest zakup (najczęściej dóbr trwałych – samochód, maszyny, nieruchomość) podstawowe formy finansowania to kredyt, pożyczka albo leasing. W przypadku leasingu może to być leasing operacyjny albo finansowy. To, na którą z opcji firma się zdecyduje determinuje sposób, w jaki będzie rozliczała koszty tego zakupu na potrzeby podatku dochodowego (CIT albo PIT). Możliwości są dwie: jeżeli będzie to leasing operacyjny to wpisuje w koszty uzyskania przychodu kolejne raty leasingowe. W przypadku wszystkich pozostałych form (kredyt, pożyczka, leasing finansowy) firma pomniejsza przychód o odpisy amortyzacyjne. Ich wysokość zależy od tego, jaki to jest zakup – poszczególne kategorie dóbr można amortyzować w różnym tempie – generalnie tańsze szybciej. Oprócz tego czysto finansowe koszty (odsetki od kredytu, prowizje itp.) firma wpisuje w koszty, w momencie kiedy je płaci.

Kredyt czy leasing?

Która z tych dwóch form jest korzystniejsza pod względem podatkowym? To zależy. Taką kalkulację można przeprowadzić tylko w przypadku konkretnego zakupu. 

– Należy wówczas porównać okres, na jaki planuje się ustalić leasing, jaki jest okres amortyzacji danego składnika majątkowego, czy firma go potrzebuje tylko na czas leasingu oraz czy po zakończeniu okresu leasingu będzie następował wykup jego przedmiotu czy też nie. W poszczególnych wypadkach może się okazać, że np. raty leasingowe wygenerują wyższe koszty uzyskania przychodu – mówi Agnieszka Chamera, doradca podatkowy, partner w firmie PKF Consult.

Kategorią, w przypadku której zachodziły ostatnio największe zmiany, są samochody osobowe. Wcześniej dużo bardziej opłacał się zakup samochodu w leasingu. Po zmianach, jakie zostały wprowadzone rok temu w przepisach podatkowych, warunki leasingu i zakupu na kredyt są generalnie w tej dziedzinie porównywalne – w koszty można wpisać wydatek do 150 tys. zł (225 tys. zł dla samochodów elektrycznych). Mowa tu o wydatkach kapitałowych – część odsetkowa w obu sytuacjach liczona jest osobno i wpisywana w całości w koszty.

Mimo to, zdaniem Piotra Juszczyka, doradcy podatkowego w firmie InFakt, nadal w pewnych sytuacjach leasing operacyjny dzięki swej specyficznej konstrukcji może być formą korzystniejszą. 

Przykład? Bierzemy w leasing auto za 300 tys. zł. Jego wartość 2-krotnie przekracza limit więc przy odliczaniu kolejnych rat leasingowych do kosztów uzyskania przychodu zaliczamy 50 proc. płaconych rat kapitałowych. Z leasingodawcą możemy jednak ustalić wysokość ostatniej raty – ceny wykupu na 150 tys. zł. Wykup to już oddzielna transakcja, a więc całe wydane wtedy 150 tys. zł możemy zamortyzować w ramach działalności gospodarczej. Efekt: postępując w ten sposób, zgodnie z prawem, do kosztów uzyskania przychodów będziemy mogli zaliczyć 225 tys. zł.

Są jednak również sytuacje odwrotne – gdy bardziej ze względów podatkowych opłaca się zakup na kredyt niż w leasingu. Przykład, który podaje doradca podatkowy InFakt to zakup używanego auta (lub innego sprzętu) – zarówno od osoby fizycznej, jak i od firmy na tzw. fakturę VAT marża. W skrócie mówiąc cena tak kupowanego towaru będzie niższa niż gdyby ją sfinansować przez leasing.

Przy samochodach osobowych warto pamiętać o jeszcze jednej ważnej kwestii – rozróżnieniu na samochody wykorzystywane wyłącznie do celów gospodarczych oraz te, które służą również celom prywatnym. W przypadku tej drugiej kategorii została wprowadzona zmiana dotycząca wydatków eksploatacyjnych w podatku dochodowym – podatnik może od tego roku zaliczyć do kosztów podatkowych nie całość, a 75 proc. z nich. Niezależnie od tego rozróżnienie to występuje też w ustawie o VAT. Tu w przypadku samochodów używanych również do celów prywatnych limit w zakresie odliczania podatku VAT naliczonego z tytułu nabycia/leasingu samochodu, czy jego eksploatacji wynosi 50 proc. 

Wątpliwy cel 

Inaczej niż leasing i faktoring kredyty i pożyczki nie podlegają podatkowi VAT. Kluczową w tym wypadku kwestią jest cel, na który brany jest kredyt. 

Co do zasady koszty pożyczki lub kredytu mogą być w całości (odsetki, prowizja, opłaty) wliczane w koszty uzyskania przychodu pod warunkiem, że przeznaczone zostały na wydatki powiązane z naszą działalnością gospodarczą, a ich celem było generowanie lub zabezpieczenie przychodu. W większości wypadków – kredytów inwestycyjnych czy obrotowych – cel ten nie budzi wątpliwości. Jednak czasem trzeba zachować ostrożność. Przykład – kredyt wzięty na wykup własnych udziałów/akcji lub na wypłatę dywidendy może zostać zakwestionowany przez organ podatkowy. 

Generalnie wydatki na zakup udziałów czy akcji to sfera, w której z rozliczaniem kosztów zaciągniętych na te cele pożyczek lub kredytów może być kłopot. 

Faktoringowe dylematy 

Niestety nie ma pełnej jasności co do tego, w jaki sposób w podatku dochodowym powinien być uwzględniony faktoring. Spór dotyczy tego, czy uzyskane z faktoringu pieniądze należy traktować jako nowy przychód, czy też nie. W interpretacjach podatkowych przeważa to drugie stanowisko: przychód u podatnika powstał już z tytułu dostawy towaru lub usługi udokumentowanej fakturą, a co za tym idzie cesja praw z takiej wierzytelności na faktora nie generuje odrębnego tytułu do powstania przychodu podatkowego. Owszem – powoduje powstanie kosztów w postaci wynagrodzenia należnego faktorowi – które mogą być odliczone od podstawy opodatkowania.

Faktoring objęty jest podatkiem VAT – podlega podstawowej stawce 23 proc. To jednak – z perspektywy firmy z niego korzystającej nie powinno stwarzać kłopotów. 

Piotr Juszczyk zwraca uwagę na to, że często powodem zdecydowania się na faktoring mogą być właśnie kwestie podatkowe – ale rozumiane inaczej – nie jako próba zmniejszenia naszych obciążeń, lecz uniknięcia kłopotów związanych z niewywiązaniem się ze zobowiązań wobec urzędu skarbowego. W sytuacji, gdy mamy klienta, który oczekuje od nas wydłużonego terminu płatności – firma może nie mieć na czas pieniędzy, żeby zapłacić VAT od wystawionej faktury, zaliczki na podatek dochodowy czy składek na ZUS. 

W tym sensie faktoring może być tu nie źródłem dylematów podatkowych, ale odpowiedzią na fiskalne wyzwania.            

--

Niebezpieczne NKFD 

Jedną z najważniejszych zmian, które zaszły w ostatnich latach w kwestii rozliczania jako koszty uzyskania przychodu wydatków związanych z finansowaniem firm jest wprowadzenie od stycznia 2018 r. limitu tzw. nadwyżki kosztów finansowania dłużnego (NKFD). Zgodnie z brzmieniem ustawowym oraz stanowiskiem organów NKFD obejmują bowiem wszelkie koszty związane zarówno z zaciąganiem kredytów, pożyczek, jak i faktoringu oraz leasingu. Co do tych ostatnich jest rozbieżność stanowisk organów i podatników, czy dotyczy to również leasingu operacyjnego.

Limit NKFD został ustanowiony do wysokości 30 proc. EBITDA przedsiębiorstwa z jednoczesnym wskazaniem, że ograniczeń tych nie stosuje się do nadwyżki kosztów finansowania dłużnego w części nieprzekraczającej w roku podatkowym kwoty 3 mln zł. 

Co zmiana ta może oznaczać dla firm? Oczywiście nie jest to problem dla najmniejszych, gdzie wydatki związane z kosztami finansowania dłużnego nie przekraczają 3 mln zł,  lecz już w przypadku  średnich przedsiębiorstw może być czasem powodem do zmartwień. Jeżeli wszystkie zaliczane do NKFD elementy – a więc odsetki od kredytów, prowizje, opłaty, części odsetkowe rat leasingowych zsumowane w ciągu roku przekroczą ustalony pułap to tej nadwyżki firma nie ma prawa wliczać do kosztów uzyskania przychodów. 

Sytuację pogarszają niejasności interpretacyjne. Nadal bowiem istnieje rozbieżność co do wykładni przepisów dotyczącej prawidłowej kalkulacji wymienionego limitu NKFD. 

– Organy podatkowe uznają, że każda suma kosztów finansowania dłużnego, która jest większa niż 3 mln zł podlega limitowaniu do 30 proc. EBITDA – czyli nie traktuje tych 3 mln zł jako odrębnego limitu NKFD – przestrzega Agnieszka Chamera. 

Jak to może wyglądać w praktyce? – Przyjmijmy, że NKFD z tytułu zadłużenia firmy wynosi np. 6 mln zł, a 30 proc. EBITDA wynosi 4 mln zł.  W zależności od sposobu kalkulacji możemy dojść do wniosku, że całe 6 mln będzie kosztem uzyskania przychodu. Ale też - że z tych 6 mln zł aż 2 mln nie stanowią kosztów uzyskania przychodu (według podejścia organów ponieważ w tym przykładzie wartość NKFD przekracza 30 proc. EBITDA, cała wartość NKFD ponad ten limit, mianowicie 6 mln minus 4 mln, czyli 2 mln nie jest kosztem podatkowym).

Rozbieżność jest więc ogromna. Na rozwiązanie problemów interpretacyjnych z tym związanych trzeba będzie niestety poczekać do czasu rozstrzygnięć Naczelnego Sądu Administracyjnego.

 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty