Felieton na koniec

O (nie)pamięci

fot. materiały prasowe

 

They may forget what you said — but they will never forget how you made them feel. Mogą zapomnieć, co mówiłeś. Ale nie zapomną, jak się wtedy poczuli. Te słowa Carla W. Buehnera, to doskonała synteza tego, jak działa nasza pamięć. 

Zróbmy sobie na początek małe ćwiczenie – spójrzmy w naszą najgłębszą przeszłość. Każdy zobaczy inny obraz, ale każdy z nich jest pewnie związany z silnymi emocjami. Często miłymi, ale obawiam się, że równie często przykrymi. Sytuacje nie wywołujące silnych emocji są wypierane z naszej pamięci – zarówno tej zarządzalnej, jak i niezarządzanej (to moja amatorska kwalifikacja naszych zdolności zapamiętywania). Co ja widzę (mam nadzieję, że wybaczycie przytaczanie historyjek z prywatnego życia, ale z czyjego mam przytaczać, jeśli nie ze swojego)? Widzę siebie – dziecko na letnich wakacjach na kolonijnym dziedzińcu między budynkiem dla chłopców a budynkiem dla dziewcząt. Tak się złożyło, że byłem wtedy bardzo piegowaty, a na dodatek miałem dziwną fryzurę, bo nie byłem dawno u fryzjera, a w jego rolę wcielił się w ostatniej chwili mój tata. Ciął moje włosy z pasją, ale efekt przypominał nasadzony na głowę garnek, spod którego dzielnie wystawały moje uszy. No i siedząc w tym garnku na piegowatej głowie w towarzystwie dwóch kolegów (w tym jednego „jak z obrazka”) i kilku atrakcyjnych, ale starszych koleżanek, usłyszałem z ust owych pięknych istot płci przeciwnej coś, co sprawiło mi przykrość, która w jakiś sposób przetrwała już kilkadziesiąt lat. Otóż koleżanki zabawiły się w jury oceniające urodę naszego męskiego towarzystwa. Nietrudno zgadnąć, jakie były oceny. Piegus z włochatym garnkiem na głowie bynajmniej nie został misterem kolonialnego dziedzińca… Mało tego, zyskał miano kolonijnej paskudy. Nie pamiętam dokładnie przydomka, jakim mnie określono, ale pamiętam, jak się czułem… Czyli Buehner miał rację.

Ponieważ zasadniczo w życiu panuje równowaga (której znacząco jednak pomogłem, by zapomnieć o moim garnku), więc potem było zwykle lepiej, a czasami nawet bardzo dobrze. I te miłe chwile też pamiętam doskonale, zwłaszcza te, których się nie spodziewałem. Przy czym rzecz ciekawa – te miłe chwile pamiętam inaczej. Pamiętam nie tylko, jak się czułem, ale też co usłyszałem i co sprawiło, że się tak czułem. Zatem w tym przypadku teoria Buehnera wymaga lekkiej korekty.

O pamięci można mówić w nieskończonej liczbie wymiarów. A wymiar tego felietonu to 4 tys. znaków. Zatem zwrócę uwagę jeszcze tylko na jeden z nich – społecznej pamięci historycznej (ponownie moje autorskie określenie). Chodzi o to, że każde pokolenie odkrywa podstawowe mechanizmy relacji międzyludzkich na nowo i nie pamięta (ani genetycznie, ani w wyniku procesu tradycyjnego uczenia się) jakie skutki przynosi działanie skrajnie egoistyczne, brak szacunku dla innych, oszukiwanie etc. Ta niepamięć historyczna cyklicznie prowadzi do wojen, rewolucji, buntów – wszelkiego rodzaju drastycznych prób dokonania poważnych zmian. To, że każde pokolenie kształtuje swoją osobowość na nowo, jest normalne, ale czy nie dałoby się jakoś skutecznie przenieść doświadczeń z przeszłości, by uniknąć niektórych, przynajmniej tych największych, błędó w w przyszłości? Wartości jakie są nam przekazywane w procesie wychowania, nie przechodzą z pokolenia na pokolenie w łatwy sposób. Albo są źle przekazywane, albo każde pokolenie chce weryfikować ich prawdziwość i sensowność. Ta weryfikacja ma oczywiście sens, bo świat się zmienia, ale ta weryfikacja nie jest efektywna – często prowadzi do „przekłuwania” bąbli społecznej frustracji – popatrzmy na protesty żółtych kamizelek czy wydarzenia (dziwnie mało komentowane w mediach międzynarodowych) na Papui Zachodniej. 

Myślę, że rozwój technologii prowadzący do wykorzystania sztucznej inteligencji w coraz bardziej poważnych procesach decyzyjnych oraz coraz bardziej realnej procesy megaszybkiego uczenia się ludzi (a w zasadzie ładowania ludzkiej pamięci z zasobów zewnętrznych) powinny drastycznie obniżyć ryzyko owych bąbli. 

Żeby jednak nie było tak łatwo, to przypomnę słowa Staszka Sojki, że czasami niepamięć może być bardziej cudowna niż pamięć:

Co było wczoraj odeszło w cień… Niepamięci, niech się święci… Cud niepamięci.

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty