TEMAT NUMERU

20 firm, które zmienią Polskę. PEŁNA LISTA

fot. materiały prasowe

2. MIGAM. BIZNES Z ZASZYTYM DOBREM 

Nauczyłem się tak układać biznes, żeby zyskiwały na nim wszystkie uczestniczące strony – mówi Przemek Kuśmierek, założyciel i CEO Migam 

 

Migam to… 

… projekt życia. Nigdy już takiego nie zrobię, nie będę miał tyle energii. To także niesamowity powód do samozadowolenia: od siedmiu lat ciągle chce mi się rano wstawać. 

A największa wartość Migam polega na…. 

… modelu biznesowym win win. Nauczyłem się tak układać biznes, żeby zyskiwały na nim wszystkie uczestniczące strony. W naszym przypadku osoba głucha otrzymuje tłumacza, nasz klient zyskuje dostęp do grupy odbiorców, którzy dotychczas byli poza jego zasięgiem, a my na koniec wystawiamy fakturę. Żeby robić dobre rzeczy niekoniecznie trzeba więc być NGO-sem. Można robić biznes, który mówiąc górnolotnie, ma w sobie „zaszyte” dobro. 

Miałeś dobrze płatną pracę na etacie. 

Pracowałem jako korpoludek dla niemieckiej korporacji. Zintegrowałem 2 mln aktów prawnych ze stroną internetową. 

A mimo to uciekłeś. Od szefa, nudnej pracy czy cię wyrzucili? 

Odszedłem, bo trzeba było przyjść do Migam, które istniało już od dwóch lat. Miałem pięć osób na etacie, zatrudniałem nowych. Nie dawałem już rady godzić pracy w pełnym wymiarze godzin z prowadzeniem startupu. Aby go rozwijać, trzeba było zaangażować się na full i zdecydować się na one way ticket. 

Bolało, czy poczułeś ulgę? 

Żona chciała mnie zabić: „Czyś ty zdurniał, przecież mleko musisz kupić” – krzyczała. Mój pierwszy synek miał wtedy trzy miesiące. Nie było łatwo, ale z perspektywy czasu cieszę się, że podjąłem taką decyzję. 

Do założenia Migam zainspirowali cię głusi rodzice kolegi, którzy przyjechali do Polski z USA i natknęli się na bariery, które w Stanach dawno już zostały rozwiązane. Pomysł zrodził się więc z potrzeby rozwiązania ważnego problemu, ale przypadkiem. 

Życie każdemu podsuwa różne okazje. Pytanie tylko, czy je podniesiemy. Nie każdy je dostrzega, nie każdy ma chęć coś zmieniać. Ja w wieku 30 lat zdecydowałem, że nie chcę sprzedawać przysłowiowych skarpetek. Uświadomiłem sobie, że mam tylko jedno życie, więc fajnie by było zrobić coś innego, ważnego. Wsłuchałem się w ten głos świata. Szukałem niszy i życie mi ją podsunęło. 

Natrafiliście na bariery? 

To miał być projekt informatyczny, a ja przecież już takie prowadziłem, więc miałem doświadczenie i wiedziałem, jak zbudować narzędzia. Wydawało mi się, że to będzie proste: wystarczy wziąć jakiś system do wideo połączeń, posadzić tłumaczy i wio. Nie miałem świadomości, jakie to będzie trudne. 

Technologicznie? 

Prawdziwe bariery były gdzie indziej. Strasznie trudno było przekonać ludzi, dlaczego do komunikacji z głuchymi nie wystarczy kartka i długopis, a firmy, żeby płaciły za obsługę głuchych. Chodziliśmy od drzwi do drzwi koncernów i namawialiśmy: Hej, macie gości, którzy do was nie zadzwonią ze zgłoszeniem awarii, bo są głusi. My proponujemy rozwiązanie, które otworzy was na tę grupę potencjalnych klientów. Dzisiaj rodzi się rynek na tego typu usługi. Gdy powstawaliśmy w 2011 r., nie istniał. Byliśmy pionierami. 

Kto pierwszy dał się przekonać? 

Już nie pamiętam, ale dużo łatwiej było nam przekonać zagraniczne, dojrzałe marki niż polskie. Fajne jest to, że prawie 98 proc. pierwszych klientów B2B ciągle jest z nami. Mamy bardzo niską rotację. 

 

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty