Felieton na koniec

Inwestorze, rusz się z kanapy!

Fot. Marek Szczepański

Aktywne uczestnictwo w procesie zarabiania na ryzyku oraz posiadanie atrakcyjnych aktywów inwestycyjnych to świetna droga do finansowego sukcesu. Ale nie tylko. Jest to także nasz indywidualny wkład w rozwiązywanie lub stwarzanie problemów makroekonomicznych, za które i tak przyjdzie nam kiedyś zapłacić.

Zaraz po 1989 r. indywidualni inwestorzy, aktywni na Zachodzie, byli posłuszni swym krótkowzrocznym doradcom i ówczesnym standardom akademickim. Nie rzucili się więc na historyczną okazję i nie zainwestowali w kraje rozwijające się na taką skalę, jak to uczyniły niektóre firmy (i ich akcjonariusze). Obawiali się ryzyka, rzekomo nadmiernego, niepotrzebnego, i zostali tak ze swymi domami z zadłużoną hipoteką i aktywami inwestycyjnymi, denominowanymi w ich narodowych walutach, które często traciły na swej relatywnej wartości. A teraz od lat skarżą się na postępującą polaryzację zamożności i na coraz większy rozziew między klasą posiadaczy a przeciętnymi zjadaczami chleba.

Tego lata Brytyjczycy, wydając swoje oszczędności w wioskach wakacyjnych na Wyspach, finansowali po raz pierwszy kanadyjski fundusz emerytalny, który przejął niedawno kontrolę właścicielską nad firmą Center Parcs, największym operatorem takich wiosek na rynku europejskim. A łodzianie, płacąc za sprawunki w Manufakturze, wspierają finansowo grupę niemieckich emerytów, których fundusz kilka lat temu odkupił tę galerię handlową od Francuzów. 

Podobnych przykładów jest znacznie więcej i łączy je pewna prawidłowość: inwestorom często brakuje zdroworozsądkowego i długoterminowego podejścia, co zwykle prowadzi do przesadnej bierności i zachowawczości. Zbyt często zdarza się również, że zagraniczni i bardziej globalni gracze wykupują najatrakcyjniejsze i najbardziej dochodowe aktywa inwestycyjne w danym kraju, nie napotykając przy tym większej lokalnej konkurencji, nawet ze strony tych inwestorów instytucjonalnych, którzy odpowiadają za przyszłe świadczenia emerytalne swych rodaków. 

Może więc, zamiast „głodzić” swe oszczędności na marnie oprocentowanych kontach bankowych, aby uskładać na zamożną starość, warto ruszyć śladem wyrafinowanych, globalnych graczy? I zainwestować choćby w najlepsze aktywa na polskim rynku nieruchomości?

Dlatego, Panie Kowalski, proszę zejść wreszcie z tej swojej „inwestorskiej kanapy” i zamiast narzekać, poszukać sposobów na prawdziwe zarabianie. Mam przy tym nadzieję, że wszyscy ci, którzy wpływają na dostępność w Polsce różnych rozwiązań  inwestycyjnych, czyli regulatorzy, posłowie, działacze związkowi itd., rzeczywiście udzielą Panu wsparcia. 

Na sukcesy Doliny Krzemowej już się Pan, niestety, nie załapie. Coraz mniej najbardziej atrakcyjnych spółek technologicznych wybiera bowiem ścieżkę publiczną, dostępną także dla Pana za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych. Postanowiły nie marnować czasu i środków na uciążliwy dialog z publicznym rynkiem i wolą inwestorów z grona twórców wcześniejszych sukcesów innych firm, którzy dysponują znaczącym, inwestycyjnym kapitałem.

Mówi się, że pieniądz robi pieniądz. Ale nasze oszczędności często nie potrafią na siebie zarobić, szczególnie te ulokowane w filarach emerytalnych. Sama zaś walka z polaryzacją zamożności nie może się koncentrować tylko na bieżących dochodach. Nie mniej ważne jest bowiem to, jaką ich część przeznaczymy na inwestowanie i jak potem sami, lub z pomocą doradców, pokierujemy swoim inwestycyjnym portfelem.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?