Pasje

Triathlon jak MBA

SPORTOGRAFIA.PL/SPORT EVOLUTION

Ironman to mordercze zawody triathlonowe poprzedzone intensywnymi treningami, które wymagają mistrzostwa w organizacji czasu. Sport dla wybranych? Raczej dla zmotywowanych. Na dodatek wzmacnia nie tylko ciało, lecz także charakter.

Wolny dzień można spędzić tak: wstać o dziewiątej rano, zjeść niespiesznie śniadanie, wypić kawę, pójść z rodziną do kina, a później na pizzę, spotkać się z przyjaciółmi przy popołudniowym grillu, zaś pod wieczór opaść na kanapę z lampką wina w dłoni, odpoczywając po długim i męczącym dniu. 

Ale można też tak: wstać skoro świt, wskoczyć do zimnego morza, w jak najszybszym tempie i bez żadnej przerwy przepłynąć prawie 4 km, później przejechać na rowerze 180 km (dystans zbliżony do jednego z etapów Tour de France) i wreszcie – przebiec maraton. Wszystko ze świadomością, że jeśli nie zrobisz tego w kilkanaście godzin, wypadasz z gry, dla której poświęciłeś wiele innych wolnych dni. Nagrodą (jeśli uda się wytrwać i zmieścić w regulaminowym czasie) jest tytuł Ironmana, „człowieka z żelaza”, przyznawany wszystkim, którzy stawią się na mecie. 

Zaczęło się od odbudowy formy

Triathlonowego bakcyla złapał m.in. Piotr Nowak, prezes firmy deweloperskiej Topnorma. O Ironmanie usłyszał pierwszy raz od trenera personalnego, z którym próbował odbudować formę po 10 latach okazjonalnego uprawiania sportu (narty zimą czy piłka nożnaz kolegami). Trener wspomniał, że ukończył triathlon Ironman na pełnym dystansie, a to, co mówił, brzmiało zupełnie nieprawdopodobnie. – Myślałem, że się przesłyszałem, albo że on coś przekręcił, jeśli chodzi o długość dystansów. 3,8 km do przepłynięcia, 180 km na rowerze i maraton w jeden dzień? Zastanawiałem się, kim trzeba być pod względem sportowym, ile trenować, by podjąć tak ciężką próbę. 

Temat morderczego triathlonu przewijał się podczas kolejnych treningów i Nowak w końcu stwierdził, że też się z nim zmierzy. Założył jednak, że pełny Ironman nie wchodzi na razie w grę, a jedynie ten na dystansach o połowę krótszych, czyli tzw. połówka. I nie wcześniej, niż za półtora roku. Zmotywowany przez żonę („ty nie dasz rady?!”) uznał, że przygotuje się jednak już do najbliższej połówki Ironmana, która miała się odbyć za pół roku. Nie minęły dwa lata, a stanął także na mecie pełnego Ironmana w Walii, który – ze względu na górzyste ukształtowanie terenu – uchodzi za jeden z najtrudniejszych na świecie. 
Wyjątkowo silną, a do tego zaskakującą motywację miała Małgorzata Nowacka, zarządzająca firmą Unilogo Digital zajmującą się opakowaniami drukowanymi cyfrowo. Po urodzeniu czwartego dziecka pojawiły się u niej problemy z kręgosłupem. Na tyle poważne, że miesiąc po porodzie przestała chodzić. Jeden z lekarzy zaordynował, jako jedyne rozwiązanie, operację. Ona jednak postanowiła posłuchać innego lekarza, takiego, który po zakończeniu rehabilitacji zalecił aktywny sport, przede wszystkim bieganie i jazdę na rowerze na długich dystansach. Tego typu trening pozwala bowiem obudować kręgosłup mięśniami, a tym samym – wzmocnić go i usprawnić. 

– Na początku czerwca 2013 r. przestałam chodzić, ale dwa miesiące później zaczęłam biegać, zaś w październiku przebiegłam pierwszy w życiu półmaraton – wspomina Małgorzata Nowacka. – W następnym roku, na 40. urodziny, zafundowałam sobie Maraton Warszawski, a po kolejnych kilkunastu miesiącach, w sierpniu 2015 r., stanęłam na mecie połówki Ironmana w Gdyni. 

Sposób na ciągły stres

Triathlon jest także pasją jej męża, Tomasza Nowackiego, prezesa Unilogo International, firmy zajmującej się produkcją linii pakujących dla przemysłu kosmetycznego i chemicznego. Do uprawiania sportu popchnęła go, jak twierdzi, trudna sytuacja biznesowa. – W 2009 r. przejmowaliśmy spółkę z Wrocławia, której przedstawiciele przyjeżdżali do naszej siedziby w Piasecznie w każdy czwartek. Różnica charakterów między nami a szefami przejmowanej firmy była tak wielka, że zacząłem szukać sposobu na rozładowanie wszystkich negatywnych emocji. Próbowałem różnych rzeczy, w tym jazdy sportową mazdą – wspomina z pewnym rozbawieniem. – Zbawienne okazało się dopiero bieganie. Im bardziej zacieśnialiśmy biznesową współpracę, tym bardziej się w nie wkręcałem. A triathlon był tego naturalną konsekwencją. 

Dla Jarosława Augustyniaka, prezesa Idea Banku, Ironman także jest dobrym sposobem na stres. Sport uprawiał od dziecka – najpierw przez kilkanaście lat judo, później taekwondo, crossfit, bieganie i w końcu właśnie długodystansowy triathlon. Ćwiczy prawie codziennie. – Sport pozwala mi złapać równowagę między życiem zawodowym a prywatnym, dlatego staram się trenować przynajmniej przez godzinę dziennie, w porach niekolidujących ani z biznesem, ani z potrzebami rodziny – wyjaśnia. Czas na codzienne treningi znalazł nawet podczas długotrwałego i niełatwego procesu wchodzenia Idea Banku na giełdę. 

Sport dla każdego – zorganizowanego

Augustyniak podkreśla też, że uprawianie sportu nie odbywa się kosztem pracy. Trzeba po prostu wykonywać wszystko szybko i efektywnie, nie tracąc czasu na długie lunche, przerwy na papierosa i przedłużające się niepotrzebnie spotkania biznesowe. 

Podobną równowagę pomiędzy obowiązkami zawodowymi, rodzinnymi a treningami zachował prezes Topnormy. – Posiadanie własnej firmy z pewnością ułatwia sprawę, bo umożliwia pracę o dowolnej porze dnia lub nocy – mówi Piotr Nowak. – Bywało, że łączyłem pracę z treningami do Ironmana. Nasza aktualna inwestycja położona jest w Józefowie pod Warszawą, 20 km od miejsca, w którym mieszkam. Jadąc na budowę, rezygnowałem więc z samochodu na rzecz roweru. 

– Triathlon jest jak studia MBA, które trzeba sprawnie połączyć z pracą w firmie: wymaga wręcz mistrzowskiej organizacji czasu – stwierdza Tomasz Nowacki. Pod tym względem jego żona musi sprostać nawet większemu wyzwaniu: stara się tak ułożyć prywatno-zawodowy grafik, by godziny zajęć szkolnych i pozalekcyjnych czwórki dzieci pokrywały się z jej treningami, czyli „chwilą tylko dla siebie”. – Triathlon jest dla mnie najlepszą formą relaksu – dodaje Nowacka i podkreśla, że szansę na dotarcie do mety Ironmana ma każdy, u kogo nie stwierdzono ewidentnych przeciwwskazań zdrowotnych. 

Walka z samym sobą

– To sport dla wszystkich, tylko każdy potrzebuje innego czasu na przygotowanie się do zawodów – potwierdza Jarosław Augustyniak. Ale zarazem przestrzega: – Żeby mieć z niego frajdę, trzeba nastawić się przede wszystkim nie na walkę o czas, ale na bitwę z samym sobą. 

Leszek Mellibruda, psycholog biznesu, uważa, że pasjonat Ironmana ćwiczy nie tylko ciało, lecz także charakter, bo przygotowanie do takich zawodów to również swoisty sposób na uczenie się zarządzania sobą, i to w wielu wymiarach. – To ćwiczenie wytrwałości, siły woli, samozaparcia i konsekwencji w dążeniu do sukcesu, odporności na różne trudy i przeszkody, ale też uczenie się umiejętności planowania i nabywanie elastyczności w godzeniu różnego typu działań – wylicza Mellibruda. – Szczególnie w godzeniu tego, co nazywam „wrzutkami codzienności”, czyli zaskakujących nas często sytuacji, które wymagają zmiany planów. 

Wraz z budowaniem samodyscypliny rosną jednak oczekiwania wobec innych, że będą do nas podobni. Zdaniem Leszka Mellibrudy menedżerowie podejmujący się tak trudnych wyzwań sportowych jak Ironman, często są bardzo wymagający nie tylko wobec siebie, lecz także wobec współpracowników. Punktualność, zwiększanie skuteczności, samodzielność w radzeniu sobie z przeszkodami, pomysłowość i bezwarunkowa orientacja na sukces – to cechy szczególnie doceniane u innych przez liderów, którzy sami z powodzeniem zmagali się ze sobą. 

Ale uwaga: – Czasami nadmiernie rozwinięta samodyscyplina może mieć niekorzystne skutki w relacjach ze współpracownikami. Przesadne „zapatrzenie się” na siebie i na własne osiągnięcia może sprawić, że staniemy się mniej tolerancyjni dla różnorodności postaw i cech charakteru innych ludzi, szczególnie tych usytuowanych niżej w „hierarchii dziobania” – ostrzega Mellibruda. 

Innymi słowy, Ironman z pewnością zwiększa kompetencje zawodowe osób, które pełnią odpowiedzialne, stresujące i wymagające rzutkości funkcje. Byle nie straciły dystansu do siebie i swych osobistych osiągnięć, bo wtedy te kompetencje, szczególnie związane z zarządzaniem ludźmi, mogą ucierpieć. Jak jednak twierdzi niejeden uczestnik tego wymagającego triathlonu, jeśli uda się ów dystans zachować, pojawia się specyficzna pokora, która chroni menedżera przed jego największym wrogiem: arogancją.


Ironman w szczegółach

 Jest to jedna z serii długodystansowych imprez triathlonowych rozgrywanych obecnie na całym świecie. Jej głównym organizatorem jest World Triathlon Corporation. W każdych zawodach Ironman startuje co roku od kilkuset do nawet kilku tysięcy zawodników. Mogą w nich brać udział zarówno amatorzy, jak i profesjonalni sportowcy, przy czym dla tych drugich organizowana jest osobna grupa, tzw. elita (5–10 proc. wszystkich uczestników). Zawody trzeba ukończyć najpóźniej po 17 godzinach od startu. Wyścig rozpoczyna się zwykle o siódmej rano. Pierwszy etap (pływanie) należy pokonać w maksymalnie 2 godz. i 20 min. Na kolejny, kolarski, ma się 8 godz. i 10 min, a na dystans maratoński – 6,5 godz. Limitem czasowym całych zawodów jest północ. Każdy uczestnik, któremu uda się ukończyć triathlon na pełnym dystansie, zostaje ,,człowiekiem z żelaza”. 

Źródło: Ironmantriathlon.pl

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty