Felieton na koniec

O ludziach i dinozaurach

mat. prasowe

Historia relacji międzyludzkich jest tak długa jak historia człowieka.  Może nie aż tak, jak to wynikałoby ze śmiałej teorii o zabijaniu dinozaurów kamieniami, przytoczonej przez byłą panią premier,  ale i tak sięga pewnie przynajmniej 3 mln lat.

Swoją drogą może Ewie Kopacz nie chodziło o duże dinozaury sprzed kilkudziesięciu milionów lat, ale o te malutkie, współczesne, na które chętnie polują przydomowe koty? Otóż współczesne teorie naukowe uznają ptaki (które są raczej niewielkich rozmiarów) za grupę dinozaurów (avian dinosaurs). Ale przecież i tak nie można w nie niczym rzucać! Zostawmy więc koty i dinozaury samym sobie i zajmijmy się innymi relacjami, niekoniecznie tak odległymi.

„Człowiek – istota społeczna” to nie tylko tytuł książki Ellliota Aronsona. To sedno sprawy. Człowiek od zawsze żył w stadzie. Bo tak było łatwiej i bezpieczniej. Stadność jest wpisana w naszą naturę. Szybki rozwój technologii w ostatnich latach bardzo mocno wpływa na tę naszą uspołecznioną naturę. Wszelkiego rodzaju komputery osobiste z ich możliwościami komunikacyjnymi, analitycznymi, a nawet poznawczymi zrewolucjonizowały nasze zachowania.

Często pierwszym bodźcem do innowacyjnego działania jest chęć poprawiania świata. Potem dopiero zysk. Ale jeśli to wszystko odbywa się na wielką skalę (najskuteczniej jest maksymalizować zysk, działając na rynku masowym), to już wcale nie musi oznaczać poprawiania świata. Nowe rozwiązania szybko trafiają zarówno do wielkich metropolii, jak i szałasów plemion Himba czy Korowai, a potem do oceanów, lasów lub wprost do atmosfery. Ta szybka migracja technologii do każdego zakątka świata wymaga stworzenia równoległych mechanizmów ochronnych, tych bowiem, w których w krótkim terminie nie wykreują przedsiębiorcy, a z pewnością nie stworzą ich bez odpowiednich zachęt. Rola państwa, a nawet szerzej – rola globalnej wspólnoty państw jest tu kluczowa. Brudne powietrze, brudne oceany nie są własnością jednego kraju. Administracyjnie nie zakażemy benzopirenom i innym świństwom przekraczania granic administracyjnych. Milionom ton plastikowych butelek wrzucanych codziennie i dryfujących po oceanach nie nakażemy powrotu do swoich właścicieli. Zmiany w mózgach spowodowane siedzeniem przed komputerem też nie zostaną odwrócone żadną ustawą ani nawet dyrektywą. Podobnie jest z relacjami międzyludzkimi, które przenoszą się masowo do sieci i odrywają nas od rzeczywistości. Dochodzi do tego, że zaczynamy budować relacje nie z drugim człowiekiem, ale z algorytmem. Nie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, ale już teraz część naszych internetowych rozmów to rozmowy właśnie z algorytmami. Rozwój sztucznej inteligencji przesunie to jeszcze dalej. A ludzie, jak to się mówi, „będą to łykać jak pelikany”. 

Ale co ciekawe ekran komputera, smartfona, zegarka czy telewizora staje się w pewnych kręgach passé. Ekrany są dla rynku masowego, ekrany są dla tych, których nie stać na prawdziwe życie. Brzmi dziwnie ? Otóż ludzie naprawdę zamożni i przy okazji mądrzy (bo nie zawsze jedno idzie w parze z drugim) stronią od wszędobylskich ekranów. Próżno szukać nazwisk tych ludzi w portalach społecznościowych, próżno pisać do nich e-maile… Jak ostatnio przeczytałem w  „The New York Times” dotyczy to także dzieci z Doliny Krzemowej. I tak gdy biedne dzieciaki wciąż siedzą przed ekranem, te bogate chodzą do waldorfskiego przedszkola i bawią się drewnianymi klockami. Siedzenie przed komputerem uważa się bowiem coraz częściej za szkodliwe dla zdrowia.

Dziś to nie kolejny ekran, ale bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem staje się synonimem luksusu. Nie zamieniajmy życia z człowiekiem na życie z ekranem. Bo efekty mogą być takie jak te opowieści o potyczkach ludzi z dinozaurami.

 

⊃1;Alan Feduccia, „Birds are dinosaurs:  simple answer to a complex problem”.

 

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?