Felieton na koniec

Zamiast Tesli elektryczny Garbus

fot. Andrzej Wieteszka

Gdy mowa o samochodach na baterię, pierwsze skojarzenie to któryś z modeli Tesli albo Nissana. Ewentualnie pojazdy, które mają być produkowane przez Volkswagena czy BMW. Mało komu przychodzi wtedy na myśl jakieś zwykłe, poczciwe auto z silnikiem spalinowym, skonwertowane na napęd elektryczny. 

Samochody elektryczne na baterię (Battery Electric Vehicles, czyli BEV) w powszechnej świadomości są wehikułami przyszłości. Tymczasem ich historia jest równie długa, a nawet dłuższa niż aut z silnikiem spalinowym. W przeszłości przegrały, bo ich zasięg okazał się znacząco mniejszy. Dziś, dzięki rozwojowi techniki, zasięg BEV na jednym ładowaniu zaczyna być akceptowalny. Jednocześnie ich ceny, za sprawą stale taniejących baterii, schodzą do poziomów, które są do przełknięcia dla masowego klienta z bogatych krajów. 

Ci, którzy kochają silniki spalinowe, skwapliwie punktują słabe strony elektryków. Ot, choćby tę, że podczas ekstremalnych mrozów, jakie na przełomie stycznia i lutego nawiedziły część USA, BEV gwałtownie traciły zasięg. Albo że w polskich warunkach wcale nie muszą być w eksploatacji mniej szkodliwe dla środowiska, bo u nas prąd jest produkowany przede wszystkim z węgla. 

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Czy przenieść firmę za granicę

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

25 najlepszych polskich startupów

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?