Strategie

Urośli jak na drożdżach

Adam Sowa dołączył do przedsięwzięcia rodziców w latach 80. Upadek PRL był dla tej rodzinnej firmy przełomem.

Dlaczego im się udało? Cukierni jest wiele, ale to oni, jako pierwsi w Polsce, utworzyli sieć z partnerami biznesowymi, stawiając przy tym na lokalizacje w galeriach handlowych. I cały czas dbają o jakość swoich ciast i bułeczek.

Rozbijają dziennie ok. 24 tys. jaj. Sześć razy w tygodniu. – Pan Adam powiedział kiedyś, że to jest serce firmy – mówi jedna z pracownic. Pan Adam to Adam Sowa, współwłaściciel bydgoskiej spółki Cukiernia Sowa. Piekarnię założyli w 1946 r. jego rodzice, Feliks i Stanisława. Sześć lat temu do zarządzania rodzinnym biznesem dołączyły jego dzieci: Michał i Aleksandra.

Szefostwo Cukierni Sowa powoli zaczyna przygotowywać się do obchodów 70-lecia powstania firmy. Michał Sowa, wnuk założyciela, odpowiedzialny za sprzedaż i marketing, przyznaje, że szykują słodką niespodziankę. Ale, jak to z niespodziankami bywa, ta pozostanie jeszcze tajemnicą.

Pod wspólnym szyldem

Dziś obroty spółki sięgają 128 mln zł, a zyski – kilkunastu milionów. Pod jej szyldem działa 150 cukierni w 14 województwach, w tym 19 własnych i 135, z którymi współpracuje na zasadach podobnych do franczyzy: użycza im swojej marki i piecze dla nich słodkości.

Michał Sowa tłumaczy, że partnerzy są właścicielami lub najemcami tych lokali i sprzedają tylko wyroby ich firmy. Ponoszą koszty transportu ciast i lodów. We wszystkich sklepach-cukierniach jest podobny wystrój, wszędzie używa się porcelany i opakowań ze znakiem firmowym Cukierni Sowa. Nowe lokale od razu muszą odpowiadać wizualizacji związanej z marką. Jedynie ci kontrahenci, którzy są z firmą od lat, dostali dyspensę – czas na stopniowe wprowadzenie zmian. Wszystkie cukiernie działają tak, by klienci mogli zjeść słodycze na miejscu i kupić je na wynos. Dla całej sieci wspólny jest też marketing. Korzyść ze współpracy jest obopólna. Spółka Cukiernia Sowa stała się rozpoznawalna na krajowym rynku cukierniczym, a jej partnerzy mają produkty renomowanego, dbającego o jakość wytwórcy i korzystają na znajomości jego marki.

– Jeszcze kilka lat temu w kraju działało kilkanaście sklepów czy cukierni, które zaopatrywały się u nas, ale każda miała inną nazwę. Nikt nie łączył ich, ani sprzedawanych tam wyrobów, z naszą firmą – wspomina Michał Sowa. – Powoli zaczęliśmy to zmieniać.

Siedziba nad Brdą

W sieci zatrudnionych jest 860 osób. Prawie co trzecia to piekarz lub cukiernik. Produkcją i zaopatrzeniem zajmuje się 40 proc. pracowników. Pozostali to sprzedawcy, kelnerzy, pracownicy sklepów firmowych, osoby zajmujące się zarządzaniem, marketingiem, logistyką czy obsługą techniczną. Główna kwatera znajduje się w Bydgoszczy. Przy ul. Pomorskiej 55 powstała pierwsza, nadal istniejąca, piekarnia. Również w Bydgoszczy, od 1998 r., działa nowoczesny zakład produkcyjny. – To tutaj wytwarzamy wszystkie produkty, które można znaleźć w naszych cukierniach. Dodatkowo wypalamy mieszankę kawy Sowacaffè, która jest uzupełnieniem naszej oferty – opowiada Michał Sowa. Codziennie do południa przyjmują przez wewnętrzną sieć internetową zamówienia od kontrahentów. Specjalnie przystosowane samochody dostawcze są wyposażone w stelaże i chłodnię. Niedawno spółka uruchomiła również produkcję wypieków drożdżowych w Warszawie, przez co zwiększyła zasięg swej dystrybucji.

Jeśli w danym mieście czy regionie istnieje kilka sklepów franczyzowych, to często ich właścicielem jest ta sama osoba. Ponieważ koszty transportu słodyczy ponosi odbiorca, a w spółce zwraca się szczególną uwagę na to, by ciasta były świeże, zwyczajnie opłaca się prowadzić w tej samej miejscowości więcej punktów sprzedaży.

A te usytuowane są w centrach handlowych. Od kilku lat jest to jeden z elementów strategii rozwoju przedsiębiorstwa. Nowe lokale powstają w galeriach jako cukiernie połączone z kawiarnią bądź jako wyspy handlowe. Zazwyczaj na parterze, zdecydowanie nie przy tzw. food courtach. Gdy właściciele centrów handlowych proponują otwarcie kolejnej cukierni, szefostwo spółki zawsze najpierw sprawdza, czy nowy punkt nie zaszkodzi interesom dotychczasowych. – Jeśli mogłoby to zmniejszyć zainteresowanie istniejącymi placówkami, nie decydujemy się na kolejną inwestycję – wyjaśnia Michał Sowa.

Chałwy czar

Dzisiaj w firmie Michał dba o sprzedaż i marketing, a jego siostra Aleksandra (mistrz cukiernik) odpowiada za jakość i asortyment, wymyślając m.in. nowe smaki. Jej pomysły to np. Pralina Marakuja czy deser lodowy Chałwy Czar. Zajmuje się też razem z Adamem Sową produkcją wyrobów cukierniczych oraz bierze (z powodzeniem) udział w międzynarodowych konkursach. Partnerują jej wtedy zazwyczaj Mariusz Buritta i Paweł Małecki, również mistrzowie cukiernicy. Małecki jest autorem rekordu Guinnessa na największy tort weselny, współpracuje też z Kuchnią Lidla. Aleksandra Sowa prowadzi zaś program kulinarny „Nożem i widelcem” w telewizji regionalnej.

Do sporządzania wypieków używają tradycyjnych składników: jajek i masła. Żadnych zamienników. Konfitury, dżemy i słodkie masy także są przygotowywane w firmowym zakładzie. Wszystkie pomieszczenia i woda ogrzewane są ciepłem powstałym przy pieczeniu w wielkich, wysokich piecach. Pracownicy ręcznie układają owoce na ciastach, cierpliwie wypisują literki na zamówionych tortach albo lepią kolorowe ozdoby. Prawdziwa manufaktura. Zamówienie, jakie zapamiętali? Tort w kształcie umywalki dla producenta umywalek i wanien na spotkanie rocznicowe załogi.

Klub muzyczny i hotel

Przez wiele lat piekarnia Sowa na ul. Pomorskiej 55 znana była z wyśmienitego chleba i szneki z glancem, czyli drożdżówki z lukrem. Powoli wprowadzano kolejne rodzaje ciast drożdżowych. W latach 60. można było już zamówić tort czekoladowy. Adam Sowa dołączył do przedsięwzięcia rodziców w latach 80. Upadek PRL był dla firmy przełomem. W 1990 r. Adam przejął zakład i założył z żoną spółkę. Rok później otworzyli drugi lokal – Kawiarnię Sowy. Skokowy rozwój umożliwił firmie nowy zakład produkcyjny uruchomiony w 1998 r. Ich punkty pojawiły się w pierwszym w Bydgoszczy centrum handlowym, co okazało się jedną z najtrafniejszych decyzji. Stopniowo, wraz ze wzrostem rozpoznawalności marki, zgłaszali się kontrahenci, którzy chcieli sprzedawać ich produkty. Rozpoczęła się ekspansja na rynku ogólnopolskim.

Zresztą dzisiaj to nie tylko piekarnia i cukiernie. W 2003 r. spółka otworzyła w Bydgoszczy pierwszą restaurację z winiarnią w zabytkowej części miasta, tuż przy Rynku i niedaleko Spichlerzy – symbolu Bydgoszczy. Cztery lata później Adam Sowa zbudował naprzeciwko trzypiętrową kamienicę z częścią gastronomiczną i biurową. Dziś restauracji jest już kilka, dołączył też klub muzyczny. – Przymierzamy się do budowy hotelu – dodaje Michał Sowa. Hotel powstanie tuż obok ich kamienicy z biurami, nad brzegiem Brdy. Ma mieć cztery gwiazdki i 19 pokoi. 

Udana sukcesja

Cukiernia Sowa to firma rodzinna, która korzysta z umiejętności i pasji członków familii. Adam Sowa chciał zostać inżynierem budownictwa, Michał – prawnikiem. Tylko Aleksandra już jako nastolatka pomagała dziadkom w przygotowywaniu wypieków. – Sukcesja jest kluczowa dla przetrwania i rozwoju biznesu. Dlatego moje wykształcenie od początku ukierunkowane było na prowadzenie firmy – opowiada Michał Sowa.

Korzystali z unijnych dotacji, ale głównie inwestują własny kapitał. Nigdy nie sięgali po pomoc firm doradczych przy opracowywaniu strategii rozwoju. Opierali się na swej intuicji i doświadczeniu. Regularnie sondują też rynek i sprawdzają preferencje konsumentów.

Nikt z rodziny nie ma zamiaru opuszczać Bydgoszczy czy przenosić siedziby firmy. Ze względu na logistykę najlepszym miejscem dla takiej spółki jak ich byłyby okolice Łodzi. Na razie czekają na wybudowanie dróg szybkiego ruchu. Może uda się wtedy otworzyć pierwsze sklepy firmowe na Podkarpaciu: w Rzeszowie i Tarnowie. Teraz zbyt długo trwałby transport.

Problemem jest też niedobór utalentowanych młodych cukierników i piekarzy. Cukiernia Sowa współpracuje ze szkołą zawodową, przyjmuje uczniów na praktyki. Ale niewielu młodych chce poznawać tajniki profesji. Jedna, dwie osoby z rocznika, nie więcej.

Pomimo tych barier spółka chce dalej rozwijać sieć, np. na Podlasiu. O zagranicy na razie nie myśli.

 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty