Wywiad

Nie planuję być bogaty

Fot. Marek Szczepański

Nasza wizja jest zupełnie inna niż większości firm w Polsce. Inni wolą obdzwonić kogo się da, wydrenować rynek. My nie mamy problemu z przychodami, nie musimy nikomu nic udowadniać na siłę. Chcemy, aby nasi klienci zarabiali razem z nami. Dzięki temu wkrótce będę grał w lidze, gdzie rozdaje się najmocniejsze karty – mówi Jarosław Królewski, prezes i założyciel Synerise, ostatnio zaangażowany w ratowanie Wisły Kraków. 

Ma pan 32 lata i całą półkę nagród biznesowych. Pamięta pan wszystkie?

Nie są one dla mnie szczególnym wyznacznikiem sukcesu. Nadawane są przez ludzi, więc mają charakter uznaniowy. Choć przyjemnie jest je dostawać, to mają dla mnie bardziej wartość statystyczną – zwłaszcza w Polsce. Rynek polski nie jest bowiem referencyjny w odniesieniu do technologii. Ambicje mamy znacznie wyższe. 

Ten tzw. jednorożec, czyli spółka o wartości miliarda dolarów?

Wyceny firmy należy brać pod uwagę w swoich analizach, bo to trochę jak z oceną w szkole – dzięki nim można w jakimś stopniu klasyfikować się np. na tle konkurencji. Ale cel właściwy, to grać w lidze, w której rozdaje się najmocniejsze karty, być firmą, z którą liczą się globalne marki. Być twórcą i innowatorem, a nie tylko naśladowcą. Celem jest też oczywiście posiadanie silnej własności intelektualnej, gdyż to ona dziś decyduje o sukcesie każdej z firm. 

Co dzieje się jednak w głowie młodej osoby,  która jest pytana o rady przez znacznie starszych  menedżerów?

Osobiście mam ogromny szacunek i pokorę do wszystkiego co się wokół dzieje. Nie pouczam, tylko przedstawiam moją wizję świata. Oni przedstawiają swoją i próbujemy się spotkać. To samo dotyczy ludzi i innych firm technologicznych. Ale cieszy mnie, że w Synerise nie mamy klientów, a raczej partnerów. Oni wiedzą, że razem możemy osiągnąć ogromne sukcesy, bez relacji dostawca–nabywca. Co więcej, jesteśmy transparentni i jak mamy wpadki, to tego nie ukrywamy. Nikogo też nie przywiązujemy długoterminowymi umowami. Nie szukamy heroizmu tam, gdzie go nie ma, ani współczucia tam, gdzie go nie ma. To moje ulubione powiedzenie.

Niemniej przyznaję, że organizacyjnie już jesteśmy dojrzałą firmą. Ja zaś znam większość prezesów liczących się firm z kraju i poza nim. Rozmawiam z nimi o różnych rzeczach, nie tylko o tym, jak napędzić sprzedaż, ale przede wszystkim o tym, jak wpływać na świat. Bo ten wpływ jest dziś dużo ważniejszy niż tylko kwestie finansowe. Udowadnia to choćby Uber, na którego ekosystemie można budować rozmaite modele biznesowe, bardzo innowacyjne, niekoniecznie z automatycznym, natychmiastowym przełożeniem komercyjnym na finanse. Lecz przez fakt, że są w większości krajów i mogą uruchomić w swoim ekosystemie, co tylko chcą, mają realny wpływ na rzeczywistość. 

 

Pełna wersja artykułu jest dostępna dla subskrybentów. Aby uzyskać dostęp do artykułu należy się zarejestrować/zalogować a potem zakupić subskrypcje. Zobacz Cennik treści i serwisów płatnych.

Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Czy przenieść firmę za granicę

Dobre auto na niskie raty