Moim zdaniem

Po pierwsze czytelnik

Fot. Michał Mutor

Kiedy w połowie lat 50.  w Kalifornii, a później w Chicago, pojawiły się pierwsze restauracje McDonald’s, nie były one specjalną nowością. Na rynku działało już kilka marek, które sprzedawały „zmotoryzowanym” hamburgery po 15 centów, do tego kosztujące pięć centów mniej szejki. Rodząca się wówczas branża fastfoodowa miała wielu pionierów. Pierwsza restauracja braci w kalifornijskim San Bernardino różniła się jednak od innych, była bardzo czysta, a klienci przez duże przeszklenia mogli zobaczyć, jak powstają ich hamburgery. Kuchnię codziennie myto, a parking przed restauracją był dokładnie sprzątany. Hamburgery miały zawsze te same składniki i zawsze przyrządzano je w ten sam sposób. Różnica była zauważalna tak jak kolejki przed restauracją. Ale dopiero Ray Kroc, będący po pięćdziesiątce sprzedawca maszyn do szejków, który dołączył do braci z zadaniem budowy całej sieci, wprowadził ten sposób działania na kolejny, nieosiągalny dla innych poziom. Budując sieć franczyzy, Kroc nigdy nie myślał o szybkich pieniądzach, ba, nie myślał o pieniądzach prawie w ogóle. Liczył się klient. I tylko on. Obsesyjne trzymanie się jakości, czystości i poziomu obsługi doprowadziło do powstania skrótu QSC (quality, service, cleanlinnes). Klient był chorobliwą obsesją Kroca, to dla niego stworzył laboratorium, w którym wynaleziono idealny sposób smażenia frytek czy projektowano kolejne niezrównane ruszty do grilla. Tych samych zasad musieli przestrzegać wszyscy partnerzy. Nie było wyjątków. Ale to właśnie dzięki temu stali się milionerami, a dziś korporacja McDonald’s warta jest ponad 138 mld dol. 

Niemal dokładnie pięćdziesiąt lat później na tych samych zasadach, głębokiego zrozumienia potrzeb klienta i przywiązywania wagi do każdego szczegółu, powstał Amazon. Też nie był pierwszy, też był mały, mieścił się w garażu, a stoły, przy których pracował Jeff Bezos, zrobione były ze starych drzwi. Może i Bezos marzył, że kiedyś będzie wielki, ale przede wszystkim myślał, jak dostarczyć towar szybko tak, by klient jego sklepu był zadowolony. To klient był i jest w centrum jego uwagi. 

Ale by zacząć, potrzeba pieniędzy. Potrzebował ich i Kroc, i Bezos. Temu poświęcony jest ten numer „My Company Polska”. Paradoksalnie, czasy na rozpoczęcie biznesu, mimo ogromnej konkurencji, są trochę łatwiejsze. Źródeł, z których możemy pozyskać pieniądze dla naszej małej firmy, jest wiele i są one całkiem duże. Pieniądze są, liczy się pomysł. Jednak nie skupiajcie się tylko na pieniądzach. Dla każdego przedsiębiorcy najważniejszy powinien być klient, bo niezależnie od czasów, w których żyjemy, to dzięki niemu biznes rozkwita. 

Obejmując stery „My Company Polska”, deklaruję, że to Wy, drodzy czytelnicy, będziecie moim „klientem” i to na Was skupi się uwaga całego zespołu pisma. Chcemy być z Wami w czasie Waszej przygody z biznesem. Być może dzięki lekturze naszego magazynu popełnicie mniej błędów, na pewno całkiem ich nie unikniecie, bo tylko dzięki nim rodzi się zmiana. Chcemy Was inspirować, pokazywać, co robią inni, jak stawać się lepszym. „My Company Polska” cały czas będzie strefą ludzi przedsiębiorczych. 

 

Nr 2 (41) LUTY 2019
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty

Czy przenieść firmę za granicę