Liderzy

Efekt „wow”

Fot. materiały prasowe

Paweł Przybylski ma żyłkę rajdowca i skupienie golfisty. To dobre połączenie, gdy firma, oferująca unikalną ekologiczną technologię, staje do wyścigu o czystą planetę

Przybylski współzarządza firmą, której istota jest pewniakiem. Na całym globie rośnie potrzeba mądrego gospodarowania odpadami, a Bioelektra Group wyszła temu naprzeciw. W takim biznesie przydają się jego dwojakie sportowe doświadczenia. Rajdy samochodowe wyzwoliły w nim już na zawsze potrzebę adrenaliny. – Muszę mieć jakieś „wow” – mówi. – To napędza. Jak mi się coś podoba, nie widzę negatywnych stron.

Ale też od kilkunastu lat gra w golfa, który jest dla niego, jak to określa, „detoksem”, „terapią”, „powrotem do tu i teraz, powrotem do ciała”. Golf uczy koncentracji i trafiania do celu. – W filmie „Nazywał się Bagger Vance” jest taka piękna scena, w której bohater osiąga stan flow – całkowitego oddania się swojej czynności. Uderza i wszystko inne przestaje dla niego istnieć. Jest tylko linia wytyczona przez piłkę, resztę spowija mgła – opowiada.

Bioelektra Group ma właśnie to „wow”, które spodobało się Przybylskiemu. Innowacyjną technologię, nazwaną RotoSTERIL, stworzoną przez dwóch inżynierów z Politechniki Szczecińskiej. Urządzenia, dzięki którym jest wykorzystywana, produkuje poznański Cegielski. – Full patriotyzm w najlepszym tego słowa znaczeniu – entuzjazmuje się Przybylski.

Hamburg nas słucha

Ale rzeczywiście, ta niezwykle efektywna, szybka, ekologiczna technologia może wprawić w zdumienie i zawojować najbardziej zaawansowane rynki świata, a właścicielom przynieść poważny zarobek.

Odseparowane z odpadów komunalnych, sterylne i estetyczne cząstki metali, tworzyw sztucznych oraz szkła robią wrażenie. – To nie jest jednak olimpiada form ładnych i czystych. Nasze produkty są pożądane przez recyklerów do wtórnego obrotu – mówi Przybylski. – Na produkcję nowej puszki z naszego surowca potrzeba tylko 5 proc. energii, która jest zużywana przy wytwarzaniu jej z surowca uzyskanego tradycyjną metodą, a w przypadku butelki szklanej jest to 60 proc.

Wiele wyścigów przegrałem, żeby wygrać. W biznesie upadałem już kilka razy, ale nigdy nie było tak, żebym się nie podniósł i nie podjął ryzyka – mówi Przybylski.

Przedstawiciele firmy, na czele z jej dyrektorem finansowym Pawłem Millerem, spotykają się z właścicielami odpadów i przedsiębiorstwami wykorzystującymi odzyskane surowce wtórne m.in. z Hamburga, Londynu, Stanów Zjednoczonych, Arabii Saudyjskiej, Turcji. Szczególnie zaawansowane rozmowy prowadzone są w Hamburgu uważanym za najbardziej ekologiczne miasto w Europie. – Nasza technologia będzie pracować w Niemczech... Czy może być lepsza rekomendacja? – pyta Przybylski. Do polskiego wynalazku przyciąga klientów także ilość i jakość biomasy powstającej podczas przetwarzania odpadów. Może być świetnym nawozem albo zielonym paliwem. W krajach arabskich za tonę materiału glebotwórczego z biomasy płaci się do 1 tys. dol.

Od dwóch lat w Różankach w woj. warmińsko-mazurskim działa zakład warszawskiej spółki. Od roku przyjmuje odpady na podstawie umowy z Olsztynem. Przetworzył, jak dotąd, 20 tys. t. Technologią firmy interesuje się kilkadziesiąt innych miast w Polsce.

Ewolucja świadomości

Właścicielom Bioelektry sprzyjają też inne czynniki. Prawo unijne dotyczące wtórnego wykorzystania odpadów staje się coraz bardziej restrykcyjne. Urzędnicy w naszym kraju muszą się do niego dostosować. Jest jeszcze wiele do zrobienia, ale liderzy spółki są zahartowani. Przybylski wyniósł to z rajdów, na których zdobywał mistrzowskie tytuły Polski. – Wiele wyścigów przegrałem, żeby wygrać. Odpuszczałem w pewnym momencie, bo gumy nie takie albo mój konkurent chciał mnie zniszczyć. I po chwili, gdy już zadowoliłem się drugim, trzecim miejscem, ten zawodnik nagle wypadał z wyścigu i wygrywałem. W biznesie upadałem już kilka razy, ale nigdy nie było tak, żebym się nie podniósł i nie podjął ryzyka – opowiada.

Niektóre ich postulaty wydają się rewolucyjne i trudne do przeforsowania, bo idą w poprzek niedawno przyjętych przepisów, np. na temat segregacji śmieci. – Nie każmy robić tego mieszkańcom. I tak to nie wychodzi, nawet przy ich dobrych chęciach. U nas segregację bezbłędnie i szybko przeprowadza komputer – mówi Przybylski.

Przyznaje, że ekologią zaczął interesować się dopiero, gdy zainwestował w Bioelektrę. – Nie będę dorabiał ideologii. Podczas rajdów spalałem ogrom benzyny, ale nie zajmowałem się tym. Stopniowo rozbudzała się moja świadomość ekologiczna i mam olbrzymią satysfakcję, że poza dążeniem do finansowego zysku, robię coś, co niesie dobro.

Męskie zaufanie

Ta inwestycja to był przypadek. W swym poprzednim biznesie, nieruchomościowym, pracował z Jarosławem Drozdem. – Jarek zawsze się rozglądał i jakieś 10 lat temu zaczął przypatrywać się działalności „w odpadach”. Potrzebnych było jeszcze kilka lat zmian w prawie i w mentalności, żebyśmy około 2011 r. mogli w to wejść. Do współpracy w Bioelektra Group Jarek zaprosił mnie i Krzysztofa Grabowskiego. Z czasem wykupiliśmy dotychczasowych udziałowców, przejęliśmy kontrolę nad technologią, zainwestowaliśmy większe pieniądze i umożliwiliśmy firmie rozwój – wspomina Przybylski.

Dla niego byłoby najlepiej, gdyby ten rozwój był permanentny. I na to się zanosi, bo ludzka cywilizacja pogrąża się w śmieciach, a jednocześnie szuka sposobów na ograniczenie efektu cieplarnianego i ochronę przyrody dla przyszłych pokoleń. Przybylski lubi „dzianie się”, to znaczy codzienny wysiłek, starania, pomysły, a cel przesuwa, czyli, jak śpiewali Skaldowie, „goni króliczka”. Z tym czuje się najlepiej. Ma przyjemność tworzenia. Kiedyś wymyślił, że będzie odnawiał stare samochody. Przez dwa lata dopieszczał w najmniejszych detalach Mercedesa 280 SL, rocznik 1970, popularną Pagodę. Doprowadził ją do perfekcji. Była wystawiona w salonie. Ale kiedy już do niej wsiadł, entuzjazm opadł.

Bioelektra Group niedawno zrobiła duży krok do przodu, a ten proces uruchomił właśnie Przybylski. W firmę zainwestował jeden z najbogatszych Polaków, Michał Sołowow. Panowie znają się pozabiznesowo, Sołowow jest rajdowcem. – Ale na nic zdałyby się te relacje, gdyby nie nasza technologia. Jestem przekonany, że Michał podpisał się pod globalnym, skalowalnym, a do tego polskim biznesem. Kto nie chciałby być partnerem takiej inwestycji? – mówi Przybylski.

Zważywszy na wymogi unijne, Bioelektra musi i chce patrzeć przynajmniej 15 lat do przodu. Długi dystans pozwoli się rozpędzić, ale również jest wymagający, bo nikt nie działa w próżni i inne technologie mogą okazać się konkurencyjne. To idealne połączenie dla Przybylskiego. Ryzyko i koncentracja. Tor wyścigowy i pole golfowe. – Może wkrótce będziemy obecni w połowie świata? – zastanawia się. Oczywiście, w tej czystszej połowie.


CV - Paweł Przybylski

  • Członek zarządu Bioelektra Group, polskiej spółki akcyjnej zajmującej się inwestycjami w gospodarkę odpadami.
  • Były kierowca rajdowy. Golfista. Biznesman. Inwestował w branże: piwowarską, włókienniczą, nieruchomościową.
  • Ma 56 lat, warszawiak.

Gospodarka odpadami w liczbach

  • Rynek gospodarki odpadami wart jest w Polsce 5 mld zł.
  • Powstaje u nas rocznie ok. 12 mln t odpadów, z czego 80–90 proc. trafia na wysypiska, których jest ok. 800.
  • Technologia Bioelektra Group RotoSTERIL pozwala na ponad 90-procentowy odzysk surowców wtórnych z odpadów. Na ich neutralizację potrzebuje zaledwie 3 godz.
  • Od 2020 r. UE będzie wymagać od swoich członków 50-procentowego odzysku z odpadów, a od 2030 r. – 70-procentowego.
  • Już od 2016 r. nie będzie można zostawić na wysypisku niczego, co ma wartość energetyczną.
 Miesięcznik „My Company Polska
PRENUMERATA

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Cztery sposoby na podatki

Boom na drony

Czy przenieść firmę za granicę

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Dobre auto na niskie raty