Liderzy

Chłopak z Mielca i drużyna marzeń

Fot. Filip Miller

– Gdybym wiedział, że będzie tak ciężko, pewnie nigdy bym tego nie zaczął – mówi Marcin Piątkowski, założyciel firmy Jam Vehicles i pomysłodawca innowacyjnego roweru JIVR | Bike, na który spływają dziś zamówienia z całego świata. Jednym z jego wspólników jest były wiceprezes Tesla Motors.

Piątkowski pochodzi z Mielca. Po maturze dostał się na świetne uczelnie: Oxford, London Business School i University College London. Wybrał tę trzecią i kierunek: przedsiębiorczość w branży technologicznej. Londyn – bo to centrum europejskiej przedsiębiorczości i największy ekosystem startupów. UCL stawia zaś na zajęcia praktyczne i uczy, jak znaleźć rynkowe zastosowanie dla technologii. Zarabia zresztą setki milionów funtów rocznie na komercjalizacji swoich projektów i regularnie trafia do pierwszej piątki światowych, uczelnianych rankingów. I właśnie na UCL, w 2011 r., narodził się składany rower elektryczny JIVR – jako praca dyplomowa. – Z ankiet wynikało, że ludzie chcą niewielkiego pojazdu, który pozwoliłby im na dynamiczną jazdę po mieście – wspomina Piątkowski.

Rower nie dla cyklistów

Wstępne wizualizacje JIVR spodobały się jednak ledwie jednej trzeciej badanych rowerzystów. Trzeba było pomyśleć o innej i większej grupie docelowej: ludziach, których nie kręci doświadczenie typowego cyklisty. Lecz aby do nich dotrzeć, trzeba było zaprezentować produkt, który jest naprawdę „sexy”.

Piątkowski postawił na pozycjonowanie, dizajn i specyfikację techniczną. Z nowymi wizualizacjami JIVR udał się, wraz z pomagającymi mu kolegami, pod londyński Apple Store na Regent Street. Pokazując je klientom sklepu, mówili, że chodzi o Apple Bike, który niebawem wejdzie na rynek. Zainteresowanie było ogromne. – To potwierdziło, że problem tkwił w pozycjonowaniu produktu – mówi Piątkowski. Z inspiracji marką Apple powstał rower, który nie kojarzy się z tradycyjnym wehikułem. Jest raczej jak iPhone na kółkach. – JIVR też ma cały osprzęt schowany w środku. Zamiast łańcucha jest napęd mechaniczny ukryty w ramie. Nikt nie pobrudzi się smarem i nie będzie musiał poświęcać za wiele czasu na konserwację.

Rower wyposażono w moduł GPS, w Bluetooth i beacony. Może się komunikować z miejską infrastrukturą. Piątkowski już planuje współpracę z jedną z kawiarnianych sieciówek w Londynie: w zamian za dane o ruchu ulicznym, zbierane przez JIVR-a, jego użytkownik będzie otrzymywać darmową kawę.

Drużyna marzeń

Na opracowanie dizajnu i funkcjonalnych prototypów Piątkowski potrzebował jednak 200 tys. funtów. Był młody, niedoświadczony, proponował nietypowy produkt. Zdobyć pieniądze było strasznie ciężko. Krok po kroku wyrywał niewielkie kwoty na kolejne fazy rozwoju. Kiedy JIVR był jeszcze na etapie pracy dyplomowej, wsparcie finansowe zapewniła uczelnia: 5 tys. funtów, potem 15 tys. Zainwestował też to, co miał na utrzymanie. Gdy skończył studia, wziął w banku pożyczkę, a na życie zarabiał jako sprzedawca kanapek.

– Musiałem mieć za sobą kogoś, kto uwiarygodniłby całe to przedsięwzięcie, żeby łatwiej przekonywać inwestorów – wspomina. Postanowił założyć firmę, Jam Vehicles (w 2012 r.), a potem – powołać radę nadzorczą. Jaki chciałby mieć branding, marketing i kto na świecie robi to tak, jak on by chciał, żeby było zrobione? Uznał, że w radzie nadzorczej musi zasiąść ktoś z takich firm, jak Tesla Motors lub Apple, ktoś z branży FMCG, znający się na pozycjonowaniu aspirujących produktów, oraz ktoś od planowania marketingowego.

 W zespole Jam Vehicles są również, oprócz Carluttiego, Fiona McAnena, była wiceprezes ds. marketingu i innowacji PepsiCo i Unilevera, oraz James Calvert, z agencji Draftfcb, która wprowadziła na rynek m.in. nową markę BMW – BMW i.

Jako pierwszy, w 2013 r., dołączył Cristiano Carlutti, wtedy jeszcze wiceprezes Tesla Motors ds. sprzedaży i marketingu, odpowiedzialny za rynki europejski, azjatycki i afrykański. Jedno z jego biur mieściło się w Londynie. Piątkowski zadzwonił do niego i umówił się na spotkanie przy kawie. – Poprosiłem, żeby spotykał się ze mną raz w miesiącu i doradzał, w którym kierunku iść z tym projektem – wspomina. Carlutti zadawał mu też „prace domowe”. Po pół roku zainwestował w jego biznes. Spodobał mu się nie tylko produkt, lecz także to, jak Piątkowski rozwiązuje problemy.

Wkrótce do Jam Vehicles dołączyli Fiona McAnena, była wiceprezes PepsiCo i Unilevera ds. marketingu i innowacji, oraz James Calvert, ówczesny dyrektor planowania w Draftfcb, agencji marketingowej, która wprowadziła na rynek m.in. nową markę BMW – BMW i. Najpierw byli mentorami i doradcami Piątkowskiego, a potem zainwestowali w jego firmę. Wszystko to z pewnością pomogło uzbierać na platformie crowdfundingowej CrowdCube 180 tys. funtów na wykonanie prototypów.

W sumie nad rozwojem pojazdu pracowało ok. 20 osób, przy czym żadna z nich nie była wcze-
śniej związana z tradycyjną branżą rowerową. Za dizajn odpowiadał James Harness, który dziś pracuje dla firmy Bentley Motors.

Potrójna piątka i Mielec

Kolejny etap: zdobyć pieniądze na uruchomienie produkcji w Mielcu. Dlaczego tam? Ze względów patriotycznych, ale nie tylko. – W Polsce, zwłaszcza na terenach niegdysiejszego COP, jesteśmy w stanie wytworzyć bardzo wysokiej jakości komponenty po bardzo korzystnych cenach – wyjaśnia Piątkowski.

Aby dotrzeć do odpowiednich inwestorów, wystartowali z kampanią na Kickstarterze. Celem nie były tylko pieniądze, ale także PR na całym świecie. Zatrudnili agencję kreatywną w zamian za procent od tego, co uzbierają na platformie. W efekcie ich rowerem zainteresowało się kilka dużych gazet i serwisów internetowych, które zrobiły jego testy i pozytywnie go oceniły. Dobra prasa pozwoliła w miarę szybko pozyskać 500 tys. funtów potrzebnych na uruchomienie produkcji. Na dodatek przetestowali nowy model promocji i sprzedaży, czyli „program ambasadorski”.

Już na Kickstarterze zaoferowali bowiem 50 proc. zniżki na zakup JIVR-a każdemu, kto w niego zainwestuje i zobowiąże się przejechać na nim minimum 50 km miesięcznie, stając się tym samym ambasadorem produktu promującym go na ulicy.

Dziś JIVR ma ok. 200 ambasadorów w 30 największych miastach świata, a do końca roku będzie ich 300. – Na 100 tys. mieszkańców powinno przypadać od jednego do dwóch ambasadorów. Jeśli ktoś zaczepi taką osobę i zapyta o JIVR-a, ta udzieli wyczerpujących informacji, włącznie z tym, jak można go nabyć – wyjaśnia Piątkowski.

Program ambasadorski opiera się na „potrójnej piątce”. 5 proc. zniżki od 2 tys. funtów za rower otrzymuje ten, kto kupi go poprzez ambasadora, który z kolei dostaje 5 proc. ceny w postaci bonusów wymienianych na dodatkowe akcesoria do JIVR-a. Najciekawsze jest jednak trzecie 5 proc., przekazywane na budżety, które  ambasadorzy mogą wydawać na każdy cel sprawiający, że dane miasto stanie się bardziej przyjazne dla rowerzystów. Choćby na załatanie dziury w jezdni.

Piątkowski pracuje teraz nad siecią sklepów stacjonarnych zlokalizowanych na głównych ulicach handlowych dużych miast. Pierwszy JIVR | Store zostanie otwarty w przyszłym roku we Frankfurcie. Chce też pozyskać jednego czy dwóch klientów instytucjonalnych – duże firmy, które kupią JIVR-y dla swych pracowników.

Od przyszłego roku ruszy też produkcja w Mielcu. Pracownikom Piątkowski płaci więcej, niż wynosi średnia krajowa. Podkreśla, że jest to nadal opłacalne. I zapowiada: – Na początku będziemy wytwarzać 5 tys. sztuk rocznie, a potem zobaczymy.

Moim zdaniem

Najczęściej czytane

Boom na drony

Kto zyska na ozusowaniu umów zleceń?

Cztery sposoby na podatki

Zamiast dziel i rządź - mnóż i zarządzaj!

Moda na single